Wieża sztuk

opowieści Szpaczym piórem pisane.

Twórczość własna naszych forumowiczów

Re: opowieści Szpaczym piórem pisane.

Postprzez Olala » 4 kwi 2011, o 18:25

Przeczytałam i jak zawsze biorę się za bezwzględną krytykę.
Najpierw minusy, dokładnie dwa:
1) Interpunkcja... Zrobiłabym Ci taką akupunkturę przecinkami, że byś się wykrwawił. Miałam problem z prześledzeniem logiki tekstu.
2) "Nawet szybko", "całkiem cośtam", i mnóstwo innych tego typu zmiękczaczy, które osłabiają przekaz i niszczą klimat. Wywal je bez żalu, albo zastąp choćby wyrazem "względnie", jest już lepszy.

Teraz to, co dobre:
1) Do tego tekstu nie można się nie uśmiechnąć, masz duże poczucie humoru i luz, to ogromna zaleta.
2) Obrazowość i dokładność opisów - widzę całą scenerię, jakbym tam była, brawo.
3) Kreacja narratora - już polubiłam człowieka, widzi świat w wyjątkowy sposób.
4) Temat i oryginalność, nie trzeba chyba nic dodawać.

Czekam na więcej, świetny tekst ;)
Olala żeńska
Mag II stopnia
 
Posty: 231
Lokalizacja: Warszawa
Reputacja: 374

Reklama

Re: opowieści Szpaczym piórem pisane.

Postprzez Anima Vilis » 4 kwi 2011, o 19:36

nanny_ogg napisał(a):Rozumiem,że to Amina ma pierwszeństwo,ale gdybym ja miała wybierać to wybrałabym opcję nr.2. :mrgreen:

Eee.. ja bym postawiła na policję, ale wierze, że szpaq wymyśli coś aby nas pogodzić ;)
szpaq napisał(a):wiesz Amina chyba jednak się nie podejmę pisania jak się czuje kobieta po imprezie ;)

O..to wcale nie takie trudne.. mimo, że jesteśmy od was zupełnie inne to głowa boli tak samo ;)
Obrazek
- A kiedy zaczyna się sztuka współczesna?
- Od 2 promili
Avatar użytkownika
Anima Vilis żeńska
Jednoosobowy kabaret
 
Posty: 4481
Lokalizacja: nadal Europa
Reputacja: 5103

Re: opowieści Szpaczym piórem pisane.

Postprzez szpaq » 5 kwi 2011, o 08:59

na interpunkcji się nie znam, jestem do tego posiadaczem wszystkich możliwych dysfunkcji pisemnych... tak wiem, że to żadne wyjaśnienie, ale niektórych rzeczy nie jestem w stanie przeskoczyć.

dziś i jutro postaram się coś napisać.
Nic tak nie denerwuje, jak ludzie którzy nie przestają mówić, kiedy ty się wtrącasz.

M. Twain
Avatar użytkownika
szpaq męska
M.A.S.H.
 
Posty: 2427
Lokalizacja: Festung Breslau
Reputacja: 1701

Re: opowieści Szpaczym piórem pisane.

