W związku z ogromną popularnością wyżej wspomnianego, a także moją egoistyczną potrzebą rozmowy z innymi czytelnikami jego twórczości, zakładam wątek poświęcony twórczości Sandersona. Mile widziane dyskusje, wątpliwości, opinie, zachwyty i niesmaczki.
Aktualnie jestem po lekturze dostępnych po pl 3 części Archiwum Burzowego Światła, wszystkich opowiadań o Stephenie Leedsie i jestem w trakcie trylogii Zrodzonego z mgły (został mi Bohater wieków), dalej w planie kolejne książki ze świata Ostatniego Imperium, a potem się zobaczy, na pewno Rytmatysta i Elantris.
I pomijając na razie wow, wow, wow nad w ogóle pomysłem z cosmere i ogromnością tego przedsięwzięcia, to jestem pod wrażeniem sposobu pisania Sandersona. Wartka akcja, ale jednak z odpowiednia ilością opisów, aby czytelnik nie miał problemu z wyobrażeniem sobie scenerii, z reguły obrazowe i dokładne opisy potyczek, rozbudowani bohaterowie, niektórzy naprawdę epicko napisani (Dalinar Kholin to jest majstersztyk po prostu), kreatywność w tworzeniu systemów magicznych, no po prostu czego tu chcieć więcej, ale niestety i tu musi być skaza.... Postacie kobiece... Mój Boże... Shallan Davar i Vin są po prostu odpychające jak dla mnie, nie wiem czy to taki wymóg, żeby kreować postacie niespełna dwudziestoletnie na niestabilne, rozchwiane emocjonalnie, bezwzględne i egoistyczne główne bohaterki z turbo umiejętnościami przeżycia w brutalnym świecie? Serio? Nie lubię. Na ich korzyść działa fakt związków małżeńskich z ogarniętymi facetami...
A co Wy myślicie o twórczości Sandersona? Czy Was też irytuje doskonała Shallan/Vin? Czy nie szkoda dla niej Adolina/Elenda? Czy Elend nie powinien pozostać królem bez ekhm, znaczących umiejętności? Mhm?
