Ostatnio w szkole mam taki luz, że jakieś 2/3 "Muzyki Duszy" łyknąłem w czasie zajęć... Do próbnej matury ustnej o miejscach szczęśliwych za przydatne dzieło uznałem Coś się kończy, "Coś się zaczyna", więc jestem w trakcie odświeżania sobie w pamięci tego dzieła i z perspektywy czasu wydaje mi się jeszcze lepsze.

Strasznie spodobał mi się pewien dialog:
- Nie życzę sobie Triss na moim ślubie!
- Dlaczego? Przecież to twoja przyjaciółka.
- Nie rób ze mnie idiotki, wiedźminie! Wszyscy wiedzą, że z nią spałeś!
- Nieprawda!
Fiołkowe oczy Yennefer zwęziły się niebezpiecznie.
- Prawda!
- Nieprawda!
- Prawda!
- No dobrze - odwrócił się ze złością. - Prawda. I co z tego?
Czarodziejka milczała przez chwilę, bawiąc się gwiazdą z obsydianu, przypiętą do czarnej aksamitki.
- Nic - powiedziała wreszcie. - Ale chciałam, żebyś się przyznał. Nigdy nie próbuj kłamać przede mną, Geralt. Nigdy.
W zachowaniu Geralta odnajduję pewną analogię do swojego...
W kwestii tej matury muszę jeszcze znaleźć jakieś streszczenie opisu Valinoru, jakby ktoś podesłał byłbym ogromnie wdzięczny.

Głęboko w ludzkiej podświadomości tkwi przemożna potrzeba logiczności wszechświata, jego sensowności. Jednak rzeczywisty świat zawsze o krok ustępuje logice.