Postprzez szpaq » 5 kwi 2011, o 10:28

Kiedy byłem już w przedpokoju i mocowałem się z drzwiami, a raczej Drzwiami były one bowiem wielkie i stare, szczerze powiedziawszy pasowały do wystroju wnętrza jak świni siodło. Rozległo się pukanie. Zamarłem w bezruchu. Pukanie powtórzyło się parokrotnie za każdym razem przybierając na sile, powoli docierało do mnie że ludzie po drugiej stronie raczej nie są skłonni odpuścić. Zdecydowałem się otworzyć. Zamki której jeszcze kilka minut temu stawiały zaciekły opór, otworzyły się bez najmniejszego problemu. Kiedy już nacisnąłem klamkę a drzwi ze skrzypnięciem zawiasów powoli zaczęły się otwierać ktoś pchnął je bardzo mocno, na tyle mocno że trafiony skrzydłem w bark wykonałem malowniczy piruet i z wrażenia usiadłem na szafce pod wieszakiem – z którego nie uwierzycie spadła moja kurtka – obity bok zaprotestował przeciw takiemu traktowaniu ostrym bólem. W momencie w którym udało mi się zrzucić z głowy kurtkę, która miała ewidentnie zamiar uduszenia mnie. Zobaczyłem że przed progiem stoi dwóch gości w czarnych (a może granatowych) mundurach i paskudnymi uśmiechami na twarzach.
No to kaszana przeszło mi przez myśl, mundurowi a oni mają w zwyczaju zadawać pytania i to zazwyczaj takie na które wolałbym nie odpowiadać. Na początku oczywiście się przedstawią starszy (zawsze „starszy” czy może raczej miałem –nie– szczęście się na takich natykać) ktoś tam… jakiś tam… skądś tam… później rutyna: imię, nazwisko, adres. I tu niestety zaczynają się te trudniejsze pytania typu: co Pan/Pani tu robi, czy jest Pan/Pani właścicielem tego domu/mieszkania, czy ma Pan/Pani w posiadaniu jakieś przedmioty zakazane prawem. Długo można by wymieniać. Dziś to normalnie strach się bać, nos raczej się kwalifikuje do wymiany do tego jestem w nie swojej kurtce i nie wiem czy nie ma w niej czegoś schowanego (a ci panowie w mundurach wiedzą czego i gdzie należy szukać). To wszystko zdążyłem pomyśleć w czasie jaki zajęło odbicie się drzwiom od tego małego pierdolnika wystającego z podłogi.
Niższy mundurowy przytrzymał drzwi ręką i puścił przodem drugiego funkcjonariusza – jak się okazało panią policjantkę. Ta była dobre pół głowy ode mnie wyższa i mniej więcej tyle samo szersza w barach, na takie osoby mam tylko jedno określenie Rambosuka, spojrzała na mnie tak jak się patrzy na coś rozjechanego na drodze.
– Straszy aspirant Niedała – spojrzała na mnie jakby oceniając czy przypadkiem nie zrobię czegoś co będzie można uznać za Obrazę Funkcjonariusza Na Służbie – a to jest starszy sierżant Nowak – wskazała ruchem głowy za siebie – komenda rejonowa policji Wrocław – Psie Pole. Otrzymaliśmy wezwanie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na terenie tej posesji, czy możemy wejść do środka?
– Przecież Pani jest już w środku – powiedziałem szybciej niż pomyślałem, chyba jednak byłem jeszcze trochę wstawiony.
– Anka patrz gawędziarz się trafił – powiedział starszy sierżant Nowak, a jego uśmiech stał się jeszcze bardziej paskudny.
– Nazwisko! – Rzuciła Pani Starszy Aspirant Anna „Rambosuka” Niedała.
– Weis – powiedziałem odruchowo – Nataniel Weis. Czy może jeszcze raz powtórzyć skąd Państwo przyjechali, bo chyba nie dosłyszałem.
– Ty idioty z siebie i nas nie rób przecież pani aspirat powiedziała wyraźnie Wrocław – Psie Pole.
– O ja cierpię dole… Wrocław! – powiedziałem, czując jak miękną mi kolana a przed oczami robi się ciemno. Gdzieś z oddali słyszałem tylko:
– Sławek nie kop go… zemdlał a nie rzucił się na mnie…
Nic tak nie denerwuje, jak ludzie którzy nie przestają mówić, kiedy ty się wtrącasz.

M. Twain
Avatar użytkownika
szpaq męska
M.A.S.H.
 
Posty: 2427
Lokalizacja: Festung Breslau
Reputacja: 1701

Re: opowieści Szpaczym piórem pisane.

Postprzez nanny_ogg » 5 kwi 2011, o 11:32

O ja cierpię dole
:lol:
Everything in life I share, except of course my teddy bear.
Avatar użytkownika
nanny_ogg żeńska
Plantopecha
 
Posty: 2903
Lokalizacja: Albion...
Reputacja: 3912

Re: opowieści Szpaczym piórem pisane.

Postprzez szpaq » 7 kwi 2011, o 11:42

a zapomniałem trzech kontynuacji napisać, oto one ;)

1. budzę się w szpitalu (na izbie przyjęć).
2. budzę się na dołku.
3. budzę się w domu gdzie policja zwiększa sobie wykrywalność.
Nic tak nie denerwuje, jak ludzie którzy nie przestają mówić, kiedy ty się wtrącasz.

