Zlot, zlot i po zlocie (tzn. już odespałem. Ziew... dzień dobry).
Dziękuję pięknie wszystkim obecnym za przywiezienie swoich szanownych osobistości w nie tak znowu dzikie ostępy Gór Nawojowych. Zaprawdę powiadam, że takiej kolekcji indywiduów nie uświadczysz nigdzie indziej, co jest wspaniałe, godne i piękne. Przyjeżdżajcie, i dajcie sie poznać nieco lepiej już najbliższej jesieni.
Niestety, konwent nawojowy ma to do siebie, że dzieje się dużo i szybko, nie ma zatem jakoś czasu usiąść i poprzebywać w czyimś towarzystwie nieco dłużej. Dlatego mam nadzieję, że zobaczymy się na Pomniejszych Zlotach w międzyczasie i tak dla odmiany uda mi sie z kimś naprawdę porozmawiać

Podwójnie dziękuję wszystkim zamieszanym w organizację. Ja jak zwykle nic konkretnego nie przedsięwziąłem, toteż tym bardziej podziwiam osoby poświęcające swój czas i energię na przygotowanie punktów programu. Dziękuję ogromnie i brawa dla was, bo prawdę rzekła Grace, że bez programu to konwent zamieniłby się w popijawę (choć zapewne przy tematycznych dowcipach).
Jak zwykle jest kilka osób krótym pragnę podziękować w szczególności:
Grace za planszówki, wspomnienia z memoriału, zorganizowanie ludzi do wymyślenia tematu kolejnego zlotu i kolejny współny powrót. No i za bycie tru fanką Terry'ego; prawdziwą skarbnicą wiedzy na tematy okołopratechttowe.
Anicie za zorganizowanie zlotu chociaż na większości nie mogła nawet być, bo miała kolokwium, do którego musiała się uczyć, chociaż pewnie gdyby się uczyła zamiast ogarniać zlot, to by mogła na nim być dużo dłużej. Anita Chrystusem forumków. Siedzę w niemym podziwie

Naprawdę.
Paulinie i
Ani za ogarnianie wszystkiego w czasie rzeczywistym.
Corvusowi za wytrwalość w smażeniu armii placków i czwartkowej jendze.
Jankowi za wiele rzeczy. Przede wszystkim za to, że niezawodnie jesteś katalizatorem dobrej atmosfery i ambasadorem bystrego dowcipu. Poza tym za śmigające kowadła*, za POWALAJĄCY pomysł na RPGa oraz za prywatną sesję z dowcipem rodem z Dzikiego Zachodu.
Innymi słowy, dobrze cię znowu widzieć

*kradnę technikę Wyobrażania Sobie Latajacego Kowadła w celu radzenia sobie z codziennością z uśmiechem na ustach. A gdybym kiedyś miał zwidy, to niech to będzie Janek pokazujący latające kowadło.
Yadze za to, że do twarzy jej w irokezie. Jedź tak na Woodstock co?

No i za wyplatanie łapaczy snów - mój gdzieś zniknął, ale zrobię ładniejszy, bo chyba mi się spodobało. Oraz za kwiatki, co to je we włosach potargał zlot ^^
Oki za wspólne granie w rzeczy różne (a tego Aliasa byśmy wygrali, jestem pewien) i ewolucję beki z mieszania bigosu łokciem, żeby pokazać Mietka. A także za przywiezienie Pjotra. Oraz za podświadome pamiętanie, że jesion.
Pjotrowi za bycie debiutem wiosny w moim subiektywnym doświadczeniu konwentu. Oj rzadko się zdarza, żeby komuś nie trzeba było tłumaczyć delfina. No i za fakt, że dopiero w sobotę ogarnąłem, że "ta koleżanka, z którą przyjechałeś" to Oki
Jarowi Gryfowi aka Inkwizycji za układanie kuchennej jengi, dotrzymywanie słowa ("dobrze, obiecałem, że ułożę po ciemku, a stroboskop to niezupełnie po ciemku"), za zacną partię w Łupsa, ale przede wszystkim za sposób myślenia.
Emmie za pozostanie z nami, kolejną partię historii z życia, sprawienie, że jednak się zawstydziłem (a myślałem, że tego się już nie da zrobić, przynajmniej wyłącznie słowami), a także wyciąganie mnie ze zlotowego wiru na dyskusje.
Kindze za bycie Kingą. Możemy się nie odzywać pół roku, a ja i tak zawsze mam wrażenie, że nic się nie zmieniło, kiedy się w końcu spotykamy
Flegowi za wożenie nas w górę i dół, prelekcję i przekonywanie mnie, że jednak wolę jechac na Dni Fantastyki do Wrocka, niż zostać na juwenalia w Łodzi.
Patrykowi za ogarnięcie tradycyjnych punktów programu, niesamowity Bagaż (jesteś wielki), no i po prostu bycie, bo zlot bez Patryka byłby smutny.
Skyowi za przebranie się za kapelusz pełen Skya oraz panowanie nad kuchnią.
Katchan za granie w Junglespeeda nadal, pomimo odniesionych w historii obrażeń.
Yasiowi za tłumaczenie ksiażki pośrodku tłumu, chaosu i hałasu. Fascynujący widok.
Hashiemu za pamiętanie nazw.
Michałowi,
Jankowi i
Animce za sobotnią jengę po ciemku, aż było za jasno, żeby było po ciemku.
Raven za wyciągnięcie na konwent Janusza.
Szpakowi za bycie moim ulubionym sędzią misterowym.
MZC za zaprezentowanie najbardziej zadziornego sera w całym Lancre.
Fioletowej czarownicy, której nicka nigdy nie mogę zapamiętać, za ujmującą osobowość i niezłomne chodzenie w przebraniu.
Celinie za dowcip.
Kamili za wiarę, że przy odrobinie wysiłku można by ze mnie zrobić
niebrzydką kobietę.
Gosi i, zabijcie mnie ale nie jestem pewien, więc będę strzelał,
Karolinie za przyjęcie mojego piątkowego powitania z pewnym wyrozumieniem, a nawet śmiechem.
Jackowi za zdradzenie się ze swoją molochową prowenencją jednym spojrzeniem
Zosi i
Oldze za prewencyjny brak zaufania w agentach, mimo że przeciez byłem zielony ^^
Filipowi za prowadzenie RPGów. Fakt, nie byłem na nich, ale RPG być musi po prostu.
Bigososprawcom, za to, że stał sie bigos i był dobry.
Mojej kalamburowej drużynie za wspólną grę i mojej niedoszłej kalamburowej drużynie za wygranie kalamburów.
Mojej wiedźmówkowej drużynie za wiedzę.
Mojej cytatowej drużynie, za wspólne rozgryzanie genezy cytatów i prawdziwy teamwork.
Ludziom robiącym kawę za wskrzeszanie mnie rano, nawet jeśli nieświadome.
Uff. Więcej grzechów nie pamiętam. Jeśli kogoś tu nie ma, to znaczy tylko tyle, że moja radośc z ich widoku jest zbyt nieukierunkowana, żeby ją ująć w słowach.
Nie mogę się doczekać kolejnej okazji żeby się spotkać, z wami wszystkimi na raz lub każdym z osobna.
PS Nie zagraliśmy w Dixita w niedzielę rano. Shame on us. Brakowało mi tego.