Motopompa napisał(a):Le Guin dla kogoś nowego w fantastyce? No nie wiem. To może przytłoczyć nieoswojonych.
Eeee... ja zaczynałem. Może dlatego, że nic innego w szkolnej bibliotece nie było? Szukałem Tolkiena, bo opowiadał mi o nim kolega, który miał wydanie z początku lat 80-tych. Tak mu się podobało, że mi nie chciał pożyczyć. A jak zapytałem Panią w bibliotece o książkę w ten deseń (pewnie były hasła "czarodziej", "wyprawa" itp), to miała tylko to. Chociaż "tylko" to chyba złe słowo w przypadku LeGuin. "Czarnoksiężnika" łyknąłem bez zająknięcia, trochę gorzej inne tytuły.
Parę lat (3?) później wyszło wznowienie Władcy Pierścieni, które kupiłem od razu i pochłonąłem. Mw w miesiąc potem od innego kumpla dowiedziałem się o kolejnym podróżującym magu, tym razem nieudolnym i w dodatku podróżującym w towarzystwie bagażu i jakiegoś Chińczyka...