przez Johneleth » 2 cze 2014, o 07:46
Chcesz relację? To masz!
Zacznę od najwcześniejszych chwil, czyli od wsięścia do polskiego busa z Białą. Jedziemy. Nocą. Chcemy pospać. Nie da się, przepony wiedzą, że coś się z nimi będzie działo, potrzebują rozgrzewki. Oczywiście wtedy. Powstają hasła w stylu: "Zbudujmy sobie własny przedział z kartonów w polskim busie"
Potem docieramy Do W-wy, po chwili wbija do nas Hary/Otto. Stoimy przez półtorej godziny na chłodzie porankowym warszawskim, po czym myśl przednia - "a może się przeniesiemy do środka?".
Godzina późniejsza, jeszcze przed muzeum - wbija do nas Ayianna. Perswadujemy ją, by nie szła na zajęcia, a została z nami. Żądza ujrzenia Zoo wygrywa z dyplomancją. Niemniej jednak Ayianna również trenuje przeponę po tym, jak podzieliła się wiedzą o tym, że zaliczyła wszystkie fontanny*.
Wbijamy do muzeum. Jest zwiedzanie. Na wstępie Biała się pyta, czy są bilety dla nienormalnych. Pani kasjerka śmieje się z nią. Jest zacnie.
Muzeum. Wbijamy na płatną wystawę o fizyce. Nie płacąc. Pan niczego od nas nie żąda, ale z wielkim zapałem rzuca się na nas i zaczyna mówić. Po krótkim wstępie okazuje się, że wyszło 1/4. Żeby nie przedłużać =)
Muzeum dalej - Otto i Ja słuchamy wykładu odnośnie zapisów nagrań sprzed wieku i już wiemy, co to jest standard Jazzowy, a potem dołącza się Biała i słuchamy wykładu o historii polityki. Pan kustosz się rozrkęca.
Opuszczamy muzeum rozbawiając wszystkich tam obecnych pracowników. Czyn społeczny spełniony, cudze przepony działają.
Póżniej, ale jeszcze nie Brwikon - zjawia się Fleg, Ha-ha-Hashi i Martwetsu. Siedzimy, zajadamy, pijemy piwko, jest klawo. Odłam porankowy (Biała, Otto, Ja) wykombinował, że się dowiezie do Brwinowa z Uuu, który jeszcze o tym nie wiedział, ale stopniowo się dowiadywał. Czekamy na transport i ustawiamy się z innymi na spotkanie już na miejscu.
Czekamy na Oj, Monę pod Pałacem. Jak nas zobaczyła, to aż się uśmiechła i było wiele radości.
Doturgaliśmy się na Brwikon, po drodze zahaczając o kompletnie nic - nie mogliśmy się go już doczekać.
Brwikon właściwy =)
Każde miało z nas swoje indywidualne akcje, ale i były momenty spędzania czasu wspólnie. Ja zacząłem od jednej prelekcji, a potem już planszówki z naszymi. Pograliśmy w Koncept - takie fajne coś - ni-kalambury, ni-tabu, a też zgadywanki. Zasady ma kiepsko napisane, ale już wymyśliłem co zrobić, aby zagrać w nią zacnie. I tak, zamierzam ją sobie sprawić. Granie trwało z mojej strony do godziny 2 w nocy. Było wiele radości i nie wiedzieć czemu każdy chciał mi dokopać. Aaa - jungle speed o 2 w nocy i zwrot: "Hashi, złap totem" - i bezbłędny wzrok Harego - aż miło =)
Rano - spacer po Brwinowie, śniadanie z jedną bułką**, treningi przepony, rozwiązywanie, bynajmniej nie problemów, delikatne taplanie się w fontannie miejskiej i powrót na końwent. A tam podziwianie tworów Uuu (w końcu była chwilka!), granie w "Zobaczyć Ankh-Morpork... i przeżyć", napaść Filipa i ograbić go z plakietek, a potem - turniej łuczniczy, do którego przekonała mnie Biała i pożałowała, bo w drugiej rundzie eliminacji spotkała się ze mną, Jaśkiem szyjącym i przegrała, ale walczyła dzielnie =). A cały turniej udało się wygrać =)
Po łukach zagraliśmy w prowadzoną na hallu głównym Familiadę w składzie Ayianna, Uuu, Harry/Otto, Sky i Ja. Nie przeszliśmy pierwszej rundy, ale mieliśmy najlepszy background rodziny ewer!***
I nadeszła pora na kalambury, w których, jako że zlot się rządzi zlotem, na konwencie połączyliśmy siły i w składzie Ayianna, Biała, Yaga, Kasia(tylko zgadywanie), Uuu i Janek udało się wygrać. Niemniej jednak rywalizacja była zacięta, a brawa należały się ogromniaste dla dwuosobowej drużyny Grimmoire, której członkowie NIGDY nie czytali Pratchetta i bez znajomości słów WY-MIA-TA-LI****.
Z godnych wymienienia rzeczy i zdarzeń, wspomnę jeszcze o pogrywaniu nocą w Dixita do 3 rano z Filipem od plakietek, a także spotkanie dawno-nie-widzianego kolegi mego z Rzeszowa, co potem mnie i Białą pod dom sam podrzucił.
Tak jak pisał Uuu - niedziela już smutkowała, bo ludzie się rozpraszali, wracali do domków i w ogóle, ale myśli, zdarzenia, hasła, śmiacie się i inne takie się zdarzyły i na pewno tam były! A twórcy konwentu ładnie się postarali, bo można było zobaczyć zrobione z metalowych części figury rzeczywistych rozmiarów (skala 1:1) - Golluma, Obcego i Predatora! Mega!
Dziękuję wszystkim za świetny czas, za pośmiacie się i za wszystko! Nu! Może być relejszyn? =D
_________________________________________________________
*z rzeźbami delfinów
** chcieli wmówić, że to chleb był, ale po prostu trafiłem na promocję dużych buł
*** Ayianna pochdzi z Lancre, o czym wszyscy wiedzą (ale jej Mama w dalszym ciągu pozostaje zaskoczona), Uuu to rdzenny Quirmijczyk, Otto... Nie trzeba mówić, Sky zaś jako pierwszy turysta przypłynął z Bes Pelagic, a skromny pismak wasz to Ankhmorporkianin, krewny Nobbiego Nobbsa (również z certyfikatem na prawdziwego człowieka)
**** odgadli takie hasła jak "Bel-Shamaroth", czy "Ślepy Io", chłopaki rządzili!
... - jak był mały to wpadł do kociołka z THC...