Olaboga, laboga! Jakie to mądre!
A jednak, odeszliśmy, jak się zdaje, od meritum sprawy - a mianowicie od filozofii - zajmując się w zamian historią literatury. I niewiele mam tu do dodania, bo wszystkie najważniejsze nazwiska tutaj już padły. A jednak ja, nawiązując do wzorcowej już pracy A. Zgorzelskiego "System i Funkcja", zastanowiłbym się, czy pod względem gatunkowym Pratchett to nie jest aby przypadkiem już dystopia, a przynajmniej czy nie ma ona bardzo silnych naleciałości w jego dziełach. Niestety (a może stety), z książek Mistrza wynika dość ciemny obraz społeczeństwa, w którym pojedyncze światłe jednostki (vide Vimes czy de Worde)nie są w stanie wiele zmienić, lub zgoła nic. Nawet Vetinari (w swej mądrości) nie próbuje zmieniać ludzi, a jedynie wykorzystywać ich sposób bycia dla dobra miasta. I chociaż od "czystej" dystopii (o ile w ogóle możemy dziś rozmawiać o czystych gatunkowo utworach) różni ŚD między innymi to, że wartości wyższe nie dość, że się pojawiają, to jeszcze mają okazję zaistnieć i się rozwinąć (vide sytuacja goblinów) - czego w klasycznym tekście dystopicznym nie uświadczymy, to jednak spełnione jest (przynajmniej) jedno z założeń dystopii - jednostka nie może zmienić niczego sama z siebie.