Oj to jak oczy bolą to niepokojące, ostrożnie bym radziła*. Może coś w ustawieniach ekranu da się usprawnić?
Mając całą kolejkę książek do przeczytania i materiały na egzamin wybór padł na Pratchetta "Straż! Straż!"... Częściowo bo bardzo chciałam ją nadrobić, częściowo bo nie mam ochoty na dramaturgię innych czekających na mnie autorów ('Vango' na przykład nie jest dla mnie książką odprężającą, a dodatkowo druga jego część jest w innym języku niż moje notatki z fizyki co dekoncentruje

) a częściowo bo jest pod ręką i łatwo do niego zaglądać mimo fizyki

Oczywiście refleksji co do książki mam znacznie więcej niż co do ruchu falowego... Między innymi udało mi się zrozumieć czemu nie przebrnęłam w młodości dalej niż pierwsze kilka stron. I uznać, że w sumie niewiele straciłam, bo prawdopodobnie ten konkretny tom by mnie tak nie zaciekawił wtedy. Pomijając faktycznie odczuwalne drobne różnice w stylu względem późniejszych części - choć to nadal ten sam świetny kochany Pratchett - wiele elementów zwyczajnie mało mnie obchodziło w tamtym czasie. Te kilka stopni cynizmu temu uznałabym może nawet część za przedramatyzowane. Może i dobrze się stało, że tę lekturę tak długo odkładałam...
Obecnie świeżo po lekturze zabrałam się za "Zbrojnych", których już znam; jestem ciekawa jak będą wyglądały wrażenia po latach

Zaczęte mam też "Koń i jego chłopiec", choć różnica w stylu i języku jakim jest napisany sprawia, że ciężko się przeskakuje między Lewisem a Pratchettem - w efekcie przeszłam któregoś niedzielnego poranka przez parę rozdziałów, odłożyłam i czeka sobie aż do niego wrócę. Póki mam poprawki to się obawiam, że jeszcze poczeka...
A że nie byłabym sobą gdybym normalnie czytała tylko jedną książkę na raz zamiast poczytywać to co mnie chwilowo bardziej zaintryguje albo które mam bliżej to w zasięgu ręki przy sięganiu z łóżka mam "Złodzieja czasu", w którym zakładka przesuwa się o mniej lub więcej stron co któryś poranek. To kolejna pozycja, którą długo odwlekałam w młodości choć tytuł i opis mnie nawet interesowały. Zabawnie mi się ją nadrabia, bo czytałam i "Wiedźmikołaja", i moją ukochaną "Straż Nocną", i przez to mam wrażenie jakbym dopasowywała brakujący kawałek puzzli, odsłaniający całkiem nowy element obrazka... Kocham to w Świecie Dysku, że można się w nim w kółko od nowa zakochiwać, zachwycać się nim na nowo, z chęcią się do niego wraca, a z każdą kolejną lekturą wydaje mi się prezentować nowy szczegół, który wcześniej przegapiłam/ignorowałam.
Tylko zastanawiam się,
MOŻLIWY SPOJLER Czy tylko mnie Jeremy przypomina Pana Herbatkę? (A nie wiedzieć czemu od razu przypomina mi się filmowa wersja Pana Herbatki i zamku Wróżki Zębuszki, zwłaszcza przy wzmiankach o szklanym zamku)
KONIEC SPOJLERA (niektórzy moi znajomi są strasznie wyczuleni na zdradzanie czegokolwiek z książki/filmu który chcą przeczytać a nie zrobili tego jeszcze, wolę uprzedzać na wszelki wypadek, nawet jak jest to tak bardzo wyrwane z kontekstu)
______________________________________
* aczkolwiek ja przeczulona trochę też po prostu jestem, mnie często gonili że jak czytać to tylko w Pełnym Świetle i Siedząc Jak Człowiek na nie na leżąco czy w trasie... Raz na łóżku leżąc o mało strony nie wyrwałam bo mi Natura przebiegła po książce aż odskoczyłam... Uroki czytania na wsi zamiast z ładnej pogody korzystać

"Zdrowy rozsądek to zbiór uprzedzeń zebranych do 18. roku życia" - A. Einstein
"Don't find fault, find a remedy; anybody can complain" - Henry Ford