Przeczytałem wczoraj "Bibliotekę o Północy" Matt Haig. Książka opowiada o 35 letniej kobiecie, która popełniwszy samobójstwo przenosi się do niekończącej się biblioteki w której czas zatrzymał się równo o północy. Nora bo tak nazywa się główna bohaterka powieści szybko odkrywa, że każda książka z nieskończonego się ich zbioru opowiada o jej alternatywnym życiu w innym wszechświecie. Nora może wcielić się w dane życie i sprawdzić czy by jej pasowało?
Pomysł na możliwość wyboru innego życia, gdy w pierwotnym żywocie znajdujemy się o włos od śmierci jest oryginalny i nietuzinkowy. W dużej mierze kolejne i kolejne wcielenia opierają się na podejmowaniu nieco innych decyzji, które podjęto we wcześniejszym życiu. "Biblioteka o Północy" przypomina mi nieco klimatem "Efekt motyla" bo tam też jeżeli wpłynęliśmy w jakiś sposób na pierwotne wydarzenia to efekt końcowy historii ulegał zmianie. Natomiast to co odróżnia "Efekt Motyla" od "Biblioteki o Północy" to fakt, że nie próbowano wyjaśniać tam tych "skoków w czasie", a we wspomnianej książce Matt'a Heig'a pojawia się próba racjonalizacji i naukowego wyjaśniania pojawienia się wspomnianej biblioteki co zaliczam jako duży minus opowieści.
Ogromnym atutem tej książki są wspomniane wcielenia, które diametralnie różnią się od poprzednich i sprawiają, że tytuł czyta się rewelacyjnie. Zawsze czekasz na następny rozdział i zastanawiasz się jakie kolejne wcielenie uda się odwiedzić Norze? Jedyny zarzut jaki kierowałbym bardziej w kierunku autora to ślamazarne tempo akcji niektórych rozdziałów. Czytając ten tytuł miałem niekiedy wręcz poczucie, że książka miała bardzo dobry pomysł na opowiadaną historię, ale zabrakło jej ostatecznego szlifu, trzymania w większym napięciu i lepszego budowania akcji.
Jest to powieść, która pomimo poruszania tak poważnych tematów jak alkoholizm, samobójstwo, depresja i samotność jest wciąż książką przystępną, ciepłą i pocieszycielską w swoim przekazie. Nie odczułem aby historia Nory w którymś momencie stała się naprawdę posępna i to pomimo przeżyć głównej bohaterki w pierwotnym życiu. Niekiedy autor przemyca nawet całkiem zgrabnie humor sytuacyjny. Bardzo spodobały mi się też odniesienia do takich filozofów jak Henry David Thoreau albo David Hume.
Na sam koniec zostawiłbym sobie zaskakujące wydanie książki, gdzie pojedynczy rozdział potrafi zająć 3-4 stron, a czasem nawet mniej. Nie jestem do końca pewien, czy jest to najszczęśliwsze rozwiązanie? Ksiażka nieco w ten sposób oszukuje swoje gabaryty bo z faktycznych 400 stron pozostaje 350 albo nawet i mniej stron. Przyczepić mógłbym się też do kopiuj-wklej pewnej krótkiej informacji zawartej w historii, która nie była aż tak znacząca.
Przeczytanie wspomnianej powieści zajęło mi raptem kilka dni i rzeczywiście miałem wrażenie, że wypożyczając ten tytuł trafiłem w 10. Zdecydowanie polecam tą książkę.
