Niekoniecznie o Terrym...

Lista książek obowiązkowych

... i niekoniecznie o fantasy...

Re: Lista książek obowiązkowych

Postprzez Wolf Lilly » 11 mar 2021, o 12:22

LoboBlanco napisał(a):Przeczytałam cały ten wątek i stwierdzam jedno - lista obowiązkowej literatury nie oznacza wcale, że to musi być tylko to, co nam się podobało.


Ani że jest przyjemna. Wszystkim polecam "Jądro Ciemności" za sam przekaz mimo iż dla mnie było książką nieco zbyt drastyczną na moje nerwy...

Morte napisał(a):Żałuję, że w szkole nie omawialismy szerzej dzieł Ernest'a Hemingway'a, zwyczajnie nie przypominam sobie żeby na jakiejkolwiek lekcji były omawiane.
Warto przeczytać choćby "Stary człowiek i morze" jak jest się już dorosłym.


U mnie w sumie nawet był pomysł przeczytania tego jeszcze w gimnazjum ale moja klasa jakoś zawieszała się na omawianiu lektur i trwało to całymi tygodniami... Cóż, polski nie był ich ulubionym przedmiotem.
I tu od razu nawiążę do kawałka o "Mistrzu i Małgorzacie" - mój polonista z liceum niemal dosłownie stawał na uszach, by skompilować materiały dla mojej klasy, które będą dostatecznie krótkie by udało się zmusić tych ludzi do czytania, ale będą już miały te potrzebne wartości. Nie wiem jak było za Twoich czasów, za moich rozmowa z młodzieżą o literaturze graniczyła z cudem.... Humany* jeszcze jakoś sobie radziły i miało u nich to sens, natomiast w mojej klasie było pełno kujonów, które zamiast dumać nad zagadkami wszechświata uczyło się wszystkiego dość bezmyślnie na pamięć i na polskim zamiast myśleć szukali tego takiego szkolnego klucza który im da dużo punktów na sprawdzianie, bo przecież tylko to się liczy, nie? Jaką inną wartość może mieć literatura? [SARKAZM!]

Morte napisał(a):Tutaj też nasuwa mi się takie przemyślenie, że w szkole jeżeli chodzi o literaturę to zawsze poruszałem się po wąskiej, ciasnej i wydeptanej przez lata ścieżce. Odrobinę czuję jakbym nie miał w tamtym czasie tej pełni możliwości wyboru dzieł, które byłyby wartościowe, a jedynie mogłem się poruszać po tej "najlepszej" drodze wyznaczonej przez system. Jakby nie było tu miejsca na kreatywność, inspirację i pogłębianie wiedzy w danej dziedzinie, choćby była niszowa.



To zależało w sumie od nauczyciela i spotkałam w życiu paru polonistów, którzy pozwalali migrować i jeszcze się z tego cieszyli... Tylko niestety moi rówieśnicy nie są do tego dobrym materiałem. Jak już mówiłam rocznik mój i młodsze mają już tendencję do nie postrzegania wiedzy jako wiedzy tylko jako jakiś tam informacji, które wystarczy bezmyślnie powtórzyć i tyle. Szukają klucza rozwiązań do sprawdzianu, nie odpowiedzi. Wiele z tych osób napisałoby dosłownie największą nawet bzdurę, gdyby wiedzieli, iż jest to w kluczu rozwiązań do sprawdzianu (do którego często się "uczą" znając odpowiedzi od innej klasy i nawet nie zapamiętując często treści a co dopiero sensu tych odpowiedzi), co skutkuje potem masą osób z ocenami na poziomie 4+/5/6, które w rozmowie wydają się mieć inteligencję garnka z fasolą i obrażają się, gdy polonista zaczyna mówić o czymkolwiek abstrakcyjnym albo nie wmusza jednego konkretnego poglądu**.




*Wyrażenie użyte w znaczeniu pozytywnym i z całym szacunkiem dla klas humanistycznych, bo zwłaszcza ci o których tu mówię byli ludźmi sympatycznymi, inteligentnymi i o bardzo otwartych umysłach, mimo chwilami oziębłego podejścia do matematyki

**To akurat autentyk z własnego doświadczenia. W pierwszej liceum miałam polonistę starej daty, który cenił sobie samodzielne myślenie ponad wszystko. Próbował zachęcić ludzi do rozmowy; ponieważ moja klasa gapiła się jak sroki w gnat próbował ich podpuszczać, co czasem działało, czasem nie. Kiedy ktoś podchwycał wątek i wygłaszał opinię, on by nakręcić rozmowę (i zachęcić do głębszego przemyślenia/analizy) podawał kontrargumenty. Jeśli ktoś się zaczynał naginać do wizji przedstawionej przez niego i mu przytakiwać, on zmieniał fronty i podawał argumenty przeciwne do tych wcześniej przez niego podanych. Osobiście uwielbiałam te lekcje, ale klasa narzekała, że nic nie wiedzą, bo nie mogą wyczuć, czy kamień ma gadać czy nie ma gadać i czy to tylko metafora czy co i wymusili zmianę polonisty...
"Zdrowy rozsądek to zbiór uprzedzeń zebranych do 18. roku życia" - A. Einstein

"Don't find fault, find a remedy; anybody can complain" - Henry Ford
Wolf Lilly
Profesor NU
 
Posty: 932
Reputacja: 1559

Reklama

Re: Lista książek obowiązkowych

Postprzez LoboBlanco » 11 mar 2021, o 13:52

Cudo_Tyłeczek napisał(a):W jakim tłumaczeniu czytałaś, Lobo? Bo to bardzo istotne. Czy miałaś Freemenów czy Wolan?

