W ostatnim czasie robilam i robie sobie troche powrotow do dziecinstwa.
"Narnia" - generalnie super, tzn te tomy, ktore zachwycaly w dziecinstwie nadal mi sie podobaja, a te ktorych nie lubialm - nudza. Tylko mam wersje (w oryginale) wydana z popaprana kolejnoscia - "chronologiczna" zamiast taka, w jakiej ksiazki powstawaly. Nikomu nie polecam tak czytac, w ogole nie powinno sie zaczynac Narni inaczej niz od "Lwa, Czarownicy...". Wiecie, to tak jak z "Gwiezdnymi Wojnami", nie zaczyna sie od prequeli
"Ania z Zielonego Wzgorza" - tez powtarzam sobie sukcesywnie, po raz pierwszy w oryginale. Tu o ile pierwszy tom nadal bawi i wzrusza, o tyle kolejne troche stracily w moich oczach po latach. Ot, takie naiwne romansidla dla dorastajacych panien. Ale nadal jest czastka magii, za ktora Anie pokochalam i uwielbiam ten jej zachwyt swiatem i przyroda - wciaz mi sie udziela
"Muminki" - srednio lubilam w dziecinstwie, teraz bardzo mi sie podobaja, jako relaksujace czytadlo do wanny albo na popoludnie
"Pan Samochodzik" - sluchalam jakis czas temu audiobookow. Bardzo na tak, wreszcie nie przewijam historycznych wywodow, jak to robilam za dzieciaka. Za to dostrzegam takie detale jak przynaleznosc glownego bohatera do ORMO itp. Ogolnie dobra rzecz do powtorzenia po latach.
W ogole nie wiem czy tak macie, ale poza tymi roznymi seriami jest masa roznych dziwnych pojedynczych ksiazek z dziecinstwa, o ktorych istnieniu czasem sobie przypominam po latach. Np "Matylda" albo "Przygody Marka Piegusa".
Abi, co do ksiazek dla mlodziezy 10-12 to poleca sie Tomki Szklarskiego, ktorego osobiscie nie moglam zdzierzyc
