Szczegółów wam się zachciewa, tak? To proszę będą szczegóły, sami się prosiliście, a teraz wam będzie przykro:
Zakosiłam Moggetowi pieszczchę, Janek z wrażenia zostawił szachy, agenci Moggeta zostali rozegrani niezliczoną liczbę razy, paliliśmy grilla na ganku, ponieważ deszcz nie bardzo pozwalał na robienie tego pod gołym niebem, Janka zaatakowała deska (mieszczuch się do siekiery dorwał, i takie tego skutki), mimo deszczu paliliśmy książki (zanim mnie ktoś zje, była to dokładnie jedna książka i to jakieś pozbierane polityczno-przepisowe pierdoły, chyba roczniki polskie), w środku nocy samochód Flega postanowił zrobić nam dyskotekę, a potem rano urządzał strajk okupacyjny, więc był odpalany na pych, moja mama została doedukowana w zakresie niewybrednych żartów, które jak najbardziej popiera, jedliśmy kiełbachę z grilla i pieczoną na ognisku, mięcho z grilla i kociołek z ogniska (taki prawdziwy śląski, z ziemniakami, buraczkami, marchewką, boczkiem, cebulą i kiełbachą), piliśmy wino made by my father, spora część ludzi miała "przyjemność" jeździć autem prowadzonym przeze mnie, była cała masa śmiechu, kalambury, milionerzy i poker na zapałki. Jakby ktoś szukał nowych narkotyków, to polecam okulary z wadą w drugą stronę niż macie. "Sprzęgłę" zostało okrzyknięte najśmieszniejszym słowem polskim ever. A zapomniałabym, zajadaliśmy się także bigosem mojej mamy

Co do większych szczegółów: nie powiem ;P