Z nagrodami to w ostatnich czasach w ogóle dyskusyjna sprawa, bo tak jak mówisz dziwnie te nominacje wypadają czasami i już nie wiadomo, czy wierzyć, w co wierzyć, czy jest sens te nagrody śledzić...
Podczytuję Lennarta Malmkvista i jest dziwnie.
Zacznijmy od tego że Lennart Malmkvist i osobliwy mops pana Bulmena jest książką niemiecką, fantasy, o Szwecji.
Dużo czytywałam swego czasu fantastyki włoskiej i trochę francuskiej, ale niemieckiej jeszcze nigdy. Niemieckich filmów zbytnio nie oglądam, choć faktycznie podobało mi się "Siedmiu krasnoludków - historia prawdziwa" oraz "Czarodziejka Lili". Mimo wszystko jednak Niemcy mają specyficzne podejście jak dla mnie, a w tym wszystkim pisze on o realiach równie osobliwych, bo Szwedzi też mają koncepcje dla mnie jakieś takie obce. Dziwności nakładają się na dziwności. Mamy typowo niemieckie poczucie humoru - trochę głupawe, jak alergia na miłość, trochę zwyczajnie wredne, choć to może być wina po prostu faktu, że główny bohater jest irytującym bogatym millenialsem - irytujący przez ten specyficzny cynizm wymieszany z egocentryzmem i wieczną pretensją do wszechświata za absorbowanie jego szlachetnej przewspaniałej osoby, doprawione szczyptą pogardy dla starych i niemainstreamowych. Mamy upiorne wstawki i na to wszystko mamy mopsa, który jeszcze nie wszedł na scenę, ale liczę że może trochę rozluźni klimat, jak się w końcu odezwie. Jest to jednak jak na razie książka dla mnie kuriozalna i jeszcze nie jestem pewna, czy się ta jej dziwność wybroni.
