przez Uuu! » 21 sty 2015, o 09:04
Przeczytałem wreszcie pierwszy tom "Pomnika Cesarzowej Achai". I właściwie to nie wiem czy ta książka pasuje do tego wątku. Bo miało być o wpadkach. Coś w rodzaju, że cała książka jest OK, a tu raptem jakaś wpadka, która zgrzyta. A w PCA wszystko zgrzyta. I nawet nie wiem od czego zacząć.
No to może od początku.
UWAGA! Mogą się trafić SPOJLERY!
Nie wiem czy jest sens pisać o Marynarce Wojennej. Można by ją potraktować jako wytwór wyobraźni autora. Bo przecież i ta Rzeczypospolita w książce jest całkiem zmyślona. Niby z opisu wynikałoby, że jest to Polska z okresu mniej-więcej międzywojennego, ale polskie wojsko stać na budowę lotniskowców i ma na wyposażeniu napalm.
Ale wyobraźnia autora też powinna mieć pewne granice. Tą granicą powinna być logika.
"Ciekawe, ilu ludzi wewnątrz tego dziwnego okrętu tkwiącego nieruchomo w głębinach, w absolutnych ciemnościach dostaje teraz szału i robi wszystko, żeby nie wybuchnąć?"
Na okrętach nie istnieje coś takiego jak absolutna ciemność. Nawet jakiś zakichany schowek na szczotki ma oświetlenie. A jeśli jest wyłączone światło główne, to zawsze jest awaryjne. To ze względów bezpieczeństwa. Nie mogą marynarze działać po omacku.
"Jego sylwetka błyskawicznie znikła w mroku oświetlonego tylko nielicznymi czerwonymi lampkami korytarza."
Oświetlenie awaryjne daje wystarczająco dużo światła, żeby nie było ciemno. Powody jak powyżej.
"Alarm! Alarm!
Wrzask na korytarzu zagłuszał przenikliwy dźwięk syreny"
Po pierwsze podczas alarmu nie ma czegoś takiego jak wrzask; każdy wie co ma robić. Ogólny wrzask zagłuszałby rozkazy.
A po drugie na okrętach nie używa się syreny, tylko dzwonka.
W sumie są to drobne rzeczy, które może tylko mi zgrzytają, bo służyłem na okręcie. Ale jest jedna wpadka, która zazgrzyta pewnie każdemu:
Otóż okręt podwodny, który znalazł się na nieznanych wodach, gdzie spodziewa się spotkać jakąś cywilizację (ale nie wie czy jest na wyższym, czy na niższym stopniu rozwoju), wynurza się i trafia na tubylczy statek handlowy.
Czemu okręt wynurzył się bez sprawdzenia peryskopem co jest na powierzchni?!?!? Tego nawet w Hollywood by nie wymyślili.
Akcja PCA ma miejsce TYSIĄC(!!!) lat po czasach Achai. Przez te 1000 lat właściwie nie zmieniło się nic. Wojsko wygląda tak jak w czasach Achai. Przecież 1000 lat to jest okres między nami a Bolesławem Chrobrym. Czemu tam nie ma żadnego postępu?!?! Przecież to nie jest cywilizacja jakichś gamoni. Potrafią budować bardzo równe drogi i bardzo solidne budynki, mają broń i okręty.
Poza tym pamięć o Achai i Zaanie jest tak żywa, jakby przez te 1000 lat nic się nie wydarzyło. Jakiekolwiek odwołania do przeszłości dotyczą tylko Achai i Zaana.
"Kiedy uderzyli partyzanci, paraliżując garnizon, kazała żołnierzom uciekać. Najbardziej nieregulaminowy rozkaz w armii, za który kara jest tylko jedna. Powieszenie."
Co to za armia, która nie zna terminu "wycofać się na z góry upatrzone pozycje"? W tej armii jest dużo więcej niedorzeczności, ale już pominę je milczeniem.
"Zabicie potworów obniży koszt transportu towarów o kilka brązowych na jednym wozie, lecz to wystarczy, żeby utrzymać konkurencyjność i żeby się wojna opłacała.
Autor nie stworzył jakiegoś... systemu monetarnego swojego świata. Ceny nie mają żadnej logiki. W Achai za kilka brązowych można było zjeść obiad w karczmie.
"Już na pokładzie poprawiła spódnicę."
To dotyczyło inżynier Wyszyńskiej. Spódnica na okręcie podwodnym, gdzie co chwila trzeba chodzić po różnych drabinkach?
"W przeciwieństwie jednak do dnia poprzedniego potwory zaczęły atakować od rana."
A czemu potwory nie atakowały w nocy, skoro widzą po ciemku? Zrezygnowały ze swojej największej przewagi?
"Niewielki oddział dotarł do brzegu strumienia. Żołnierze powoli, jedna po drugiej, zsunęły się do wody. Była lodowata.
Autor każe biednym żołnierkom sterczeć w tej lodowatej wodzie dwa dni. Nie napisał jaka była temperatura wody, ale nawet gdyby miała kilkanaście stopni, to nie jest możliwe, żeby przeżyły, zwłaszcza zmęczone i głodne.
"Zastanawiające było to, że dziewczyny wisiały na tym samym przełożonym przez konar sznurze.
(...)
-Oj. Wiążesz za szyję dwie baby tak, żeby patrzyły sobie w oczy. Długość sznura przerzuconego przez gałąź jest taka, że obie muszą stać na palcach.
(...)
- Bo jak jedna opadnie z palców na stopy, to czuje ulgę, ale jednocześnie poddusza drugą, a patrzą sobie w oczy. Tamta nie może nic zrobić...
Ale bzdura! Jak jedna opadnie na stopy, to poddusza również siebie.
"Nuk potrząsała mosiężną rurą, (...)
Shen schowała miedziana rurę do plecaka."
Ta sama rura (luneta) raz jest mosiężna, a dwie strony dalej już miedziana.
"Zerknęła więc w dół, w udzie tkwiła strzała, ale z boku, przeszła prawie na wylot. Po opatrzeniu być może będzie mogła kuśtykać. Nie, to koniec. Co za brednie. Płacząc z bólu, złamała strzałę i odrzuciła koniec z grotem."
Jeśli strzała "przeszła PRAWIE na wylot" to grot jest jednak w ciele.
Na lewym uchu dostrzegła sporo sinych, wytatuowanych kresek. Domyśliła się, że każda oznaczała zabitego wroga.
Jest noc, Shen jest ranna i wystraszona, bo właśnie pierwszy raz w życiu zobaczyła czołg (a właściwie pierwszy pojazd silnikowy), a pomimo to przygląda się czyimś uszom i jest tak domyślna, że egipskie hieroglify nie powinny stanowic dla niej problemu.
Chyba jednak przeczytam kolejne tomy, pomimo tego, że mnie ta książka irytuje. Jest tam jakaś zagadka i jestem ciekaw wyjaśnienia.
Musiałby pracować kilka tysięcy lat, by osiągnąć jakiś efekt, ale to przecież nie powód, by rezygnować.