przez Stanisław Ssakmorski » 5 maja 2014, o 22:30
Tymczasem z pobliskiej bramy, z niepokojącym chrzęstem zgniatanych pod podeszwami plastikowych korków, wynurzyła się sylwetka wujka krasnalki, majora Tyłeczka, w stanie spoczynku, a właściwie po spoczynku, bo właśnie obudził się, uznał, że dość tego wylegiwania się i dumania na praskim bruku i postanowił udać się na przechadzkę - zwłaszcza, że w przewróconej obok butelce nie było już ani kropli życiodajnego napoju. Jakaż była jego radość, gdy leżąca na ulicy kłoda okazała się być jego bratanicą - nieodrodną córą generała sztabowego Tyłeczka (w st. spocz. wiecz.). Nachylił się nad nią i już miał zawadiacko ryknąć "widzę, że poszłaś w moje ślady, gołąbeczko!", gdy zorientował się, że mała leży podejrzanie spokojnie - spokojniej niż brat w dniu ekshumacji. Chwycił za nadgarstek - ale nie wyczuł w ogóle pulsu. W sumie nie miał prawa, bo Cudo miała na rękach długie, idące aż po pachę (i dalej, po pachwinę) rękawice kuchenne, takie do wyjmowania chleba z najgłębszych czeluści pieca. W akcie desperacji raz jeszcze chwycił za nadgarstek - tym razem swój - puls był wyraźnie wyczuwalny, nawet przyspieszony, jak to na kacu. Odetchnął z ulgą .. Z chlebaka wyjął pełną garść o rannej rosie zerwanego wrotycza, który go zawsze chronił przed atakiem mrówek i nicieni i na wszelki wypadek rozłożył go wokół krasnalki. W nos wyciął jej trzy szczutki, do ucha przystawił zdjętą z ramienia wuwuzelę ('moje małe wuwu' - jak mówił o niej pieszczotliwie) i zadął: FAA - LUU - BAAZ!!! Magiczne zaklęcie, z dziada pradziada przekazywane przez pokolenia*, i tym razem nie zawiodło. Zawibrowały w ciele Cuda kationy, zwarły się neurony, a życiodajna krew popłynęła wartkim strumieniem. Otwarła oczy .. 'Wujek! Wujek!! Prawdziwy wujek! .. Wujku! Wujku! ...
* Podobno w języku ludzi znaczyło 'Spieprzaj, dziadu!' i służyło do przeganiania złych demonów.
A potem lodowiec wycofał się, zostawiając po sobie moreny, jeziora i kamienie...
E. Niziurski