Konwent tak niemożliwy, że nadal wydaje mi się nierealny. To się zdarzyło naprawdę?
Jesteście totalni. <tu była długa lista superlatywów, ale to bez sensu, bo nie oddaje nawet cienia tego co powinna>. Ja sobie po prostu życia nie wyobrażam bez tej świadomości, że gdzieś tam po całej Polsce/Europie jesteście sobą.
Chcę was więcej. Codziennie.
Dziękuję. Anicie i Grace za ogarnięcie tej kuwety, wszystkim którzy tak bardzo pomagali za przelanie punktów programu w realia, ekipie kuchni za katolicyzm praktyczny (głodnych nakarmić) i każdemu który pomagał w ogóle za to że szło dzięki temu bardziej gładko. Dziękuję wszystkim za obecność. Kocham was.
Szczególnie:
Białej, Brethil, Jankowi i Utisowi za kalambury. To trzeba powtórzyć, sołmacz fun tworzyć z wami taki dream team.
Graczom erpegów za erpegi, MG za prowadzenie rozgrywki, szczególnie za przegenialny poranny Niewidoczny Uniwersytet. Uuk.
Wszystkim graczom Dixita - siedziałem z tą grą kilkanaście godzin ciągiem i nadal nie mam dosyć. Hasła jak "Mordor", "Spokojna woda", "Freud", "Anglia", "Zło" "LSD", "Problemy pierwszego świata", "Co lubię robić jak nikt nie patrzy", "Coś co nie powinno się zdarzyć", "Ranek po przyjemnie spędzonym wieczorze" i "Dixit" po prostu wygrywają. Przypomnijcie mi co najlepsze, których nie wymieniłem! Uwielbiam Dixita i dziękuję, że miałem aaaaaaż tyyyylu RÓŻNYCH ludzi do grania. No po prostu ah! A poznawanie nowych i starych znajomych przy Dixicie to już nie tylko ah ale i Och.
W ogóle, znów zaliczona cała noc z planszówkami, tak trzymać moi drodzy

I całe mnóstwo indywidualnych, ale to nie teraz, bo idę zwalczać brokat.
Mienienie się w klubie bilardowym było zabawne ale ileż można?
