przez Ankha-Morpork » 12 maja 2015, o 17:40
Jestem jedynym człowiekiem na Ziemi,
a może nie ma ani Ziemi, ani człowieka.
Może jakiś bóg mnie oszukał.
Może wyrokiem boga wieczność mnie czeka,
ta długa iluzja.
Wymarzyłem księżyc
i wymarzyłem oczy, którymi go widzę.
Wymarzyłem wieczór
i poranek dnia pierwszego.
Wymarzyłem Kartaginę i legiony,
które zniszczyły Kartaginę.
Wymarzyłem Lukana.
Wymarzyłem wzgórze Golgoty
i krzyże Rzymu.
Wymarzyłem geometrię.
Wymarzyłem punkt, linię, płaszczyznę i bryłę.
Wymarzyłem żółć, czerwień i błękit.
Wymarzyłem planigloby i królestwa,
i rozpacz o brzasku.
Wymarzyłem bezmierny ból.
Wymarzyłem zwątpienie i pewność.
Wymarzyłem wczorajszy dzień.
Ale może nie było mnie wczoraj, może się nie narodziłem.
Kto wie, może marzę tylko, że marzyłem.
(przepisane ze strony tytułowej "Historii Żyda - wiecznego tułacza" autorstwa Jeana d'Omerssona)
Obrachunek z Bogiem
(Getto Warszawskie, 1943)
Może to był sen – (chociaż nie)
a może zamroczył mnie trunek.
Siedzieliśmy razem Bóg i ja
i robiliśmy rachunek...
Bóg był starszym panem
o spojrzeniu pełnym łaski,
miał siwą długą brodę
i chodził bez opaski...
Kenkarty wprawdzie nie miał,
bo przybył prosto z raju,
lecz miał obywatelstwo,
podobno... – Urugwaju.
Wyjąłem dużą księgę
a Pan Bóg Watermana,
otwarłem konto – wiara
i rzekłem... proszę pana... 5).
Mam lat trzydzieści dwa,
lat sytych albo biedy.
Dotychczas, Panie Boże,
otwarty miałem kredyt.
Mówiono: "Módl się"
– ja się modliłem.
Mówiono: "Pość"
– pościłem.
Przez ciężkie postu dni,
bez kropli wody w ustach,
dla wielkiej chwały Twej
i urojonych ustaw.
W męczących smugach świec,
w tumulcie izb bóżniczych
modliłem się, byś mógł
uczynki moje zliczyć.
Mówiono mi: "Nie kradnij"
– nie kradłem.
Mówiono: "Nie jedz świniny..."
(Lubię) – nie jadłem.
Mówiono: "Bóg tak chce..."
Mówiono: "Boża Droga..."
Mówiono: "Nie cudzołóż."
– wstrzymałem się... dla Boga.
Mówiono "Nie zabijaj!"
– nie zabijałem.
"Nie miej Boga nade mną"
– nie miałem.
Są różne miłe święta,
są różne trudne święta,
po dziesięć razy na rok,
kazano mi pamiętać.
Kazano siedzieć w kuczce,
pić gorzkie jadać macę...
Pokuty różne czynić
i zaniedbywać pracę.
Rzemieniem ściskałem ręce,
księgi zżerałem nocą
i umartwiałem ciało.
Przepraszam, pytam – po co?
Mówiłem: "Bóg pomoże",
mówiłem: "Bóg ocali",
wierzyłem: Pan Bóg ze mną,
mówiłem: "I tak dalej..."
Spójrz no, popatrz w księgę,
Rzecz jasna, oczywista.
Patrz! karta Twoich zasług
W stosunku do mnie – czysta...
Biją mnie w twarz
– nie uciekam.
Jak zwierz tropiony z nory w norę,
czekam... a Ty nic...
Głodno mi chłodno i tęskno,
droga wciąż dziksza, daleka,
pusto – wokoło, martwo.
Nie płaczę... – czekam...
Na wiatr więc wyrzucone
błagania posty lament
i sto tysięcy modlitw
i pół miliona "Amen"...
Co Ty mi dajesz dziś
za wszystkie me uczynki?
Ten blok... Tę blaszkę... plac...
Te bony... czy Treblinki?
Czy jeszcze czekasz bym
pojutrze, jak Testament,
pod pruski idąc gaz,
powiedział jeszcze "Amen"?
No mów coś, proszę mów –
rachunek wyjm z ukrycia.
Otwarte księgi – patrz! –
Wspólniku mego życia...
Ten miły starszy pan,
z którym przy stole piłem,
ołówek wziął do ręki i rzekł...
I tu się przebudziłem.
Czy to był zwykły sen?
Czy też mnie zmorzył trunek? –
Lecz do dziś nie wiem jak
skończył się obrachunek.
Jan Dołęga Szczepański, tom „Śpiewacy getta”
… idą dzieci
ein zwei
Poli-zei
drei fier
Offi-zier
pan Feldfebel cię uderzył
pod gazetą
tate leży
ein zwei drei
du bist frei
(…)
tiki taka frei
już Umschlagplatz
lokomotywa
oj
jaka wielka
i pełno ludzi
w każdym wagonie…
Elżbieta Piotrowska
Spłoń, syneczku, już
śliczne oczka zmruż.
Inne dzieci się spaliły,
a ty jeszcze żyjesz, miły.
Tu nie przyjdzie, o tym wiesz,
żaden z lasu dziki zwierz.
Kiedy spalisz się, kochanie,
mój czas wtedy też nastanie,
pójdę z tobą w ciemny las,
Wilki tam wołają nas.
Tam wilczyca cię utuli
i zawyje luli-luli.
W oku wilczym jasna łza
będzie świecić aż do dnia.
Śpij, nie czekaj rannych zórz,
czarny mundur
czarną czapkę
przywdział dzisiaj anioł stróż.
"Tacy, co mogą coś robić, powinni wstawiać się za tymi, co nie mogą. A niektórzy muszą przemówić w imieniu tych, co nie mają głosu." - Babcia Obolała, "Wolni Ciut-Ludzie".