Klejenie XXIV

- Że co!!??? - wykrzyknęła zszokowana, przekraczając ilość dopuszczalnych stóp na metr kwadratowy się do stanu absolutnie jako że to słaby koncept. - Ileż można się zastanawiać nad wypadkową malinowych przekaźników tworzących dziwne kombinacje z bananowymi antenami. Oporniki jednak to sytuacja wyjścia albo wejścia, wszakże każdy w dzieciństwie marzył o marzannie zmożonej mżonkami nad dżdżystym stawem w Nienazwanej lokacji... Szczebrzeszynowiczanka. Zieminaczek przyziemna to mała bezkręgowa przedstawicielka z rodziny zrodzonej w ogniu piekielnym z gór Wyżynnych.
Tymczasem w sąsiedniej Galaktyce Żółw Świata postanowił postanowiono zignorować prawo postanowili postanowić postawić po piwie każdemu. Bo dlaczego nie?
Wtem wpadła z hukiem lecąca nieopodal sowa, która chrapkę miała puknąć dwa razy w czoło śpiącego, albo trzy dla zachęty, we właśnie dopiero co opróżniony przyuszny kubek, wypełniony malinową czekoladą z niespodzianką na dnie. Niespodziewajki są zazwyczaj niespodziewane jak policja o poranku, która zaprasza na kawę i pączka plotąc równocześnie wianki, i wrzucając je na falującą wodę. Poniewczasie zauważono zebrę żrącą wianki, plując przez ramie na zakratowane wizjery hełmów Rycerzy, którzy nadjechali od wschodu.
Tymczasem grysik zadowolenia zamieniał się powoli w kaszę, chociaż średnio doprawioną i nie do przełknięcia. Nagle wśród zamieszania wstał dolny król krasnoludów, lecz mało kto to dostrzegł, gdyż król nie wystawał nogą, lecz głową. Głowa aż boli od tego dziwnego nad wyraz szumnie ignorowanego powrotu do korzeni chrzanu i buraka, startych na miazgę, przyprawionych cytrynką.
- Nosić czy nie? - spytała przeglądając katalog filatelistyczny dla odważnych. - Zimno mi w paluszki rybne, brr, posiałam gdzieś Ochraniacz na istotną wielce, i teraz potrzebuję ciepłego kociego futra.
Powiewającego na wietrze kalafiora nie spodziewał się tam znaleźć żaden z postronnych stronników strun, szarpanych kijem od śmierdzącej szczotki. kijem od śmierdzącej szczotki. Nie było to pachnącą słodko różą jeno kupą na patyku. Znane powszechnie kosmologiczne powiązania z innymi żywymi jednokomórkowcami posiadającymi bardzo niewyparzone paszczochłony.
- Przydatne takie niewyparzone - zadumał się nieco obgryzając wystajacy kant wielkiego dwuręcznego miecza, który nieporadnie sterczał pod kątem ostrym owalu podobnego do frędzla, ale to był chwościk.
Całe szczęście, że nie spotkał lampowych kałamarnic z planety Pi, której niezwykła atmosfera pozwalała na urządzanie szaleńczych zabaw. W nastroju iście zabójczym. Zwłaszcza przy użyciu tych samych narzędzi dentystycznych, których używała Zębowa Wróżka. Glinianym Dzwoneczkiem zwana. Ta to dopiero potrafiła sprać niemożliwe i jeszcze za niewielkie pieniądze zabawić się w sposób niezwykle wyczerpujący każdego, kto nie doświadczył potęgi miękkiego kolana, drżącego na widok dziewczęcia, o włosach tak śmierdzących, że strach. Z powodu zapachu większość skarpetek zwinęła to, co miała i zwiała. Daleko w przyszłość wybiegały zwierzątka zamieszkujące skarpetki, o źrenicach tęskniących za zapachem kształtu wody i widokiem atomów wodoru, oplecionych tęczowym dymem z fajki podejrzanego kształtu, i zdecydowanie zbyt głośnej.
Gdybyż tylko masochistyczny szczur-rozbójnik mógłby zrobić to, co mężczyzna zrobić musi. Ale taki z niego był nadpobudliwy chojrak, jak z koziej d*py trąba lub puzon, które otwierały się w kieszeni niczym nogi chętnej do robienia pączków z nadzieniem marchewkowym blondynki o wielkich zapasach amunicji przeciwpancernej i kałachach pochowanych we wszystkich zakamarkach płaskiego świata. Natomiast szew francuskiego muchołapacza o pięknym orientalnym akcencie, który był wywiedziony z martwego brzucha wieloryba, rzygającego na widok każdej zielonej pływającej w wodzie plastikowej miednicy pełnej wiśniówki, która jest najpotężniejsza ze wszystkich wiśniówek, które istnieją wcałym stanie skupienia płynnym, ta była nazywana "Zapomnienie". Zostawmy tam skrzydełka obumarłych kluczy, i porzućmy wszelką