Ulubiona postać... Wszystkie są świetne i mają swój urok. Zarówno te główne, jak i poboczne.
Jednak na pierwszym miejscu jest chyba Śmierć. Mam z nim nawet wspólne cechy - kościste kolana i sympatia do kotów ^^ Poza tym: ten jego wieczny spokój, genialne teksty i niezapomniane próby upicia się. Na dodatek: chyba jedyna postać, która pojawia się praktycznie w każdej książce.
Da drugim miejscu... Waham się pomiędzy Nianią a Babcią, a skoro się waham, to ustawię je na tej samej pozycji. Obie to zupełne skrajności i najzabawniej jest, gdy występują razem. Gdy czytało się o nich pojedynczo ("Złodziej Czasu" - Niania i "Kapelusz pełen nieba" - Babcia) nie sprawiało to już takiej przyjemności. A razem... Po prostu się wzajemnie dopełniają.
Trzecie... Oj, coraz ciężej. Chyba tu usytuuję całą Srebrną Ordę (jako bohatera zbiorowego, co się będę rozdrabniać). Tu jest podobnie jak z czarownicami - nie wyobrażam sobie ich osobno. Wspólnie tworzą idealny klimat. Szkoda, że powstały o nich tylko dwie części (sam Cohen występuje sam chyba gdzieś jeszcze... albo coś mi się przyśniło)
Dalej. Rincewind - długo nie mogłam sie do niego przekonać, jednak po "Czarodzicielstwie" i "Ciekawych czasach" całkowicie zmieniłam zdanie. Kiedy zaczynałam przygodę z dziełami Pratchetta, i sięgnęłam po "Eryka" jakoś nie mogłam się przekonać do tego maga, ale teraz na dobre poczułam klimat i już wiem, że tak także ukazana była cała istota Rincewidoności (trudne słowo). Zaraz po nim jest sam majonezik (czy tam jogurcik) NU, z kwestorem na czele ^^
Na osobną linijkę zasługuje też Bibliotekarz. Gdzież indziej szukać tak charyzmatycznej postaci?!

Najbardziej zapadło mi w pamięć jego "przemknięcie" w "Pomniejszych bóstwach" - krótkie, ale jakie urocze -.^ Jest to chyba druga postać, obok Śmierci, która potrafi tak wpaść i wypaść z fabuły... no, może jeszcze Dibbler (i inne jego wcielenia)
A dalej już się rozpisywać nie będę, bo i tak mi głupio, jako, że mój post jest chyba najdłuższy w tym temacie