„Przełożył Marek Marszał”.

Morte, poza Braćmi Karamazow ja przerabiałam wszystkie wspomniane przez Ciebie pozycję w szkole i to dość dogłębnie. Aach, no z Lema mieliśmy fragment Solaris i fragment Bajek robotów. Nie wiem czy to w porządku, żeby „zmuszać” (nie znam lepszego słowa, ale wiadomo że nie chodzi mi o to, żeby torturami kogoś skłaniać do przeczytania) ludzi do czytania Lema. Ja lubię fantasy bardzo, a miałam nie lada trudność przy pierwszej jego książce czytanej przeze mnie.
Wolf Lilly napisał(a):
Morte napisał(a):Tutaj też nasuwa mi się takie przemyślenie, że w szkole jeżeli chodzi o literaturę to zawsze poruszałem się po wąskiej, ciasnej i wydeptanej przez lata ścieżce. Odrobinę czuję jakbym nie miał w tamtym czasie tej pełni możliwości wyboru dzieł, które byłyby wartościowe, a jedynie mogłem się poruszać po tej "najlepszej" drodze wyznaczonej przez system. Jakby nie było tu miejsca na kreatywność, inspirację i pogłębianie wiedzy w danej dziedzinie, choćby była niszowa.



To zależało w sumie od nauczyciela i spotkałam w życiu paru polonistów, którzy...

Hmm... No nie. W każdym podręczniku języka polskiego są różne fragmenty różnych tekstów. Często jest pytanie o konteksty literackie. Trochę mi się wierzyć nie chce, że na lekcjach były wyłącznie fragmenty lektur potraktowane po macoszemu... ale mniejsza. Nauczyciel języka polskiego może, ale czy ja wiem, czy musi sam niepytany dawać listę możliwych książek? Ta lista byłaby nieskończona zapewne. Ja miałam nauczycieli, którzy w ramach omawiania danej lektury wspomnieli o tej czy o tamtej pozycji. Nie musieli im poświęcać całej lekcji. Jeśli ktoś będzie zainteresowany, to sam po nią sięgnie. Co więcej, nie uważam, że cała odpowiedzialność spoczywa na nauczycielkach. Biblioteki, księgarnie dostępne są dla wszystkich uczniów. ;) chodzi mi o to, że to, że dany tytuł nie padł na lekcji z ust nauczyciela nie musi oznaczać, że to jego wina, że nie znam tej książki. Uważam, że jeśli ktoś ma pociąg do poznawania więcej i więcej z danego tematu (np.literatuy) to zawsze mógł sam podejść do nauczyciela/biblioteki/księgarni i zapytać o książki traktujące np. O II WŚ, średniowieczne eposy, romantyczne ballady etc. Także tego. Każda lektura, nieważne jaka, odkrywała przede mną mnóstwo pytań odnośnie danej epoki literackiej, autora, tematyki. Odpowiedzi szukałam sama. Każda lektura to była kolejna możliwa droga, która mogłam podążyć.


PS Chciałam w tym miejscu pozdrowić mojego nauczyciela od języka polskiego z gimnazjum, który typując mnie na konkurs recytatorski wybrał dla mnie fragment z Wiedźmina. Stare polonistki w jury pospadały z krzeseł. I tak zaczęła się moja wielka miłość do fantasy :D
Przestrzeń fantazji jest niezrównanym azylem dla Outsiderów rzeczywistości...
Avatar użytkownika
LoboBlanco żeńska
Mag III stopnia
 
Posty: 519
Lokalizacja: Crundells
Reputacja: 1437

Re: Lista książek obowiązkowych

Postprzez Morte » 11 mar 2021, o 14:39

LoboBlanco napisał(a):
Morte, poza Braćmi Karamazow ja przerabiałam wszystkie wspomniane przez Ciebie pozycję w szkole i to dość dogłębnie. Aach, no z Lema mieliśmy fragment Solaris i fragment Bajek robotów. Nie wiem czy to w porządku, żeby „zmuszać” (nie znam lepszego słowa, ale wiadomo że nie chodzi mi o to, żeby torturami kogoś skłaniać do przeczytania) ludzi do czytania Lema. Ja lubię fantasy bardzo, a miałam nie lada trudność przy pierwszej jego książce czytanej przeze mnie.


To o czym tak na prawdę rozmawiamy w tej chwili to doświadczenie.
Moje zaś doświadczenie wyglądało tak że na lekcjach głównie przygotowywaliśmy się do matury i ten kto najbardziej "wstrzelił" się w ustalony klucz odpowiedzi zdobywał jak najwięcej punktów. Uważam, że klucze odpowiedzi nie uczą nieszablonowego podejścia, a umiejętności kombinowania i podążania za ustalonym schematem. Klucze zaś są bezpośrednio powiązane z przerabianymi na lekcjach lekturami. Zwyczajnie swoje doświadczenie zapamiętałem negatywnie, ale to nie zmienia faktu, że mogłaś być w lepszej sytuacji. Nieustannie rozmawiamy o doświadczeniu, które przecież jest tak subiektywne? Rzeczywiście ksaiążki Lema potrafią być trudne w odbiorze(Dzienniki Gwiazdowe), ale też tak właściwie napisałem to mając na myśli dzieła po które warto sięgnąć będąc już odrobinę starszym. Tutaj obowiązkowość nie musi dotyczyć szkolnej ławy ;-)

Wolf Lilly napisał(a):To akurat autentyk z własnego doświadczenia. W pierwszej liceum miałam polonistę starej daty, który cenił sobie samodzielne myślenie ponad wszystko. Próbował zachęcić ludzi do rozmowy; ponieważ moja klasa gapiła się jak sroki w gnat próbował ich podpuszczać, co czasem działało, czasem nie. Kiedy ktoś podchwycał wątek i wygłaszał opinię, on by nakręcić rozmowę (i zachęcić do głębszego przemyślenia/analizy) podawał kontrargumenty. Jeśli ktoś się zaczynał naginać do wizji przedstawionej przez niego i mu przytakiwać, on zmieniał fronty i podawał argumenty przeciwne do tych wcześniej przez niego podanych. Osobiście uwielbiałam te lekcje, ale klasa narzekała, że nic nie wiedzą, bo nie mogą wyczuć, czy kamień ma gadać czy nie ma gadać i czy to tylko metafora czy co i wymusili zmianę polonisty...

Powiedzialbym, że takie lekcje są najbardziej wartościowe ze względu na możliwość zyskania świeżego spojrzenia na omawiany temat, a także odkrycia jakichś ciekawych faktów o ktorych wcześniej byś nie pomyślała. Jeżeli jednak nie został doceniony to może i lepiej, że odszedł. Być może trafił do szkoły w której rzeczywiście został docenony. Szkoda odrobinę jednak uczniów, którzy potrrafili coś wynieść z tych zajęć.
Śmierć jest łatwa, prosta, życie jest trudniejsze.
Avatar użytkownika
Morte męska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1578
Lokalizacja: Cmentarz
Reputacja: 1833

Re: Lista książek obowiązkowych

Postprzez Cudo_Tyłeczek » 11 mar 2021, o 15:38

LoboBlanco napisał(a):„Przełożył Marek Marszał”.

No to jest najlepsze tłumaczenie. Nie rozumiem... ech... ale ja patrzę na Diunę przez pryzmat Oriany Fallaci...
Mogget napisał(a):Sonderkommando cudo juz zrobila, co swoje?
Avatar użytkownika
Cudo_Tyłeczek żeńska
Matka Ojca
 
Posty: 10005
Lokalizacja: Joli Bord
Reputacja: 6439

Re: Lista książek obowiązkowych

Postprzez Detrytus » 11 mar 2021, o 19:29

LoboBlanco napisał(a):Aach, no z Lema mieliśmy fragment Solaris i fragment Bajek robotów. Nie wiem czy to w porządku, żeby „zmuszać” (nie znam lepszego słowa, ale wiadomo że nie chodzi mi o to, żeby torturami kogoś skłaniać do przeczytania) ludzi do czytania Lema.

Już to gdzieś tutaj na forum przerabialiśmy. Lem zrobił międzynarodową karierę za komuny i jednocześnie strasznie ją tępił. Nie można było go olać całkowicie ale dając jego książki jako lektury za młodej dziatwie można było skutecznie zniechęcić do czytania. Ja miałem do Lema uraz bardzo długo. Dopiero po 30tce zdecydowałem się, że jednak spróbuję. I to był bardzo dobry pomysł. Chociaż trzeba przyznać, że często po przeczytaniu jakiegoś opowiadania musiałem odstawić książkę, żeby sobie poukładać wszystko we łbie. W międzyczasie chwytałem coś lżejszego, bo po tygodniu czy dwóch wrócić do Lema. Dla mnie jest jak koniak: w małych dawkach można się delektować, ale za dużo na raz wypić się nie da. No i trzeba do niego dojrzeć;)
Nigdy nie dyskutuj z głupcem – ludzie mogą nie zauważyć różnicy!
Stanisław Jerzy Lec
Avatar użytkownika
Detrytus męska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1325
Lokalizacja: stąd
Reputacja: 3065

Re: Lista książek obowiązkowych

Postprzez Wolf Lilly » 11 mar 2021, o 20:24

Lobo, nie chodzi o zmuszanie, tylko właśnie tak jak mówiłaś o samo napomknięcie, że jest coś innego niż to co wmuszają. Poza tym niektórzy nauczyciele polskiego bardzo luźno podchodzą do podręczników i ich treści - znam takich, który tworzy własne materiały praktycznie od zera i często wychodzi poza ramy 'tych nudnych lektur'.
Jeśli chodzi o zachęcenie do literatury to w sumie biblioteka jest trochę bezradna - trzeba najpierw do niej wejść by mogli coś wskurać. Jednak duży wpływ mają na to nauczyciele i ich podejście do tego wszystkiego. Jeśli uda mu się wyjaśnić jakoś młodzieży, że w tym papierowym klocku może być coś ciekawego to nawet jeśli ktoś pierwotnie nie miał takich zapędów to może się zainteresować literaturą.
Zmuszanie w żadnej formie nie jest dobre, ale ja zrozumiałam Mortego tak, iż narzekał na nauczycieli (i ogólnie konstrukcję lekcji i szkoły) dzieląca książki na "wartościowe" czyli np Tajemniczy Ogród, Mickiewicz (który sam w sumie nie wiedział do końca, co pisze, jak słynne 40 i 4 które "Miał pomysł jak to pisał ale potem zapomniał") i Mały Książę, bo to taki klasyk (+ Ballada o Rolandzie), oraz na książki dla motłochu do których czytania nie należy się przyznawać (bo oczywiście ani Lem nie istniał, ani Pratchett nic wartościowego nie zrobiła a to Sir to taki angielski zwyczaj, a Narnia to wcale nie fantasy tylko klasyk i dlatego może być). Do tego też nawiązywałam w swojej wypowiedzi, mając na myśli nauczycieli, którzy szanują, że czytasz coś innego i zachęcają do dostrzegania dodatkowych wartości w tych książkach, tak jak dopatruje się wartości w szkolnych lekturach. Chodziło właśnie o postawę przeciwną do zmuszania i narzucania 'literatury wartościowej'*. Mam nadzieję, że wyjaśniłam? :)



