




Stanisław Ssakmorski napisał(a):Corvus, blisko. Ale to raczej "Robur Zdobywca", oczywiście Verne'a.









... postanowił świętować w piątą niedzielę swojego pobytu w Rzymie. Prawie przez miesiąc harował dzień i noc z Hannibalem przy aparacie destylacyjnym, rozładowywał baryłki z winem i widywał się z restauratorami, których zwabiła sława, jaką nowy, niezwykły trunek zyskał wśród klientów.
Zdał sobie sprawę, że przy nienasyconym rynku nie ma co marnować czasu na szukanie odbiorców, kiedy towar chwycił. Rozważał podjęcie pożyczki ...























Kapitan Smollet powstał z siedzenia i wytrząsł popiół z fajki na dłoń lewej ręki.
- Czy to wszystko? - zapytał.
- Ostatnie słowo, niech mnie piorun trzaśnie! - krzyknął John. - Jeżeli to odrzucicie, wtedy zakończeniem rozmowy będą kulki muszkietów!
- Doskonale! - rzekł kapitan. - A teraz posłuchaj mnie. Jeżeli przyjdziesz do mnie jeszcze raz w pojedynkę bez broni, to postaram się zakuć cię w kajdanki i zawieźć do Anglii, ażebyś tam stanął prze prawowitym sądem. Jeżeli sobie tego nie życzysz, pamiętaj, że nazywam się Aleksander Smollet, rozwinąłem tu sztandar mojego króla,a was posyłam do morskich diabłów. Nie znajdziecie skarbu!

















The Lucky Boys pracowali uczciwie- powiedział były Dymitr i słowa jego zabrzmiały nieoczekiwanie głośno, bo w naszej sali, tej, której słuchaliśmy jego opowieści, orkiestra przestała nagle grać i ludzie szurając przeciskali się z powrotem do stolików.- Nie tak, jak te tutaj muzykusy, które robią sobie ni stąd, ni zowąd półgodzinne przerwy. Alhambra była prowadzona ręką mocną i fachową. Jej właściciel zaprosił panią Ninę do walca angielskiego. Kołysali się w takim fioletowym półmroku i pamiętam, że pan Batkowski prowadził Ninę ze staroświecką galanterią, zmuszając do różnych zawiłych przegięć i odgięć







Mogget napisał(a):Sonderkommando cudo juz zrobila, co swoje?









Nie znałem tego, który zginął, ale miałem powody, by każdt drobiazg otoczyć czcią i uwagą. Przyglądałem się tym wszystkim rzeczom, usiłując znaleźć jakiś ślad, rąbek tajemnicy. Pierwszy raz w życiu musiałem grać kogoś w rodzaju detektywa i przyznam się panu, że nie wydał mi się ten chleb lekki, miałem kompletną pustkę w głowie. O czym zdążył się dowiedzieć właściciel tej torby? Kogo zauważył? Czyja nieodgadniona twarz kryje się za tym zabójstwem? Może kogoś z obecnych w baraku? Może kogoś, kto już jutro stanie nam na drodze? Wśród rzeczy pozostawionych przez zabitego były pieniądze, wieczne pióro, niemiecki kalendarzyk SS-owca, napoczęta paczka papierosów Triumf, szczoteczka do zębów i pasta Nivea, lniany ręcznik, kawałek mydła, legitymacja służbowa i dwie książki w języku francuskim, nie pamiętam już jakie, coś z klasyki. Bo to był inteligent, ten zabity, prawnik, absolwent Sorbony, stąd pseudonim: Justynian.







Mogget napisał(a):Sonderkommando cudo juz zrobila, co swoje?

























Łups!, dodał(a) Marek_Sobczak
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników