przez Marek_Sobczak » 16 wrz 2013, o 20:14
Angalo od kilku dni chodził zasmutkowany. Z jakiegoś powodu Bobo był strasznie smutny i markotny. Siedział tylko w Dziale Zwierzątek Domowych i nerwowo obgryzał swój ogonek. Angalo miał nawet obawy, że w końcu nie będzie to tylko obgryzanie starego naskórka tylko poważny zwrot w stronę emo-szczura.
Nie takiego przyjaciela chciał nasz bohater. Postanowił więc zasięgnąć rady od kogoś bardziej doświadczonego od niego. Wybór przypadł na Rzecz. Aktywował ją (nauczył się tego wyrazu od niej wcześniej) i przez chwilę obserwował migające w różnych konfiguracjach. W końcu Rzecz zapytała go swoim metalicznym głosem:
- W czym mogę Ci asystować?
Nom zmrużył oczy i przez chwilę zastanawiał się jak sformułować pytanie.
- Asystować oznacza służyć pomocą.
- O tak! Możesz mi pomóc. Mój szczur, Bobo, jest jakiś nie swój. Nie chce jeść, ma dziwne maślane oczy, całymi dniami przesiaduje w jednym miejscu i wpatruje się w klatkę ze świnką morską. Co mu może być?
- Chcesz diagnozy?
- Chcę?
- Tak chcesz. Biorąc pod uwagę podane symptomy może to być pasożyt, choroba umysłowa, zaburzenia psychiczne albo w najgorszym przypadku wszystko naraz.
- Jeśli wszystko naraz to diagnozę można skrócić do dwóch słów – zakochał się.
- W śwince morskiej?
- Ludzie mawiają, że miłość nie zna granic.
- U szczurów to też działa?
-Najwyraźniej.
-To co ja mam z tym zrobić?
-Mam dane, co dzieje się, jeśli zakochani nie mogą być razem.
I Rzecz opowiedziała mu historię Romea i Julii. Angalo postanowił działać i połączyć ukochanych.
Wieczorem zakradł się do Działu Zwierzątek Domowych i zerknął na klatkę z (jak odczytał z plakietki) Petunią – największą świnką morską jaką kiedykolwiek widział. Wiedział po jednym spojrzeniu, że wyciągnięcie jej na dźwigni, by umożliwić kochankom spotkanie nie wchodzi w grę. Przetransportowanie Bobo do środka klatki też było niemożliwe (nie było wystarczająco dużo miejsca).
Angalo postanowił wytresować więc świnkę morską, poddać ją serii ćwiczeń i restrykcyjnej diecie, a potem nauczyć ją wspinaczki po ścianie i przełażenia przez otwór w klatce (Anglo doszedł do wniosku, że pomoże jej z otwarciem klatki, bo jak na jeden dzień treningu mogło by to być ponad jej możiwości).
Rozpoczął od nauki fikołków. Po przeanalizowaniu zawartości tłuszczu w klatce stwierdził, że trzeba zacząć od turlania. A właściwie leżenia z wychylaniem się na boki. Porozkładał dookoła ziarna słonecznika w coraz większych odległościach. To jednak było nie do końca przemyślane bo świnka morska wydawała się być zadowolona i najedzona. Angalo przywiązał więc ziarno na sznurku, stanął na szczycie klatki i powtarzał ćwiczenie za każdym razem w ostatniej chwili przesuwając ziarenko z paszczy wygłodniałej (ciągle!) Petunii. W ten sposób turlanie okazało się bardzo łatwe do nauczenia. A potem przewroty, pompki, przysiady i o dziwo nawet bieganie po kółku zamontowanym w klatce (kiedy Petunia zrzuciła trochę wagi okazało się, że jest takie urządzenie w jej klatce). Prosta zasada marchewki na kiju pozwoliła wytresować Petunię na tyle, że już wkrótce wspięła się na wieko klatki by jak z balkonu wypatrywać swojego Romea.
Bobo razem z Angalem przybyli pod klatkę Petunii by miłość nie znająca granic w końcu stała się faktem. Jakie było zdziwienie gdy Bobo zobaczył Petunię, obwąchał ją i odszedł wzruszając tylko szczurzymi wąsikami.
-Miłość to skomplikowana sprawa – powiedział Angalo szukając pomiędzy fałdami zwisającej skóry głowy Petunii. - Kto by pomyślał, że kilka kilogramów może robić taką różnicę.
No to teraz:
Nomy ubierają choinkę (bo już za chwilę będzie w telewizji świąteczna reklama Coca-Coli).
We’re all stories in the end. Just make it a good one!