"Panowie i Damy" to czternasta książka ze Świata Dysku. W poprzednich trzynastu elfy praktycznie nie istnieją. Choć jest o nich kilka wzmianek.
W Kolorze Magii:Po pierwsze, zgubił się. To było nieprzyjemne, ale nie martwiło go zanadto. Las wyglądał interesująco i pewnie żyły w nim elfy albo gnomy. Może nawet jedne i drugie. Szczerze mówiąc, kilkakrotnie miał wrażenie, że dostrzega dziwne, zielone twarze, spoglądające na niego spośród gałęzi. Dwukwiat zawsze chciał spotkać elfa. Właściwie najbardziej chciałby spotkać smoka, ale elf wystarczy. Albo prawdziwy goblin.
Jedynie elfy i trolle przetrwały nadejście człowieka; elfy ponieważ w ogóle były o połowę za mądre, a trolle, ponieważ były nie mniej od ludzi wredne, złośliwe i zachłanne.
W Blasku Fantastycznym:- Elfy nie – orzekł stanowczo Dwukwiat. - Elfy ubierają się na zielono, noszą szpiczaste czapeczki, a z głów sterczą im takie jakby czułki. Widziałem na obrazkach.
- Gdzie?
Dwukwiat zawahał się i spuścił głowę, wpatrzony we własne stopy.
- Nazywała się chyba „szuru buru mrumru”.
- Jak? Jak się nazywała?
Niski człowieczek z nagłym zainteresowaniem zaczął oglądać grzbiety własnych dłoni.
- „Książeczka Kwiatowych Wróżek” - wymamrotał.
Rincewind spojrzał niepewnie.
- Czy to książka o tym jak ich unikać? - zapytał.
- Nie – zapewnił pospiesznie Dwukwiat. - Mówi gdzie ich szukać. Teraz przypominam sobie obrazki. - Rozmarzył się wyraźnie, a Rincewind jęknął bezgłośnie. - Była nawet specjalna wróżka, która przychodziła po zęby.
- Jak nie będziesz się pilnował, to przyjdzie zębowa wróżka i zabierze ci wszystkie zęby – ostrzegł Rincewind.
- Nie, to elfy – odezwał się Swires znad toaletki. - Elfy je zabierają. I jeszcze paznokcie z palców u nóg. Czasami są bardzo drażliwe... znaczy elfy.
I w Ruchomych Obrazkach:Wielkie parujące wazy zajmowały jeden koniec sali. Resztę zastawiono stołami, a przy stołach siedzieli…
Victor zdumiał się.
…siedzieli ludzie, trolle, krasnoludy. I kilka gnomów. Może nawet parę elfów, najbardziej nieuchwytnej ze wszystkich ras Świata Dysku.
Myślę, że podstawowe pytanie jakie trzeba tu sobie zadać, to dlaczego autor tak marginalizuje tę rasę? Bo równocześnie trolle i krasnoludy występują w książkach dość obficie.
Moje zdanie jest takie, że nie chciał (świadomie czy podświadomie) wpisywać się w ogólnokulturowy cukierkowy schemat wizerunku elfów. Nie miał też od razu pomysłu jak je przedstawić "po swojemu" i dlatego ich unikał. Choć ze słów Rincewinda: "- Czy to książka o tym jak ich unikać?" można wnioskować, że jeśli już zdecyduje się je przedstawić, to nie będzie to obraz pochlebny.