Skończyłam wczoraj "Skinny bitch" (wg google po polsku to "Wegańska bogini") by Rory Freedman and Kim Barnouin. Nie reklamując jakichkolwiek stron do osiągnięcia wersji pdf, jakby ktokolwiek był zainteresowany to nie jest ona szczególnie chroniona w internecie

Książka ma ok. 220 stron, z czego przynajmniej 50 odpada na spis dostępnych na amerykańskim rynku wege-bioorganicznych-jedynych-i-słusznych-produktów-które-można-konsumować. Do ściągnięcia na telefon i przeczytania w trakcie kilku przejazdów zatłoczonym środkiem komunikacji miejskiej, gdzie wyjęta książka się nie mieści i uderza współpasażerów.
Nie spodziewałam się aż tak złej książki, której jako wydawca w życiu bym nie pozwoliła opublikować z powodów bzdur, które autorki tam zamieszczają. W związku z czym nie akceptuję żadnego z ich argumentów za przejściem na zdrowy wolny od produktów zwierzęcych styl życia.
Dodatkowo język jest nieznośny, pełen wulgaryzmów i obrażania czytelnika oraz niepozwalający na jakąkolwiek krytykę czy choćby dyskusję (podobno w polskim wydaniu to złagodzili).
Jakby kiedykolwiek komukolwiek przyszedł pomysł na czytanie tego to niech lepiej zje hamburgera i popije colą, mniejsze ryzyko niestrawności.