przez Uuu! » 1 gru 2017, o 07:22
Niedawno przebrnąłem przez pięć książek Michała Cholewy.
I słowo "przebrnąłem" jest tu jak najbardziej na miejscu. Czytanie większości z nich szło mi jak krew z nosa pod górę.
Do sięgnięcia po te książki namówiło mnie dwóch kolegów, no i fakt, że MC jest synem naszego PWC-a też nie był bez znaczenia.
MC uprawia gatunek zwany militarną SF. Dla mnie było to pierwsze (i pewnie ostatnie) zetknięcie z tym gatunkiem. Sam pomysł jest ciekawy - wizja świata za ponad dwieście lat, gdzie ludzkość potrafi latać pomiędzy galaktykami z łatwością, jakby latała na drugi kontynent. Mamy do tego wojnę między trzema mocarstwami i jeszcze niedawny bunt SI (sztucznych inteligencji), których niedobitki wciąż zagrażają ludziom. W książkach najbardziej nudziły mnie opisy bitew w kosmosie. Fakt, że były sto tysięcy razy bardziej realistyczne niż w jakichś tam Gwiezdnych Wojnach, ale jednak nudne.
Z czterech książek, stanowiących cykl "Algorytmy Wojny", najlepszą książką jest trzecia część p.t. "Forta". Nawet jakieś nagrody zdobyła. Ale od nich wszystkich lepsze są opowiadania "Echa", które z pozostałymi łączy jedynie uniwersum. Może też dlatego, że "Algorytmy..." są napisane "na poważnie", a w niektórych opowiadaniach widać, że autor jednak ma poczucie humoru.
I tu ciekawostka. Bo o ile "Algorytmy..." są napisane "na poważnie", i humor jest tam raczej tylko taki "podskórny", to zauważyłem, że Świat Dysku miał wpływ na autora. Widać to poprzez podobne do Pratchetta używanie personifikacji.
No i jest jeszcze jedna rzecz, która bardzo przeszkadza w czytaniu - nieprawdopodobna wręcz ilość literówek. Nie wiem czy jest jakakolwiek strona bez błędu.
Generalnie, jeśli ktoś nie jest fanem space marines, to nie polecam.
Musiałby pracować kilka tysięcy lat, by osiągnąć jakiś efekt, ale to przecież nie powód, by rezygnować.