M. Twain
Avatar użytkownika
szpaq męska
M.A.S.H.
 
Posty: 2427
Lokalizacja: Festung Breslau
Reputacja: 1701

Re: opowieści Szpaczym piórem pisane.

Postprzez Dżon » 7 kwi 2011, o 12:24

:D Odlot :D
W taki dzień jak ten, Fryderyk Barbarossa utonął w rzece.
Jakie są Twoje plany na dziś?
Avatar użytkownika
Dżon męska
aka Nie znacie tego?
 
Posty: 4070
Lokalizacja: Pojawiam się, jak otworzysz flaszkę.
Reputacja: 3931

Re: opowieści Szpaczym piórem pisane.

Postprzez Anima Vilis » 10 kwi 2011, o 11:01

szpaq napisał(a): jak się okazało panią policjantkę. Ta była dobre pół głowy ode mnie wyższa i mniej więcej tyle samo szersza w barach, na takie osoby mam tylko jedno określenie Rambosuka, spojrzała na mnie tak jak się patrzy na coś rozjechanego na drodze.


Poznaję ją! Ta sama pani policjant szukała u nas w szkole narkotyków z psem oraz prowadziła zajęcia o tym, że przemoc i narkotyki są złe. To ona! Rambosuka! Jak zobaczyła mojego dreda to nie spuszczała ze mnie oczu..stała centralnie przede mną i się na mnie gapiła tak jakbym miała na czole wielką kurzajkę.

Szpitale są nudne a z celi ciężko jest się wydostać..poobserwuj trochę prace policji.. i tak spore prawdopodobieństwo, że potem trafisz do jednego z tych dwóch miejsc
Obrazek
- A kiedy zaczyna się sztuka współczesna?
- Od 2 promili
Avatar użytkownika
Anima Vilis żeńska
Jednoosobowy kabaret
 
Posty: 4481
Lokalizacja: nadal Europa
Reputacja: 5103

Re: opowieści Szpaczym piórem pisane.

Postprzez szpaq » 10 kwi 2011, o 11:14

Anima Vilis napisał(a):Szpitale są nudne


możesz mi wierzyć że nie są ;P

jutro coś się postaram wrzucić,
Nic tak nie denerwuje, jak ludzie którzy nie przestają mówić, kiedy ty się wtrącasz.

M. Twain
Avatar użytkownika
szpaq męska
M.A.S.H.
 
Posty: 2427
Lokalizacja: Festung Breslau
Reputacja: 1701

Re: opowieści Szpaczym piórem pisane.

Postprzez Anima Vilis » 11 kwi 2011, o 17:10

szpaq napisał(a):
Anima Vilis napisał(a):Szpitale są nudne


możesz mi wierzyć że nie są ;P


no ta..zależy z której strony strzykawki się znajdujesz.
Obrazek
- A kiedy zaczyna się sztuka współczesna?
- Od 2 promili
Avatar użytkownika
Anima Vilis żeńska
Jednoosobowy kabaret
 
Posty: 4481
Lokalizacja: nadal Europa
Reputacja: 5103

Re: opowieści Szpaczym piórem pisane.

Postprzez szpaq » 11 kwi 2011, o 19:10

zazwyczaj po tej odpowiedniej ;) dziś nie napisałem nic, cały dzień walczyłem z kaletką i kolczugą.
Nic tak nie denerwuje, jak ludzie którzy nie przestają mówić, kiedy ty się wtrącasz.

M. Twain
Avatar użytkownika
szpaq męska
M.A.S.H.
 
Posty: 2427
Lokalizacja: Festung Breslau
Reputacja: 1701

Re: opowieści Szpaczym piórem pisane.

Postprzez nanny_ogg » 15 kwi 2011, o 16:40

Puk, puk szpaczku :)
Everything in life I share, except of course my teddy bear.
Avatar użytkownika
nanny_ogg żeńska
Plantopecha
 
Posty: 2903
Lokalizacja: Albion...
Reputacja: 3912

Re: opowieści Szpaczym piórem pisane.

