Dżon napisał(a):A zakończenie HP ssie o tyle, że Luna się została bezpańska. Ja bym brał w ciemno.

A to prawda, Luna była super, jedna z nielicznych ciekawszych postaci żeńskich. Od kiedy się pojawiła (bodaj w 5 tomie), liczyłam, że będzie z Harrym
SPOILERÓW CIĄG DALSZY
hary0685 napisał(a):Jadźka napisał(a):Było kilka dziwnych niedociągnięć (Ron mówiący językiem węży)
Nie mówił tylko powtarzał to co ten mały okularnik latający z różdżką na wierzchu gadał przez sen i w poprzednich tomach też

No właśnie! To mega naciągane, że wystarczyło ponaśladować syczenie Pottera, by stać się wężoustym (czy jak to się zwało po polsku). A poza tym jak oni się wydostali z tej Komnaty Tajemnic? Z tego co pamiętam, to nie była taka prosta sprawa, wpadało tam się jakimś tunelem... Po prostu Rowling musiała skądś zorganizować na szybko broń przeciw Horkruksom, skoro miecz zabrał goblin (nie wiadomo w sumie po co, bo wątek ten nie został rozwinięty, a miecz wkrótce znów znalazł się cudownie w Tiarze Przydziału

)
hary0685 napisał(a):Jadźka napisał(a):(rozdział "Kings Cross", który nie wiadomo czy ma być nawiązaniem do "Matrixa" czy jakąś alegorią śmierci klinicznej Harrego ),
King Cross, to według mnie ten etap pomiędzy życiem a śmiercią, coś w stylu naszego tunelu ze światełkiem na końcu(nie wiem czy dobrze tłumacze)
Taaa, ale IMHO pomysł totalnie z pupy, nie pasujący do uniwersum Pottera i konwencji całego cyklu. Rowling dotychczas (całkiem zresztą słusznie) unikała głębszego wchodzenia w kwestie metafizyczne, pewnie sama dobrze wiedząc, że nie udźwignie tematu. To i tak była jedna ze słabości cyklu, efekt niezgrabnej ewolucji od bajki dla dzieci (gdzie duchy są kolejną atrakcją magicznego świata) do bardziej dojrzałej literatury młodzieżowej (poruszającej tematy śmierci itp). Dotychczas Rowling udawało się "wybrnywać", po prostu odpuszczała dokładniejsze wyjaśnienia, w co właściwie wierzą bohaterowie książki, dlaczego obchodzą Boże Narodzenie, ale Wielkanocy już nie i o co chodzi z tymi gadającymi obrazami.
Generalnie konfrontacja finałowa mogła się jak dla mnie zakończyć w Zakazanym Lesie - do tego etapu było nieźle, napięcie ładnie zbudowane, strach i emocje Harry'ego opisane przekonująco i nawet można podarować mu to, że nagle musieli pojawić się mamusia i tatuś i poprowadzić go za rączkę. A potem było już tylko gorzej, nie dość że jakieś zaświaty, to jeszcze nudny ostateczny pojedynek, składający się głównie z gadki dobrego ze złym, kiedy czytelnik ziewa, bo tak naprawdę dobrze już wie, kto wygrał. Jedyny fajniejszy motyw z samej końcówki, to wolta z różdżką Elder Wand - coś w stylu zaskakujących zakończeń pierwszych tomów Pottera.
EDYTKA: W ogóle to Voldi był idiotą. Po tylu nieudanych Avadach ja bym w końcu spróbowała zaciukać Pottera po mugolsku
