Hm. Mam wrażenie, że Autorka wątku przyjęła podział humanista/ścisłowiec w znaczeniu najbardziej potocznym - humanista miał szóstki (albo piątki, jeśli starszy) z polskiego i historii a jedynki (dwóje) z matmy i fizy, ścisłowiec na odwrót.
I Pratchetta mieliby kochać głównie ci pierwsi... Możliwe! Kolekcjonerzy pał z polskiego w ogóle mało co czytają, a Pratchett jednak ze swoimi słownymi gierkami wymaga pewnej wyobraźni językowej, erudycji, znajomości toposów i archetypów - a gdzież takiemu nieboraczkowi do archetypów i toposów, kiedy on na śniadanie całki, na obiad równania różniczkowe, na kolację funkcje wykładnicze...
I to by była prawda, gdyby obaj wyżej wspomniani istnieli w postaci czystej. Tymczasem nie istnieją. Humanista bez nauk ścisłych będzie bujającym w obłokach półgłówkiem, ścisłowiec bez nauk humanistycznych doskonale wyważonym, ale jednak młotkiem, a obaj razem potężnie niedouczeni i oderwani od rzeczywistości jak bogini Anoia wśród jedzących palcami. Tacy ludzie nie istnieją... a jeśli istnieją, niech ich bogowie mają w swojej opiece, bo Bóg ich opuścił już dawno.



