przez Uuu! » 25 maja 2015, o 22:34
Z moim bzem wiąże się jeszcze krótka anegdota. Otóż rano miałem w planach zerwać kiść dorodnego bzu jak będę rano wychodził (a raczej wyjeżdżał na rowerze) z domu do pracy. Oczywiście w rannym pośpiechu zapomniałem o tym i przypomniałem sobie 500 metrów od domu, ale nie chciałem zawracać, bo bałem się, że spóźnię się na pociąg. Na szczęście przez te półtora kilometra do stacji rosło dużo różnych bzów, ale były albo białe, albo przekwitłe, a na pewno nie tak ładne jak mój. W końcu zadowoliłem się jakimś, który nie był tak intensywnie fioletowy jak mój, ale przynajmniej nie miał rudych przekwitłych kwiatów.
Musiałby pracować kilka tysięcy lat, by osiągnąć jakiś efekt, ale to przecież nie powód, by rezygnować.