Postprzez szpaq » 16 kwi 2011, o 08:35

Nianiu ja bardzo chętnie tylko nie mam kiedy, teraz mnie tknął pomysł na coś nowego. jak się stworzy to wkleję.
Nic tak nie denerwuje, jak ludzie którzy nie przestają mówić, kiedy ty się wtrącasz.

M. Twain
Avatar użytkownika
szpaq męska
M.A.S.H.
 
Posty: 2427
Lokalizacja: Festung Breslau
Reputacja: 1701

Re: opowieści Szpaczym piórem pisane.

Postprzez nanny_ogg » 16 kwi 2011, o 20:15

OK, się będzie cierpliwie czekać :roll:
Everything in life I share, except of course my teddy bear.
Avatar użytkownika
nanny_ogg żeńska
Plantopecha
 
Posty: 2903
Lokalizacja: Albion...
Reputacja: 3912

Re: opowieści Szpaczym piórem pisane.

Postprzez szpaq » 20 kwi 2011, o 19:39

Świadomość wracała powoli i jakby z niechęcią. Pierwszą rzeczą jaką pomyślałem już w pełni klarownie bała następująca „kurde to już drugi raz dziś (chyba) dochodzę do siebie, źle ze mną”. Głowa bolała niemiłosiernie a kiedy chciałem się ruszyć bok zapiekł jakby ktoś szarpnął go rozgrzanymi do białości szczypcami. Leżałem na brzuchu, ręce powyginane pod dziwnymi kątami, miałem założone na plecach, na dodatek czułem że dłonie mam dziwnie zdrętwiałe. Kiedy już udało mi się uspokoić oddech a poziom bólu w boku spadł do poziomu tych które byłem w stanie zakwalifikować do znośnych postanowiłem się podnieść, niestety ręce były jakby sklejone ze sobą. W czasie rozważanie tego problemu przypomniałem sobie że zanim straciłem świadomość rozwiałem z Policją (no chyba że faza na jakiej jestem jest większa niż mi się zdawało), kolejnym wspomnieniem była świadomość tego gdzie się znajduję – Wrocław. No mniejsza Wrocław czy nie trzeba jakoś z tego wybrnąć. Z racji tego że dłonie nie chciały współpracować musiałem poradzić sobie bez nich. Dokonując cudu zręczności wziąwszy pod uwagę mój stan:
Kac morderca w najgorszym wydaniu.
Nos który zaczynał już powoli puchnąć i nabierać wszystkich kolorów tęczy.
Bok który ciągle o sobie przypominał tępym bólem.
Ręce najprawdopodobniej skrępowane na plecach.
Udało mi się przekręcić (chyba trochę nie fartowne sformułowanie) na plecy. Tu niestety problemy się nie skończyły. Musiałem trochę poleżeć i odetchnąć, a dłonie strasznie szybko zaczęły dziwnie pulsować i mrowić. Wkładając wszystkie siły i wydając jęk bólu za trzecim razem udało mi się zająć pozycję leżącą, żeby ją zachować musiałem przesunąć się pod ścianę. Tu przez niedomknięte drzwi zobaczyłem, że na podwórku jest całkiem spora dyskoteka kilka radiowozów w różnych rozmiarach zarówno policyjnych jak i straży miejskiej, ze cztery ambulanse, a w oddali trochę na uboczu stał wóz straży pożarnej. Wszystkie te pojazdy migały kolorowymi światłami, poczułem się jakby ktoś włączył kilka stroboskopów na raz i co najgorsze stroboskopy te migały różnymi kolorami świateł. W około samochodów kręciło się sporo mundurowych.
Dopiero teraz jakby zmysł słuchu włączył się z opóźnieniem zaczęły do mnie docierać dźwięki dobiegające z domu, głównie były to przekleństwa i krzyki dziewczyn – i Bełta który krzyczy jak panienka na wydaniu co pierwszy raz w życiu widzi nagiego mężczyznę. Mocno pchnięte drzwi uderzyły mnie w kostkę, też krzyknąłem ale chyba bardziej z zaskoczenia niż z bólu. Pierwszą rzeczą jaka ukazała się we framudze była głowa w kolorze blond po dalszych częściach ciała jakie przesuwały się przede mną odgadłem że głowa – jak i cała reszta – należy do Magdy. Prowadził ją nikt inny tylko Pani Starszy Aspirant Anna „Rambosuka” Niedała. Co prawda Magda była ubrana w co nieco na górze – wydekoltowana bluzka z której wylewał się jej obfity biust. Na dół zdążyła założyć trzy wiązane ze sobą sznurówki które zwykła szumnie nazywać bielizną. Teraz „klaskała” bosymi stopami idąc po płytkach przedpokoju, ciężko dyszała a twarz o ile udało mi się dostrzec miała purpurową z wysiłku, wstydu czy złości. To dziwne ale nigdy jej – to znaczy Magdy – nie widziałem bez makijażu, czyli takiej prawie pomarańczowej maski z pudrów, fluidów i tej całej chemii. Dotarło też do mnie że pierwszy raz widzę ją bez szpilek na nogach, szła tak jakoś pokracznie usiłując z przyzwyczajenia iść na palcach co skutecznie uniemożliwiała jej „Rambosuka”, która z paskudnym uśmiechem podciągała do góry skrępowane na plecach ręce przez co Madzia coraz bardziej pochylała się do przodu. Niestety obserwacje i przemyślenia przerwał mi kopniak wymierzony w teraz już fest bolącą kostkę. Jedno spojrzenie w oczy Pani Starszej Aspirant starczyło żebym (zapominając nawet o bólu) w pół sekundy leżał znów na brzuchu pod ścianą. Widocznie usatysfakcjonowana policjantka straciła zainteresowanie moją osobą. Zaraz za Magdą w takiej samej pozycji prowadzony był Bełt ubrany w czarną koszulkę jakiejś mrocznej kapeli, czarne bojówki i glany bez sznurówek. Szedł cicho i spokojnie, pewnie to dla nie go nie pierwszyzna pomyślałem. W tym samym momencie silne szarpnięcie poderwało mnie na nogi. Pewnie krzyknął bym z bólu ale obity bok skutecznie powstrzymał wszelkie próby zrobienia wdechu czy wydechu. Silne pchnięcie skłoniło mnie to marszu w stronę drzwi, następnie ktoś wprawnym ruchem obrócił mnie przez lewe ramię o sto osiemdziesiąt stopni i posadził na trawniku, gdzie siedziało już chyba ze trzydzieści osób ubranych tylko symbolicznie w za małe lub za duże koszule, bluzki, bluzy i spodnie w większości przypadków nie zapięte. Praktycznie każdy był bosy i miał zdziwiony wyraz twarzy. Obok kilku osób na trawniku znajdowały się różnobarwne plamy stanowiące dość obrazowy przegląd menu z imprezy, widocznie te osoby gorzej znosiły stres. Mnie wyprowadzono z domu jako ostatniego. Teraz do pracy wzięli się panie i panowie w czerwonych strojach, jeden starszy pan wskazał na młodego kolegę po fachu, był taki śmieszny że sam zdążyłem na niego zwrócić (chyba trochę nie fartowne sformułowanie) uwagę. Łysy z odstającymi uszami i oczami tak wytrzeszczonymi jakby zaraz miały wylecieć z orbit. przez co miał taki wyraz twarzy jakby miał uciec ze strachu z krzykiem.
– Triażuj Kaziu – powiedział starszy pan z uśmiechem jednocześnie robiąc ręką zapraszający gest.
– Ale ja… nie um… to znaczy nie mam doświadczenia panie doktorze – zaskrzeczał młody.
– Dobrze Kaziu, zrobimy to razem – pan doktor chwycił „ratownika Kazia” pod ramie i zaczął prowadzić go w naszą stronę.
Nic tak nie denerwuje, jak ludzie którzy nie przestają mówić, kiedy ty się wtrącasz.

M. Twain
Avatar użytkownika
szpaq męska
M.A.S.H.
 
Posty: 2427
Lokalizacja: Festung Breslau
Reputacja: 1701

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Wieża sztuk

- Nie ma co się wstydzić, że człowiek łysieje - stwierdził spokojnie Ridcully. - Zresztą wiecie przecież, co mówią o łysych mężczyznach.
- Tak. Mówią: "Patrzcie, on nie ma włosów" - powiedział wykładowca run współczesnych.

Wiedźmikołaj, dodał(a) grace

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron