Klejenie XVII
Idylla trwała jednak dość trwała krótko, nagle zauważalnie spadło ciśnienie w materacu na którym spał stary żółw który dodatkowo podgryzał zwiędłą marchewkę. Jednak przez tą marchewkę potwierdził swój masochizm, gdyż po marchewce miał zawsze straszne gazy, które pachniały Eau de Soir, tj. fiołkami i konwaliami, jednak trochę przywiędłymi z powodu choroby zazdrosnych o inne choroby żółwie ze swojego jedynego w swoim rodzaju żółwiego haremu, w którym rej wodził przebrany wojowniczy żółw nijna, za żółwia zając kicając i prychając, zarażając przy tym wszystkich żółwią grypą.
Królik szalony jednakże umarł i nie żyje atoli teraz straszy gdzie indziej niż żywi.
Więc Feegle postanowiły, to co uważały: wstępnie się narąbać jak Messerschmitty, albo inne ciekawe czynności wykonać, lecz niestety na ich drodze stanęły rozszalałe króliki, które swym puszystym tańcem nic nie zdziałały, choć widok był pocieszny.
Skądinąd pojawił się Errol zionący ogniem na lewo i w prawo oraz oddtylnie

ponieważ, ale tylko tam, ponieważ wola walki w nim była silna niczym bąk z ogrowskich łąk, który leci pod wiatr siłą własnej woli, bo przecież bąk nie powinien latać bez pomocy skrzydełek - co udowodniono naukowo ale nie opisano nigdzie i jest to nieważne, ponieważ tak czy siak latał i to dobrze o nim świadczyło. I tak poleciał w te pędy a na prawo tym bardziej!
Lecąc tak, pomyślał: "Po cholerę mi różowy guziczek koło d... , wystarczy że z drugiej strony." Tak więc mknął bezmyślnie przez dobrą, subiektywnie rzecz biorąc polską ulicę, myśląc niezbyt logicznie, bo był skonfundowany przez liczne fotoradary, które były za oknem.
Słoń wziął trąbę za pas bo zostawił szelki w zupełnie innej czasoprzestrzeni. Jednakowoż miał za duzy biustonosz w kieszeni spodni i nie miał pojęcia dlaczego nie ma...