przez Dicey Reilly » 14 lis 2013, o 19:46
Klejenie XXII
Tymczasem na Niewidocznym Uniwersytecie ani widu, ani słychu gdzie schował się Kwestor, który zaczął grać na organach w palanta, a konkretnie na organach wewnętrznych osobnika uznanego za palanta, czyli nerwach Nadrektora, czyniąc go jeszcze bardziej biednym w bardzo nieprzyjemny sposób. Jednakże w żaden sposób nie wpłynęło to na sposób dostrzegania wyżej wspomnianych organów. Na niedostrzeganie Kwestora też to nie wpłynęło zbyt radykalnie; nadal nie było go widać bez użycia specjalnego przyrządu do wyżymania ekstraktu z tych małych jagódek namiętnie pochłanianych przez Dziekana z wielkim apetytem, który można by było porównać jedynie do namiętności kochanków podczas ekscytującej gry w Dixita, a więc było to co najmniej pasjonujące wydarzenie, które spetryfikowało rozbebeszone organy.
- Do boju, wy rozklekotane dziecinki! - zakrzyknął i spojrzał przestraszony. Bowiem zobaczył tam stado lemingów, które grało w pokera w ząbek czesanych gustownie.
Aż w ten czas tudzież Natenczas Wojski odwinął z półobrotu 26 metrów końskiego włosia, które trzymał schowane w bucie, ponieważ była to standardowa procedura względem niestandardowej procedury, która była jednak standardowa w swój niestandardowy sposób. Owe 26 metrów było dość małe dla skaczących na pointach baletnic, które połamały ostatnio kostki na pół kurczaka a pół enigmatycznym kalafiorze. Ten atak brutalności zadziwił wszystkich nieobecnych na miejscu mieszczan myślących o święcie kapusty.
Bardzo dawno temu Motopompa pokazał "Octavo" ale szybko schował. Być może gdzieś blisko, a może jeszcze bliżej, nastąpiłoby wielkie niczym największy zbiór nieprawdopodobieństw, około trzeciej nad ranem pewnej księżycowej nocy, spadając z urwiska. Ale nie nastąpiło uśmiercenie, ponieważ w ostatniej chwili przybyła niespodziewanie Hiszpańska Inkwizycja, której buty biły o bruk. A były to nie byle jakie buty, ponieważ zostały wykonane z drewna, ale jakiego drewna! Drewna Myślącej Gruszy, a jak wiadomo grusza to nie wierzba. Takie myślące buty posiadały magiczną umiejętność wkładania się na każdy rozmiar stopy procentowej każdego banku. Aczkolwiek nie zawsze była to właściwa para kaloszy, gdyż z kaloszkami tak to bywa, że raz założone są już nie do zdjęcia, gdyż pozując do zdjęć fałszują kolor cholewy i ustawiają profil bardziej.
Tymczasem fioletowe nosorożce tańczyły w sukienkach baletowych flamenco przeplatane walcem niegdyś wiedeńskim, lecz teraz jeżdżącym i wałkującym ciasto na pierożki z farszem o kolorze ciemnego tumana zataczającego się pod drzewem, przy którym przystanął za potrzebą wielki szary miś. Miś ten potrzebował albowiem odsapnąć po forsownym namyśle nad kupnem pilniczka, którym zamierzał ciąć skorupy strusich jaj wielkich jak przysłowiowe jaja jak berety.
W sumie to bez żadnego znaczenia, ale śmierć małych strusi, które wiedzione odwiecznym strachem przed krasnoludami, szukały pomocy trolli, co nie prowadziło bynajmniej do wojny totalnej pomiędzy wszystkimi znanymi nam gatunkami latających aroptyzyli, które to niesamowicie potrafiły obrzygać stragany stojące na Placu Sator gdy leciały na wysokości wieży UU, z której widać było panoramę wspaniałego Ankh i w pogodne dni, których wcale nie było tak mało, ale znowu nie był to rzyg różową, włochatą tęczą rozbryzgującą się na wszystkich stojących spokojnie złoczyńców.
W tym samym czasie, kiedy pelikan leciał do naziemnego wysypiska gwoździ, gdzie zamierzał podładować szerokopasmowe ogniwa galwaniczne baterie. Niestety udało mu sie zahaczyć jedną łapą o szambo, które niestety było przepełnione.
Natenczas Wojski chwycił ono szambo przepełnione i wypuścił węża długiego, cętkowanego, krętego niczym instrument zwany Rogiem Na Taśmie. W szambo one stukały i podpaliły stukały i podpaliły, które szpeciły zabytkowe ambony w kształcie wielorybów wyrośniętych ponad miarę, z powodu zażywania tej samej substancji, co ta halucynogenna maść powodująca wypadanie wątroby przez nos.

Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.