Morte napisał(a):Powiedzialbym, że takie lekcje są najbardziej wartościowe ze względu na możliwość zyskania świeżego spojrzenia na omawiany temat, a także odkrycia jakichś ciekawych faktów o ktorych wcześniej byś nie pomyślała. Jeżeli jednak nie został doceniony to może i lepiej, że odszedł. Być może trafił do szkoły w której rzeczywiście został docenony. Szkoda odrobinę jednak uczniów, którzy potrrafili coś wynieść z tych zajęć.


Nie odszedł, po prostu dostała go inna klasa i my też dostaliśmy innego w następnym roku; takiego, który podszedł do mojej klasy dużo bardziej wojskowo i nie dawał spokoju póki nie wycisnął z nich minimum wkładu własnego. Do niego też nie dało się użyć klucza, ale ta klasa bez musztry nic nie robiła (niestety; zmarnowany potencjał w skali niepojętej po prostu, bo profil był świetny, nauczyciele świetni, tylko kurcze ta młodzież jakaś taka)



Też nawiązując do wypowiedzi Detrytusa o Lemie - wiele jest książek tego typu mam wrażenie, nawet takich nie z klasyków (gdzieś nawet pisałam o tym, jak musiałam dojrzeć do Straż! Straż!) i sam temat przedstawiania młodzieży literatury wszelakiej jest bardzo rozbudowany... Zależy co i komu i trudno dobrać książkę tak, by była zrozumiała, przystępna i 'wartościowa' (co jest też pojęciem względnym, ale tutaj przyjmijmy to ogólnie jako książkę która jakoś skłoni do przemyśleń albo coś o życiu mądrego przekaże).




*nauczyciel był liberalny do tego stopnia, iż dostałam kiedyś 6 za analizę filmu anime, mimo iż był to film anime i większość za samo to by mnie oblało
"Zdrowy rozsądek to zbiór uprzedzeń zebranych do 18. roku życia" - A. Einstein

"Don't find fault, find a remedy; anybody can complain" - Henry Ford
Wolf Lilly
Profesor NU
 
Posty: 932
Reputacja: 1559

Re: Lista książek obowiązkowych

Postprzez LoboBlanco » 12 mar 2021, o 00:10

Morte napisał(a):To o czym tak na prawdę rozmawiamy w tej chwili to doświadczenie.
Moje zaś doświadczenie wyglądało tak że na lekcjach głównie przygotowywaliśmy się do matury i ten kto najbardziej "wstrzelił" się w ustalony klucz odpowiedzi zdobywał jak najwięcej punktów.

Prawda, że mówimy o doświadczeniu, które rzeczywiście jest subiektywne. Jak najbardziej. I u nas również co tydzień poświęcaliśmy dwie godziny na pisanie pracy maturalnej z klucza, więc wiem co to znaczy. Nieraz dostałam 2, a przy pierwszej takiej pracy dostałam adnotację, że to nie praca na konkurs tylko analiza tekstu i własne refleksje są zbędne. Czy coś takiego.
Ale nie o to chodzi. Czytając powyższe posty miałam wrażenie, że głównie odpowiedzialnością za ograniczoną znajomość literatury przenosi się na nauczycieli języka polskiego. Wyraziłam swój sprzeciw, gdyż uważam, że dopóki jednostka ludzka potrafi samodzielnie myśleć, to jeśli chce, to znajdzie sposób na poszerzanie swoich horyzontów.

Detrytus napisał(a):dając jego książki jako lektury za młodej dziatwie można było skutecznie zniechęcić do czytania. Ja miałem do Lema uraz bardzo długo. Dopiero po 30tce zdecydowałem się, że jednak spróbuję. I to był bardzo dobry pomysł.

Popieram w 100%. Ja przeczytałam jedynie Bajki robotów i zbieram się do Opowieści o Pilocie Pirxie.

Wolf Lilly napisał(a):Lobo, nie chodzi o zmuszanie, tylko właśnie tak jak mówiłaś o samo napomknięcie, że jest coś innego niż to co wmuszają. Poza tym niektórzy nauczyciele polskiego bardzo luźno podchodzą do podręczników i ich treści - znam takich, który tworzy własne materiały praktycznie od zera i często wychodzi poza ramy 'tych nudnych lektur'.
Jeśli chodzi o zachęcenie do literatury to w sumie biblioteka jest trochę bezradna - trzeba najpierw do niej wejść by mogli coś wskurać. Jednak duży wpływ mają na to nauczyciele i ich podejście do tego wszystkiego. Jeśli uda mu się wyjaśnić jakoś młodzieży, że w tym papierowym klocku może być coś ciekawego to nawet jeśli ktoś pierwotnie nie miał takich zapędów to może się zainteresować literaturą.
Zmuszanie w żadnej formie nie jest dobre, ale ja zrozumiałam Mortego tak, iż narzekał na nauczycieli (i ogólnie konstrukcję lekcji i szkoły) dzieląca książki na "wartościowe" czyli np Tajemniczy Ogród, Mickiewicz (który sam w sumie nie wiedział do końca, co pisze, jak słynne 40 i 4 które "Miał pomysł jak to pisał ale potem zapomniał") i Mały Książę, bo to taki klasyk (+ Ballada o Rolandzie), oraz na książki dla motłochu do których czytania nie należy się przyznawać (bo oczywiście ani Lem nie istniał, ani Pratchett nic wartościowego nie zrobiła a to Sir to taki angielski zwyczaj, a Narnia to wcale nie fantasy tylko klasyk i dlatego może być). Do tego też nawiązywałam w swojej wypowiedzi, mając na myśli nauczycieli, którzy szanują, że czytasz coś innego i zachęcają do dostrzegania dodatkowych wartości w tych książkach, tak jak dopatruje się wartości w szkolnych lekturach. Chodziło właśnie o postawę przeciwną do zmuszania i narzucania 'literatury wartościowej'*. Mam nadzieję, że wyjaśniłam? :)


Od góry lecąc:
1) w poprzednim poście próbowałam napisać, że każda książka jest wartościowa, każda lektura. Nie mam poczucia wmuszania mi propagandowych bzdur w lekturach np. O tym, że Rosjanie to moi wyzwoliciele a Niemcy to kaci. Chodzi mi o słowo „wmuszać”. Nie wszystkie lektury mi się podobały, nie wszystkie z tego powodu przeczytałam do końca, ale nie musiałam poczucia, że ktoś mną manipuluje czy coś.
2) biblioteka bezradna - ale ja przecież napisałam, że to odpowiedzialność jednostki, że ma prawi wejść do biblioteki i tam szukać. Absolutnie nie chciałam napisać, że obowiązkiem bibliotekarzy jest zachęcać do czytelnictwa, choć bez wątpienia w jakiś sposób jest to ich zadanie, choć nie uważam, że główne.
3) Mam kompletnie inaczej co do podziału lektur na wartościowe i te dla motlochu, o którym napisałaś. Uważam, że to, używając słów Morte, subiektywne doświadczenia sprawiają, że tak możemy oceniać daną książkę. Nie znam jednak nauczyciela, który z takim zaślepieniem dzieliłby książki i sprzedawał to swoim uczniom jako jedenaste przykazanie. Na marginesie - nie każdy polonistka poważa Mickiewicza i Sienkiewicza i temat martyrologii Polski wbrew pozorom.
4) Nie wiem czy wyjaśniłaś. Chyba nie rozumiemy się w zasadniczych punktach tej dyskusji. Gdzieś się minęłyśmy, niestety :(

WolfLilly napisał(a):*nauczyciel był liberalny do tego stopnia, iż dostałam kiedyś 6 za analizę filmu anime, mimo iż był to film anime i większość za samo to by mnie oblało
[/quote]
Przepraszam, ale nie rozumiem, co piszecie. Jestem pewna, że każdy z moich nauczycieli polskiego nie odrzuciłby analizy filmu anime, jeśli temat był zgodny. Wiem, bo takie przypadki się zdarzały. Ja dostałam dwa plusy za podanie do kontekstu literackiej piosenki Behemotha i odsłuchaliśmy ją na lekcji. To jest normalne podejście nauczyciela języka polskiego a nie świadectwo jego liberalizmu.

Niemniej chyba ostro odeszliśmy od tematu. :/
Przestrzeń fantazji jest niezrównanym azylem dla Outsiderów rzeczywistości...
Avatar użytkownika
LoboBlanco żeńska
Mag III stopnia
 
Posty: 519
Lokalizacja: Crundells
Reputacja: 1437

Re: Lista książek obowiązkowych

Postprzez Morte » 12 mar 2021, o 00:37

Wybacz Lili, ale z mojej strony też się dorobinę mineliśmy w dyskusji. Dzielenie ksiażek dla motłochu i tych "wartościowych" nie miało u mnie miejsca. Byłoby to krzywdzące ze strony nauczyciela tak rozptrywać i przedstawiać książki uczniom. Bardziej chodzi o to że mamy system, ktory jest przepełniony, gdzie trzeba "polecieć z materiałem" by zdążyć do matury i w tym wszystkim głownym celem jest zdanie egazminów i odpowiednio wysokie oceny uczniów na nich. Wlaśnie przez to że najwyższym priorytetem jest zdanie egzaminów, istnieją odgórnie narzucone wytyczne i program jest przeładowany to zaczyna w pewnym momencie brakować miejsca na cokolwiek innego jak ślepe podążanie za materiałem przygotowującym do matury chociażby. Cierpiały na tym oczywiście lektury szkolne. Wiem, że to ja rozpocząłem całą dyskusję, ale uświadomiłem też sobie że jest bezcelowa bo temat szkoły już mnie nie dotyczy i bezpośrednio już nigdy nie będzie dotyczył jak i pewnie większości osób z którymi tu piszę.

To co napisałem powyżej głównie dotyczy mojego przypadku.
Śmierć jest łatwa, prosta, życie jest trudniejsze.
Avatar użytkownika
Morte męska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1578
Lokalizacja: Cmentarz
Reputacja: 1833

Re: Lista książek obowiązkowych

Postprzez Cudo_Tyłeczek » 12 mar 2021, o 09:41

Dżizas, TLTR, ale mignęli mi "nauczyciele" i ich wpływ na czynność czytania lub i jej brak.
Nauczyciele nigdy nic nie mieli do tego, żebym coś czytała lub / i nie.
Po prostu, od momentu kiedy zaczęłam czytać (7-9lat), a było to bardzo późno, w porównaniu np. do mojej Mamy (4 lata) czy Młodego (4-5lat) - nic nie było w stanie mnie zatrzymać. Od napisów na środkach czystości w WC poprzez encyklopedie i opracowania, podręczniki oraz literaturę lekką-łatwą i przyjemną, aż do mroków netu. No, ale ja jestem z kasty "czytaczy". Pamiętam jak dziś, Tata zabrał mnie na zakupy spożywcze - w roli stacza, zajmowacza kolejki, za komuny to było, akurat coś chyba rzucili w rybnym i nie był to kryl, ani paprykarz szczeciński. Pech chciał, że obok rybnego była księgarnia... wróciliśmy do domku z... "Listami do Mileny" Kafki:) oczywiście przeczytałam, niewiele zrozumiawszy, bo za mała byłam, ale głód liter jest straszliwy. Jak raz się już zacznie, nie można przestać, czego i Wam życzę:)
Mogget napisał(a):Sonderkommando cudo juz zrobila, co swoje?
Avatar użytkownika
Cudo_Tyłeczek żeńska
Matka Ojca
 
Posty: 10005
Lokalizacja: Joli Bord
Reputacja: 6439

Re: Lista książek obowiązkowych

Postprzez Detrytus » 12 mar 2021, o 11:20

Bo my z tych czasów, kiedy nie było internetu, a w tv leciały tylko 2 programy. Mój ojciec nauczył mnie czytać w przedszkolu, bo miał już dość czytania mi non-stop. za elementarz posłużyła mi książeczka z serii "Poczytaj mi mamo" (!) pt. " O królu, co pijał mleko i bardzo lubił kaszę". I potem chłonąłem książki w tempie 1 dziennie. Pamiętam też awantury w podstawówce z panią bibliotekarką, bo mi nie chciała pożyczyć więcej, niż jedną książkę na raz. I za każdym razem, jak oddawałem, to musiałem streścić o czym była.
Efekt był taki, że większość lektur do końca podstawówki miałem przeczytane na długo zanim je omawialiśmy. Potem tempo mi spadło, bo znalazłem też inne zainteresowania ( :) ). Ale były też takie sytuacje, że po 2-3 rozdziałach mogłem na 90% zgadnąć, co będzie dalej i jak się skończy całą historia. Tak np miałem z Lalką w liceum. Powiedziałem polonistce, że nie będę tego czytał, bo wiem jak się skończy. Nie trafiłem tylko wątków pobocznych ale Łącką i Wokulskiego zgadłem. I później nawet odpowiadałem z tego na ustnej (Miałem pytanie o femme fatale w literaturze).
Nigdy nie dyskutuj z głupcem – ludzie mogą nie zauważyć różnicy!
Stanisław Jerzy Lec
Avatar użytkownika
Detrytus męska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1325
Lokalizacja: stąd
Reputacja: 3065

Re: Lista książek obowiązkowych

Postprzez Cudo_Tyłeczek » 12 mar 2021, o 11:25

Detrytus napisał(a):Efekt był taki, że większość lektur do końca podstawówki miałem przeczytane na długo zanim je omawialiśmy.

Ooo, dokładnie jak bym o sobie czytała:)
A i Młodego Technika uwielbiałam:) A Rodzicom Szpilki podczytywałam:) nie znosiłam tylko prasówki lokalnej, bo był bełkot.
Mogget napisał(a):Sonderkommando cudo juz zrobila, co swoje?
Avatar użytkownika
Cudo_Tyłeczek żeńska
Matka Ojca
 
Posty: 10005
Lokalizacja: Joli Bord
Reputacja: 6439

Re: Lista książek obowiązkowych

Postprzez Wolf Lilly » 12 mar 2021, o 12:57

Lobo - niestety zdarzają się tacy nauczyciele którzy w najlepszym razie obniżają ocenę w takich przypadkach bo jest to ich zdaniem 'za niskich lotów'

Morte - w porządku, mój błąd w takim razie, po prostu wyjaśniałam Lobo z czego wynikało takie właśnie sformułowanie mojej wypowiedzi; dodatkowo miałam na myśli nauczycieli przez przekrój od podstawówki do liceum. W nawiązaniu jednak do twojego wyjaśnienia - program nauczania owszem, jest realizowany felernie, ale nadal to, w jaki sposób wygląda to przygotowanie do matury i czy matura oraz dobry jej wynik faktycznie staje się tym 'sensem istnienia licealisty' czy jest miejsce na inne rzeczy zależy od tego, jak realizuje to wszystko nauczyciel, stwierdzając po porównaniu moich lekcji polskiego w liceum z opisami lekcji polskiego ludzi z innych szkół (mówię teraz o profilach niehumanistycznych)



Cudo i Detrytus - u was nie, ale patrzę przez pryzmat pokolenia w którym w gimnazjum i liceum trzeba nam było zrobić kontrolne dyktando (i w gimnazjum większość ocen to były 3, w liceum też się to trafiło - mówimy więc o ludziach bez stwierdzonej dysortografii którzy mając lat 16 mają problem z ortografią, interpunkcją itp.), a dodatkowo wielu z nich nie czyta dobrowolnie nic dłuższego od ogłoszeń na facebooku, lektury czytają z przymusu (bo rodzic da karę), często nawet to zastępują czytaniem streszczeń a do biblioteki szkolnej zachodzili tylko przesiedzieć okienko (grając w gry na telefonie). W niektórych współczesnych domach w ogóle prawie nie ma książek, wielu moich rówieśników nie korzysta zbytnio z biblioteki (kiedyś robiłam ankietę w ramach jednych zajęć, właśnie o czytelnictwie). Stąd właśnie stwierdziłam, iż skoro ani nie mają tych wzorców w domu, ani nie podchodzą zbyt blisko bibliotek to jedynym, kto mógłby próbować zachęcić do czytelnictwa byłby polonista, bo tego współczesna młodzież nie jest w stanie ominąć. Nie twierdziłam jednak, że to robią (bo często tak nie jest i w efekcie wciąż dzieciaki dzielą się na Tych, Którzy I Tak Czytają, oraz Tych, Którzy I Tak Czytać Nie Chcą/Nie Zamierzają). Już w podstawówce było widać taki podział i często środowisko w jakim dana osoba (czytająca) obracała się na przerwach i na codzień (czyt.: reszta klasy itp) a ludzie których spotykała w bibliotece i którzy faktycznie z niej korzystali a nie tylko siedzieli w czytelni na telefonie to były praktycznie dwa światy.

Wszystko powyższe jest jednak moją opinią i wnioskami wyciągniętymi na podstawie obserwacji otoczenia z mojej perspektywy.












Wracając trochę bardziej do tematu książek 'obowiązkowych' - nie wiem, czy sam "Diamentowy pościg" nazwałabym książką obowiązkową, ale jest tam element którego brakuje mi trochę w książkach - jeden z głównych bohaterów jest niewidomy, odgrywa on tam jednak sporą rolę i ma nawet własny kawałek napisany poniekąd z jego perspektywy. Nie jest to może idealne zrealizowanie tego tematu jak stwierdzam po latach (z drugiej strony nieco przymykam oko bo to ostatecznie książka dla młodszej młodzieży), niemniej jednak chętnie zobaczyłabym tego trochę więcej w literaturze, gdyż uważam to za istotny temat, a osobiście nie trafiłam po tej książce już na żadną inną z takim wątkiem (co nie oznacza, że takich nie ma - po prostu o innych takowych nie wiem)
"Zdrowy rozsądek to zbiór uprzedzeń zebranych do 18. roku życia" - A. Einstein

"Don't find fault, find a remedy; anybody can complain" - Henry Ford
Wolf Lilly
Profesor NU
 
Posty: 932
Reputacja: 1559

Re: Lista książek obowiązkowych

Postprzez Corvus26 » 1 lut 2023, o 13:02

Odkopuję temat. Czytając zaległe posty tak mi przyszło do głowy pytanie co powinno decydować o tym czy dana książka powinna być obowiązkowa? Każdy ma swój gust ale mimo tego jeśli dany tytuł się komuś nie podoba to nie zawsze odmówi mu miejsca w tym gronie. Czy lektury, które tu wymieniamy, mają jakieś ponadczasowe wartości, czy po prostu od tak dawna każdy je zna że stały się po prostu tradycją? Zastanawiałem się nad tym, że pewne pozycje doczekały się niezliczonych adaptacji czy odniesień w innych dziełach (np "Romeo i Julia", "Alicja w krainie czarów" czy Biblia) i czy to nie byłoby dobre kryterium, bo skoro takie tytuły pozostają w pamięci innych twórców i to tego składają tym dziełom pewnego rodzaju hołd nawiązując do nich w swojej twórczości nie znaczy że każdy zainteresowany danym tematem powinien po nie sięgnąć. Osobiście bardzo lubię odnajdywać takie smaczki. Moja ocena "Grillbar Galaktyka" Kossakowskiej urosła gdy tylko natrafiłem na nawiązanie do twórczości Kresa ale czy to już wystarczy by "Księgę Całości" uznać za pozycję obowiązkową dla każdego fana polskiej fantastyki? Innym razem kolega opowiadał swoje wrażenia z gry Cyberpunk 2077 i z samych relacji wyłapałem kilka aluzji do "Trylogii ciągu" Gibsona ale to chyba bez wątpienia pozycja obowiązkowa dla fanów cyberpunka. Może zamiast jednej listy książek obowiązkowych powinno być kilka w zależności od zainteresowań.
Też poruszając temat zachęcania do czytelnictwa, myślę takie nawiązania w innych nośnikach kultury czy nawet samych adaptacjach będzie skuteczniejsze od najlepszego nauczyciela języka polskiego czy bibliotekarza. Sam sięgnąłem po wiedźmina po obejrzeniu serialu (tak, tego z Żebrowskim ;) ) i cieszy mnie że coraz więcej jest filmowych czy growych adaptacji fantastyki przez co już nie jest tak bardzo lekceważona i więcej ludzi po nią sięga.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko?

— Albert Einstein
Avatar użytkownika
Corvus26 męska
Dziekan
 
Posty: 1712
Reputacja: 2654

Re: Lista książek obowiązkowych

Postprzez Morte » 7 lut 2023, o 12:13

Corvus26 napisał(a):Odkopuję temat. Czytając zaległe posty tak mi przyszło do głowy pytanie co powinno decydować o tym czy dana książka powinna być obowiązkowa? Każdy ma swój gust ale mimo tego jeśli dany tytuł się komuś nie podoba to nie zawsze odmówi mu miejsca w tym gronie. Czy lektury, które tu wymieniamy, mają jakieś ponadczasowe wartości, czy po prostu od tak dawna każdy je zna że stały się po prostu tradycją? Zastanawiałem się nad tym, że pewne pozycje doczekały się niezliczonych adaptacji czy odniesień w innych dziełach (np "Romeo i Julia", "Alicja w krainie czarów" czy Biblia) i czy to nie byłoby dobre kryterium, bo skoro takie tytuły pozostają w pamięci innych twórców i to tego składają tym dziełom pewnego rodzaju hołd nawiązując do nich w swojej twórczości nie znaczy że każdy zainteresowany danym tematem powinien po nie sięgnąć. Osobiście bardzo lubię odnajdywać takie smaczki. Moja ocena "Grillbar Galaktyka" Kossakowskiej urosła gdy tylko natrafiłem na nawiązanie do twórczości Kresa ale czy to już wystarczy by "Księgę Całości" uznać za pozycję obowiązkową dla każdego fana polskiej fantastyki? Innym razem kolega opowiadał swoje wrażenia z gry Cyberpunk 2077 i z samych relacji wyłapałem kilka aluzji do "Trylogii ciągu" Gibsona ale to chyba bez wątpienia pozycja obowiązkowa dla fanów cyberpunka. Może zamiast jednej listy książek obowiązkowych powinno być kilka w zależności od zainteresowań.
Też poruszając temat zachęcania do czytelnictwa, myślę takie nawiązania w innych nośnikach kultury czy nawet samych adaptacjach będzie skuteczniejsze od najlepszego nauczyciela języka polskiego czy bibliotekarza. Sam sięgnąłem po wiedźmina po obejrzeniu serialu (tak, tego z Żebrowskim ;) ) i cieszy mnie że coraz więcej jest filmowych czy growych adaptacji fantastyki przez co już nie jest tak bardzo lekceważona i więcej ludzi po nią sięga.




Nie ma żadnego znaczenia czy istnieje jedna lista lektur obowiązkowych, czy też jest ich 10. Ci którzy będą chcieli przeczytać dany tytuł to zrobią, a Ci którzy nie będą chcieli przeczytać żadnej książki napiszą wypracowanie w oparciu o narzędzie sztucznej inteligencji OpenAI lub będą czytali streszczenie z którego nic nie wyniosą i później zapomną o tym co przerabiali. Zawsze znajdziesz mnóstwo osób idących po najmniejszej linii oporu. Z drugiej strony czy jeżeli nie idę po najmniejszej linii oporu to czy jest sens twierdzić, że jest się bardziej oczytanym lub inteligentniejszym? Być może prawdziwa inteligencja polega na oszustwie systemu, którego nie da się udowodnić?
Śmierć jest łatwa, prosta, życie jest trudniejsze.
Avatar użytkownika
Morte męska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1578
Lokalizacja: Cmentarz
Reputacja: 1833

Re: Lista książek obowiązkowych

Postprzez Corvus26 » 11 lut 2023, o 12:13

Morte napisał(a):Nie ma żadnego znaczenia czy istnieje jedna lista lektur obowiązkowych, czy też jest ich 10. Ci którzy będą chcieli przeczytać dany tytuł to zrobią, a Ci którzy nie będą chcieli przeczytać żadnej książki napiszą wypracowanie w oparciu o narzędzie sztucznej inteligencji OpenAI lub będą czytali streszczenie z którego nic nie wyniosą i później zapomną o tym co przerabiali. Zawsze znajdziesz mnóstwo osób idących po najmniejszej linii oporu.

Lista lektur obowiązkowych faktycznie kojarzy się najczęściej ze szkołą jednak mi chodziło bardziej o coś w stylu "dzieła po które każdy fan space oper powinien sięgnąć". Jak kogoś zmusisz do napisania wypracowania na temat serii o Honor Harrington, mimo że science-fiction bitwy kosmiczne go ani trochę nie interesują, to może lepiej żeby żeby faktycznie skorzystał z chatGPT i nie zmuszał się do zagłębienia w ten temat i równocześnie zniechęcił się do czytania jeszcze bardziej. Może znajdą się tacy co nie mają żadnych zainteresowań ale czy na pewno? Może ktoś kto cały czas wolny spędza przed telewizorem upodobał sobie szczególnie westerny i gdyby podrzucić mu książkę o podboju dzikiego zachodu to rozszerzyło bo to jego zainteresowania. Już sam fakt że coś jest obowiązkowe odrzuca, więc jeśli już taką listę lektur w szkole mamy to uważam że powinna być zróżnicowana aby każdy mógł odnaleźć swoją pasję, a nie wałkować w dziesiątym tytule Martyrologię Narodu Polskiego (swoją drogą może to miało symulować namiastkę cierpień jakie bohaterowie tych dzieł doznają ;) ).
Morte napisał(a):Z drugiej strony czy jeżeli nie idę po najmniejszej linii oporu to czy jest sens twierdzić, że jest się bardziej oczytanym lub inteligentniejszym? Być może prawdziwa inteligencja polega na oszustwie systemu, którego nie da się udowodnić?

Zgadzam się że ułatwianie sobie życia często świadczy o inteligencji jednak nie idzie ona zawsze w parze z oczytaniem.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko?

— Albert Einstein
Avatar użytkownika
Corvus26 męska
Dziekan
 
Posty: 1712
Reputacja: 2654

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Niekoniecznie o Terrym...

GDZIE SIĘ ZNAJDUJE NAJWIĘKSZY DIAMENT NA ŚWIECIE?
- Największy? Prosta sprawa. To Łza Offlera, a znajduje się w wewnętrznym sanktuarium Zagubionej Złotej Świątyni Przeznaczenia Offlera, Boga Krokodyla, w najciemniejszym Howondalandzie. Waży osiemset pięćdziesiąt karatów. I uprzedzając pańskie pytanie, tak, osobiście poszedłbym z nim do łóżka.

Kosiarz, dodał(a) LoboBlanco

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron