Wieża sztuk

Aaaby zmotywować się do regularnego pisania

Twórczość własna naszych forumowiczów

Aaaby zmotywować się do regularnego pisania

Postprzez Arvika » 27 mar 2012, o 21:05

Jak sama nazwa wskazuje, wrzucam fragment który powstał dziś podczas suszenia absolutnie idealnego manicure zrobionego dzięki prezentowi od absolutnie idealnej Joli (podziękuję jak trzeba jutro, dziś jestem zbyt oszołomiona i szczęśliwa i nie mogę przestać się gapić na własne ręce, bo mam kosmos pełen gwiazd na paznokciach), głównie po to, żeby nie zaginął w głębinach mojego roboczego pliku tekstowego, jak to zazwyczaj bywało, tylko rósł duży okrąglutki. Przy ostatniej reinstalce straciłam początki dwóch opowiadań - tym razem będę mogła skopiować z powrotem stąd, a kto wie, być może upublicznienie sprawy zmusi mojego wewnętrznego lenia do regularnej pracy nad kontynuacją tekstu.
Korekta mile widziana, każda, interpunkcyjna i stylistyczna jak najbardziej też. Każdy pisak to żarłoczne informacji zwrotnej bydlę. Jestem zupełnie typowa pod tym względem.
Indżojcie, chociaż krótkie (lakiery od Joli są tak bezbłędne, że nawet w sumie pięć warstw, licząc podkład i wierzchni wygładzacz wyschło zbyt szybko, żebym napisała więcej):

Każdy kto czasem chodzi nocą po mieście wie, że późną jesienią, albo wczesną wiosną drzewa wyglądają inaczej. W dzień nie do końca to widać, przez korony przebija się wyblakły błękit nieba czy kłęby chmur i to one, zamiast liści albo śniegu, otulają i łagodzą szorstkość powyginanych gałęzi. Nocą, w pomarańczowym świetle latarni, drzewo składa się ze skręconych ciasno cieni i dalekiego, tkwiącego głęboko pod ziemią wspomnienia o wielkiej nieprzebytej puszczy, której miejsce zajęły teraz ulice i domy. Można by pomyśleć, że każde drzewo sięga do tego wspomnienia i idąc błyszczącym, mokrym od niedawnego deszczu chodnikiem przemierza się duszę lasu – niewidoczną, ale prawdziwą dzięki obecności swoich ostatnich potomków. Lena na pewno mogła tak pomyśleć. Była właśnie taką osobą, która widząc strzępki mgły pełzające po ziemi opowiada sobie historię o staruszce siedzącej gdzieś daleko, w sercu zapomnianego matecznika, czeszącej siwe, długie włosy. I o tym co dokładnie staruszka mówi przędąc mgłę z tych, które zostały na szczotce.
- Oddaję włosy na wiatr, szepty na wiatr, myśli na wiatr, znajdźcie mi tą dziewczynę, zwiążcie mi tą dziewczynę, sprowadźcie mi tą dziewczynę. I może jeszcze nową szczotkę ta się już zupełnie do niczego nie nadaje. Ale najpierw dziewczynę. – staruszka schyla się w wyobraźni Leny i może jeszcze gdzieś indziej, powoli, jedną ręką trzymając się kamienia na którym siedzi. Drugą ręką wypuszcza na ziemię kłębuszki włosów, które rozplatają się i rozwiewają w smugi mgły, pełzające i ciekawskie jak świeżo wyklute węże.
- Skryj mnie w nocy, z włosów oczy dziś nie znajdą nic. – powiedziała Lena na głos. Bo taką właśnie była osobą, mówiącą czasem głośno kawałki swoich opowieści, ale tylko wtedy, kiedy była zupełnie sama. Owszem, miała nieopłacony od dwóch miesięcy czynsz i poobgryzane paznokcie, ale za to czasem, spacerując nocą mówiła do sama do siebie.
- Och, to chyba nie brzmi tak dobrze jak mi się wydawało. Nawet w mojej własnej głowie – powiedziała Lena i przyspieszyła. Aż do samych drzwi mieszkania myślała już wyłącznie o praktycznych rzeczach: gdzie ma jutro pójść ze swoim cv, co zrobić do jedzenia, żeby było tanio i zdrowo, ile szalików i czapek musiałaby zrobić i sprzedać, żeby opłacić wszystkie zaległe należności. Było to tak nudne i męczące, że natychmiast kiedy dotknęła klamki wyobraziła sobie jak mgła wraca do lasu, do kamienia, na którym siedzi staruszka, wpełza jej na kolana, a potem na ramiona i po chwili wrasta w głowę, z powrotem zamieniając się we włosy.
- Jak to nic? Nawet szczotki? – staruszka wzdycha rozczarowana – No dobrze, trudno, ale nic to i tak coś. To znaczy, że gdziekolwiek jesteś, wiesz o mnie, że o mnie myślisz. Myślisz teraz o mnie dziewczyno? – pyta staruszka w głowie Leny, co jest wystarczająco, żeby straciła ochotę na snucie opowieści w myślach na całą resztę wieczoru.
- Myślisz czy nie, nie ważne. I tak do nas przyjdziesz, prędzej czy później. Jestem stara, nauczyłam się czekać cierpliwie jak kamień. Mgła to nie jedyny sposób. Masz drzewa za oknem, prawda? Takie, które mogą spojrzeć na ciebie, kiedy śpisz i opowiedzieć gdzie leży twoje ciało, kiedy śnisz o starym lesie – mówi staruszka i zaczyna dłubać długim patykiem w ziemi pełnej korzeni.
"Skoro się raz założy wodór z jego zadziwiającymi właściwościami i doda do tego prawa natury, dalszy przebieg wydaje się wręcz konieczny(...). Cud zawarty jest w warunkach wyjściowych."
Avatar użytkownika
Arvika żeńska
Królowa Ynci
Królowa Ynci
 
Posty: 1748
Reputacja: 1733

Reklama

Re: Aaaby zmotywować się do regularnego pisania

Postprzez Arvika » 28 mar 2012, o 21:41

Pół godziny pisania - to wszystko co dziś wycisnęłam z lenia i chociaż dziś dla odmiany wydaje mi się, że to głupi pomysł, żeby upubliczniać coś, co nie było odłożone na miesiąc do szuflady po skończeniu, żeby przeprowadzić ostrą autokorektę, no ale jeśli coś działa należy robić to dalej, a na razie jakoś piszę, chociaż po kawałeńku. Kawałeniek z dziś wygląda tak:

Lena zawsze była bardzo ciekawa, co jej się przyśni. Dlatego lubiła spać – w nocy mogła naprawdę doświadczyć historii ze swojej głowy. Tej nocy znalazła się na spokojnym bezkresnym morzu. Płynęła po nieruchomej tafli na swoim łóżku. Wszystko było na swoim miejscu – prześcieradło w kwiaty, szydełkowy miś, zielony, poduszka, czarna, kołdra termofor i kilka koców, dokładnie tak, jak na jawie. Woda była ciemna i głęboka. Chlupała cicho o deskę wezgłowia. Niebo jasne i wysokie, bez jednej chmurki i bez słońca, a jednak jasne i błękitne. Co za nudny sen. Lena wychyliła się nad brzegiem materaca i spojrzała w wodę. Pod powierzchnią, głęboko, przepływał zatopiony las. Między drzewami, na dnie, coś błyszczało. Lena wychyliła się jeszcze bardziej żeby widzieć dokładniej, wyciągnęła nawet rękę, ale zawahała się. Sama nie wiedziała czemu, ale nie chciała dotykać wody. Błysk pojawił się znowu i tym razem dziewczyna mogła zobaczyć jego źródło. Po dnie przechadzała się kobieta w wielkiej połyskliwej pelerynie. Kiedy tylko Lena ją zobaczyła sama została zauważona. Postać rozłożyła ręce i uniosła się w stronę powierzchni.
- Witaj, czekałam na ciebie – powiedziała kobieta w pelerynie kiedy wynurzyła się obok łóżka. Była niesamowicie piękna, na twarzy nosiła porcelanową, białą maskę, a dłonie miała niesamowicie długie i szczupłe. Jak to piękna, w masce i cała schowana pod peleryną? Lena spojrzała jeszcze raz na postać kroczącą majestatycznie po wodzie obok łóżka. Ano tak to. Piękna i tyle. Przecież to tylko sen.
- Podoba ci się moja kraina? Patrz jak tu spokojnie, bezpiecznie, ciepło. Woda jest wszędzie, nie spotkasz tu niczego złego – powiedziała kobieta w masce.
- Na pewno wszędzie jest tylko woda? – Lena spojrzała w głębinę na zatopiony las. – Bo wiesz, myślę że miło byłoby czasem gdzieś przycumować.

Telefon dzwonił na szafce obok łóżka. Lena otrząsnęła się z resztek snu i odebrała.
- Cześć słoneczko, mam wieści. – rozległ się wesoły głos Ewy, koleżanki ze studiów – szukają kogoś u mnie w firmie na zastępstwo, jedna dziewczyna na macierzyński poszła.
- Zaczekaj Ewuś chwilę – Lena usiadła na łóżku i zaczęła szukać kapci
- No nie mów, że spałaś! Już dwunasta prawie!
- Eeee, tak. Spałam. Wiesz, łatwo się przestawić jak się nie musi wstawać. Ja tam zawsze wolałam kłaść się później i jakoś tak wyszło, że ostatnio nie zasypiam przed trzecią.
- Ja właśnie o tym, że jak chcesz, to możesz musieć wstawać. Wakat. W firmie. Złóż tylko cv, ja zadbam o odpowiedni PR, zresztą i bez mojej pomocy miałabyś duże szanse.
- Dobrze Ewuś złożę. Ale nie dziś, dobrze?
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? Praktycznie proponuję ci pracę, bo wiem że szukasz, a ty mówisz, że nie dziś? Rekrutacja jest tylko do końca tygodnia. Nie ma czasu, decydujesz się, albo nie.
- Zadzwonię do ciebie jutro ok? Mam rozmowę o 13, zobaczymy jak mi pójdzie, jeśli kiepsko to przybiegnę do ciebie z cv.
- Zadzwonisz. Jasne. No to trzymaj się. – Ewa skończyła rozmowę nie czekając nawet na do widzenia. Telefon zamilkł, jakby się obraził.
- Tak naprawdę nie mam jutro żadnej rozmowy. Po prostu nie wiem, czy chcę przyjąć od ciebie taką pomoc. Nie chcę okazać się niewystarczająco dobra, żeby znaleźć sobie pracę sama. - powiedziała Lena do głuchej słuchawki i położyła się z powrotem.
"Skoro się raz założy wodór z jego zadziwiającymi właściwościami i doda do tego prawa natury, dalszy przebieg wydaje się wręcz konieczny(...). Cud zawarty jest w warunkach wyjściowych."
Avatar użytkownika
Arvika żeńska
Królowa Ynci
Królowa Ynci
 
Posty: 1748
Reputacja: 1733

Re: Aaaby zmotywować się do regularnego pisania

Postprzez Arvika » 29 mar 2012, o 22:23

Kiedy naprawdę nie miała siły zmierzyć się ze światem wymyślała sobie przyjaciela. Kogoś, kto nigdy nie powie „weź się w garść”. To taka głupia rzecz do powiedzenia, bo przecież gdyby mogła tak zwyczajnie wziąć się w garść, nie leżałaby w łóżku w południe wymyślając sobie przyjaciela. To proste.
- Niesamowite, że tylu ludzi na to zupełnie nie wpada, prawda? – zapytał Moo idealnym głosem Alana Rickmana. Lena poczuła się mocno zaskoczona. Nie takich dźwięków spodziewała się po niewielkim, skrzydlatym stworze ze świecącą kulką na końcu długiego, ruchliwego ogona. Ale czy ktokolwiek mógłby narzekać na taki głos?
- Niesamowite. Pewnie to dlatego, że większość ludzi uważa, że cokolwiek dzieje się w głowach innych nie jest tak do końca prawdziwe. Śmieszne, że uważają za prawdziwe rzeczy, które mają we własnych, jak wspomnienia czy uczucia.
- To było głębokie.
- Spadaj, nie jesteś tutaj, żeby mi potakiwać. – Lena rozejrzała się. W koło były stare, nagie drzewa. Mimo, że w koło panował półmrok, jakby właśnie zapadał zmierzch zauważyła, że wyrastały z czegoś dziwnego. Całe podłoże składało się ze zszarzałej i wyblakłej wełny. Małych fragmentów robótek, w połowie wykorzystanych motków, niedokończonych rękawów, splątanych i zbitych, ale wciąż bardziej sprężystych niż normalna ziemia. – właściwie to mógłbyś mi powiedzieć gdzie jest tutaj.
- W lesie. To przecież oczywiste. W tym lesie, który wymyśliłaś wczoraj. Chociaż właściwie nie wymyśliłaś, nadałaś mu wygląd, równie dobrze mógł być miastem, albo melodią. Tak, zdecydowanie mógłby być, gdybyś tylko była bardziej słuchowcem. Widzisz, każdy przedstawia sobie te rzeczy po swojemu, gdyby twój mózg lepiej przyswajał dźwięki ten las pewnie byłby cichą smutną melodią z czającym się gdzieś w tle hałasem, który bardzo powoli narasta. No ale ty rozumiesz świat przez czucie i ruch, więc masz miejsce po którym możesz chodzić. Bez sensu moim zdaniem. Prościej byłoby mieć wszystko na miejscu. – Moo westchnął i poskrobał się po porośniętej czarną szczeciną głowie.
- Co mieć na miejscu, żeby co konkretnie było prostsze? Nie lubię zagadek, sprawiają, że czuję się głupia. – Lena była zrezygnowana, najwyraźniej nawet we własnej głowie nie mogła się czuć tego dnia dobrze.
- Chodźmy. Musisz najpierw wiedzieć co tu się dzieje, żeby to co mam ci do powiedzenia miało jakikolwiek sens. To niedaleko, wystarczy, że wejdziemy na pagórek i zobaczysz. – Moo rozwinął skrzydła i wystartował biegając w kółko i trzepocząc nimi szaleńczo – jak się roześmiejesz, to cię tu zostawię. Wiem jak to wygląda, ale nie jest zabawne. Ani trochę.
- Spokojnie, nie będę się z ciebie śmiać. Właściwie to zachowuję się bardzo podobnie kiedy wstanę zbyt wcześnie, czyli tak przed dziesiątą. – Lenna ruszyła za lecącym stworem. Moo nie poruszał się zbyt szybko, leciał z wysiłkiem, a świecąca kula na jego ogonie chwiała się na wszystkie strony zostawiając za sobą ledwie widoczny króciutki ślad z błyszczącego złotawo pyłku. Po sprężystej wełnie szło się szybko i wygodnie, więc Lena była naprawdę zaskoczona, kiedy natknęła się na coś kanciastego w szarawym kolorze podłoża. To była książka. Ze zbitej wełny wystawało na kilka centymetrów opasłe tomiszcze w bardzo twardej oprawie, to onie właśnie rozbiła sobie mały palec u lewej nogi.
- Nie pytaj teraz o nic, chodźmy, to już tylko kilka kroków. I nie przejmuj się, tu ciągle znajdują się takie rzeczy. Dobrze, że to nie był tamborek z wpiętymi igłami do haftowania, albo nożyczki. – Moo zatoczył koło nad jej głową i poleciał dalej w górę łagodnego stoku wzgórza. Usiadł na drzewie kilka metrów od miejsca, gdzie Lena nadal masowała obolałą stopę. – No chodź, jeśli wejdziesz na to drzewo zobaczysz już stąd, jesteśmy blisko szczytu.
- Myślisz, że dam radę? Jest bardzo wysokie. – Lena zaczęła szukać uchwytów, drzewo było powyginane, pełne dziupli, do których musiałaby wsunąć rękę, żeby wejść na samą górę, gdzie Moo intensywnie czochrał grzbietem o najwyższą gałąź. W każdej z takich ciemnych dziur mogły się czaić tabuny tamborków z igłami do haftowania.
- Oczywiście, że dasz radę, przecież to twoje własne drzewo. Cholera, w tej wełnie chyba zalęgły się jakieś pchły, czy coś. Albo linieję. Nie mogłaś wymyślić mnie bez futra? Swoją drogą zanim znowu wpadniesz na pomysł, że twój towarzysz ma latać przeczytaj coś o konstrukcji skrzydeł i aerodynamice, bo te są specjalnie stworzone do uprzykrzania mi życia. Nie widziałaś nigdy nietoperza? Przecież wyglądam bardziej jak latająca wiewiórka, a one tylko szybują z drzewa na drzewo. Nie latają. Nie tak naprawdę. – podczas gdy Moo marudził Lena wspięła się na jego wysokość. Usiadła okrakiem na ostatnim solidnym konarze i podrapała Moo po grzbiecie.
- No to co chciałeś mi pokazać?
- Spójrz w tamtą stronę, tylko nie przestawaj drapać – pokazał lewym skrzydłem kierunek z którego przyszli. Najpierw dziewczyna nie do końca rozumiała o co mu chodzi. Czubki drzew rosnących niżej trochę zasłaniały jej widok, więc zdecydowała, że wstanie. Ostrożnie ustawiła stopy na konarze i złapała się chwiejnej gałęzi ciut wyżej. I bardzo dobrze, bo niezbyt daleko od nich było wielkie czarne jezioro, na którego widok zakręciło jej się w głowie. Las schodził do brzegu, ale nie kończył się na nim. Kolejne drzewa niknęły pod wodą. Miejscami, tam, gdzie były pagórki, z czarnej wody wystawały prawie całe korony, ale im dalej sięgała wzrokiem tym było ich mniej i mniej, aż w końcu, w oddali zobaczyła wielki, płaski przestwór wody. Dokładnie taki jak w swoim śnie, w którym pływała w łóżku po oceanie.
- No więc gdyby las był melodią, to właśnie byłby hałas. – powiedział Moo i wrócił do czochrania się o korę. Słusznie przewidywał, że przez dłuższą chwilę nie ma co liczyć na drapanie.
- Ono rośnie, prawda? Cały czas powoli rośnie. – właściwie nie musiała pytać. Wiedziała, bo pewne rzeczy wie się od razu. Czarne jezioro powoli, ale nieubłaganie zatapiało las.
"Skoro się raz założy wodór z jego zadziwiającymi właściwościami i doda do tego prawa natury, dalszy przebieg wydaje się wręcz konieczny(...). Cud zawarty jest w warunkach wyjściowych."
Avatar użytkownika
Arvika żeńska
Królowa Ynci
Królowa Ynci
 
Posty: 1748
Reputacja: 1733

Re: Aaaby zmotywować się do regularnego pisania

Postprzez 4jola » 30 mar 2012, o 22:13

Jutro doczytam,aj promys.Początek jest już fajny.Umiesz pisać,juz Ci to mówiłam.
"My,z matką twoją,rasizmowi mówimy twarde i zdecydowane: raczej nie !"

"-Zamknijcie się sierżancie.Jesteście wolnym trollem.To rozkaz."
Avatar użytkownika
4jola
Pani Palm
 
Posty: 5360
Reputacja: 6042

Re: Aaaby zmotywować się do regularnego pisania

Postprzez Arvika » 2 kwi 2012, o 20:43

- Czy można coś z tym zrobić? To nie może się tak po prostu dziać. Czy jest ktoś, kto może to zatrzymać? Przecież jeśli cały ten las utonie, ty też utoniesz, prawda Moo? – To pytanie powstrzymało stwora przed drapaniem się po prawym skrzydle. Westchnął ciężko i przez chwilę milczał, jakby zastanawiał się ile może powiedzieć.
- Bardzo nie chcę zginąć. Chociaż wiem, że i tak prędzej czy później przestaniesz o mnie myśleć i wtedy tak czy inaczej czeka mnie koniec. Ale zamierzam zrobić wszystko co tylko się da, żeby go choć trochę odsunąć. Dlatego teraz jesteśmy na drzewie. Wiesz, że wszystkie drzewa w tym lesie należą do pewnej staruszki? – Moo popatrzył na Lenę, tylko przez chwilę, jakby nie był pewien co dalej zrobić. – Ona tu idzie. Kiedy dotknęłaś drzewa dowiedziała się, że gdzie jesteś. Powie ci co zrobić, żeby wzgórza były wystarczająco wysokie. Nie miałem innego pomysłu jak przetrwać trochę dłużej.
- Moo, to nie brzmi za dobrze. To trochę tak, jakbyś zwabił mnie tu podstępem – Lena odsunęła się od stwora na ile tylko pozwalała jej niewygodna pozycja na konarze, ale Moo nie wyglądał groźnie, raczej jakby był bardzo smutny i zawstydzony. – O co zamierza mnie poprosić staruszka?
- Będzie lepiej jeśli sama ci wytłumaczę – powiedziała stojąca na ścieżce pod drzewem starowinka. Ta sama, która splatała mgłę z włosów.
- Ale ja chciałem jeszcze... – Moo nie zdążył skończyć zdania. Staruszka nadęła policzki i dmuchnęła mocno w jego stronę, a przestraszony stwór poleciał w stronę czarnego jeziora.
- Co robisz! Zostaw go w spokoju! – krzyknęła Lena i zaczęła schodzić z drzewa, żeby stawić czoła dziwnej kobiecie.
- Och nic. Nic co nie działoby się samo. Widzisz, wszyscy tu jesteśmy skazani na zagładę. A to dlatego, że ty coraz bardziej i bardziej podnosisz poziom wody. – staruszka spokojnie obserwowała, jak po tych słowach Lena straciła kontrolę nad własnym ciałem i spadła z najniższej gałęzi na sprężystą, ubitą wełnę. – Mały tchórzliwy Moo ci nie powiedział? Widzę, że muszę wyjaśnić wszystko od początku. Ale żebyś mi uwierzyła musisz na mnie spojrzeć. Popatrz na mnie, dziewczyno. – staruszka odgarnęła włosy a spod nich wychynęła twarz babci Hani. Lena zaniemówiła. Nawet nie próbowała wstać. Babcia Hania nie żyła już od kilku lat.
"Skoro się raz założy wodór z jego zadziwiającymi właściwościami i doda do tego prawa natury, dalszy przebieg wydaje się wręcz konieczny(...). Cud zawarty jest w warunkach wyjściowych."
Avatar użytkownika
Arvika żeńska
Królowa Ynci
Królowa Ynci
 
Posty: 1748
Reputacja: 1733

Re: Aaaby zmotywować się do regularnego pisania

Postprzez 4jola » 2 kwi 2012, o 21:50

No i po moich obietnicach.Wczoraj skończyłam pracę o 2 w nocy.Praca dla projektantów co raz bardziej przypomina mi pracę sapera-nie znasz dnia ani godziny.
Alicjo,dajesz do przodu!
"My,z matką twoją,rasizmowi mówimy twarde i zdecydowane: raczej nie !"

"-Zamknijcie się sierżancie.Jesteście wolnym trollem.To rozkaz."
Avatar użytkownika
4jola
Pani Palm
 
Posty: 5360
Reputacja: 6042

Re: Aaaby zmotywować się do regularnego pisania

Postprzez Motopompa » 2 kwi 2012, o 22:18

Si, si, dajesz dalej, bo chciałbym wreszcie doczytać do momentu kiedy dojdę do wniosku: "że to już" i będę mógł skomentować :P
Nie jest tak, że my, używając naszych mózgów, snujemy nasze opowieści, ale to nasze mózgi, używając opowieści, snują nas.
~ Daniel Dennett
♪♫♪♪♫•☼ ☾*♪♫.☮♡♪ (✿◠‿◠)♫❀♡♪♫•ღ♪♫•♪☾♫♪♪♫♡♡
Avatar użytkownika
Motopompa męska
Corvvin jest mądra i śliczna!!
 
Posty: 5675
Lokalizacja: Castelldefels
Reputacja: 5786

Re: Aaaby zmotywować się do regularnego pisania

Postprzez Nobby Nobs » 3 kwi 2012, o 17:56

Świetne! Chcę więcej!
Moment płynięcia łóżkiem po oceanie niczym scena z filmu Tima Burtona - przynajmniej w oczach mojej wyobraźni.
Pisz, pisz i nie rezygnuj. Wierzymy w Ciebie.

Arvika napisał(a):ale za to czasem, spacerując nocą mówiła do sama do siebie.


Niepotrzebne do.
Dlaczego płaczesz kopciuszku?
Bo zgubiłam szklany pantofelek. A teraz roztrzaskam ten drugi, by nikt nigdy nie dowiedział się, że należał do mnie.
Ale dlaczego? Dlaczego niszczysz bajkę?
Bo w życiu jest miejsce dla królewny i miejsce dla kopciuszka.
Avatar użytkownika
Nobby Nobs żeńska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1262
Lokalizacja: okolice Kielc
Reputacja: 1047

Re: Aaaby zmotywować się do regularnego pisania

Postprzez Arvika » 4 kwi 2012, o 07:09

- Kot odgryzł ci język dziewczyno? – staruszka trzęsła się lekko ze śmiechu.
- Nie jesteś moją babcią. Ona nigdy nie zrobiłaby tego Moo. – nie umiała wydusić z siebie niczego innego. Pod bezbarwnym jasnym niebem, poznaczona cieniami spoglądała na nią twarz babci, ale nie wyglądała tak ciepło i opiekuńczo jak Lena chciałaby ją pamiętać.
- Nie możesz wiedzieć na pewno. To było tylko kilka lat temu, a i tak zostały ci po niej tylko opowieści o dobrej babuni. Zgubiłaś prawdziwą osobę, żeby opowiadać sobie bajki. No ale czemu się dziwić, przecież prawie nie pamiętasz nawet własnej twarzy. A ja dostaję wszystko co znika w szczelinach pamięci. Kiedy topisz w czarnej wodzie połowę, o której nie chcesz nigdy więcej myśleć, reszta dostaje się tutaj. Czemu kiedy wymyślasz historie nigdy nie wiadomo jak wygląda główna bohaterka? – Lena nie potrafiła odpowiedzieć, myślała, że tak to jest, kiedy wymyśla się historie o sobie. Jak to jak wygląda główna bohaterka? Jak ona, to proste. Czyli właściwie jak? Od czego miałaby zacząć opisywanie siebie? Od ciemnoblond włosów związanych w niedbały kok? Od rozczłapanych traperów na ciut za dużych stopach? Co to może mieć wspólnego z lasem pożeranym przez zimną ciemną wodę? - Bo utopiłaś swój nos, mieliśmy tu wtedy niezły potop, a za nim odeszła do lasu reszta twojej twarzy. Czasem ją noszę, ale niewygodnie się oddycha przez usta. – siwe włosy staruszki poruszyły się jak węże i wpełzły na twarz, poruszały się tam przez chwilę gwałtownie, jakby odbywały gody, albo pastwiły się nad ofiarą, Lena wiedziała co zobaczy, kiedy się cofną, ale i tak wyrwało jej się ciche westchnienie, kiedy spojrzały na nią ciemnoszare oczy. Dziwna kobieta nie była już stara, po pomarszczonej twarzy babci nie było nawet śladu. Wąska twarz z małymi ustami o wiecznie wygiętych lekko do góry kącikach była gładka i bez wątpienia jej własna. Tylko na miejscu nosa ziała ciemna plama połyskliwej wody. Powinien tam być wielki sępi nochal, którego nie znosiła tak bardzo. Kiedy była dużo młodsza dzieciaki przezywały ją „trąba”. Ale czy nie przezywały każdego trochę bardziej zamyślonego i zamkniętego w sobie dziecka?
- No dobrze, skoro wiesz już co się dzieje, teraz powiem ci co musisz zrobić, żeby uratować wszystkie dobre rzeczy, które zgubiłaś niechcący topiąc wszystko co niewygodne. Widzisz, one zawsze przychodzą parami, jak nos i reszta twarzy, ale te złe zajmują więcej miejsca w twojej głowie, więc woda podnosi się szybciej niż mogę budować wzgórza. To bardzo proste. Gdzieś tutaj wala się podręcznik do fizyki, możesz sprawdzić, im coś cięższe tym bardziej podnosi poziom wody. A z niektórymi rzeczami było ci naprawdę ciężko. Dlatego musisz dać mi przewagę. Coś co jest tylko dobre, ale zapomnisz o tym i zostawisz tutaj, żebym mogła wyprzedzić przybierającą wodę. Niewiele masz w sobie rzeczy wystarczająco dużych, żeby wyniosły las poza zasięg wody na zawsze. Ale jedną masz na pewno. Zostawisz tu swoją wyobraźnię, a wtedy cały las podniesie się do góry, albo nigdy stąd nie wyjdziesz, więc nie będziesz miała niczego więcej do utopienia. Tak czy inaczej przetrwamy.



Za brak korekty przepraszam - taki minus wrzucania na bieżąco, na pewno tekst byłby lepszy, gdybym skończyła go i zostawiła na miesiąc nieczytany, do późniejszych poprawek i szlifowania - u siebie na komputerze usunęłam już całą masę zbędnych zaimków, myślę, że w późniejszym czasie opowiadanie czeka dalsze cięcie i łatanie, bo napięcie rozkłada mi się raczej na te odcinki, a nie tak jak powinno być w tekście rozłożone. No i jak zawsze piszę zbyt skrótowo, podając za dużo informacji na raz, więc ostateczna wersja za jakieś dwa miesiące może się poważnie różnić - no ale gdyby nie to wrzucanie na bieżąco mogłabym stracić motywację i nie skończyć tego wogóle.
Czekają na napisanie jeszcze ze dwa kawałki, nie wiem kiedy je wrzucę, ze względu na awarię internetu, święta i nadgodziny.
"Skoro się raz założy wodór z jego zadziwiającymi właściwościami i doda do tego prawa natury, dalszy przebieg wydaje się wręcz konieczny(...). Cud zawarty jest w warunkach wyjściowych."
Avatar użytkownika
Arvika żeńska
Królowa Ynci
Królowa Ynci
 
Posty: 1748
Reputacja: 1733

Re: Aaaby zmotywować się do regularnego pisania

Postprzez Arvika » 4 kwi 2012, o 22:09

Lena słuchała w milczeniu. Słowa odbijały się od niej nie docierając do środka. Bardzo dużo słów, bo przecież była we własnej głowie a tak bardzo, bardzo lubiła słowa. Dzięki nim można było uniknąć działań. Wstała i ruszyła w stronę wody zostawiając za plecami staruszkę z młodą twarzą, nie dbając czy ma jeszcze coś do powiedzenia. Kok podskakiwał jej na karku kiedy ze złości kopała wystające korzenie. Usta zacisnęła w wąziutką bladą kreskę. Nad brzegiem czekała na nią piękna postać w błyszczącym płaszczu.
- Wiedziałam, że do mnie przy... – Lena wbiła palce w oczy maski i szarpnęła. Daleko za jej plecami, w lesie, rozległ się wrzask bólu i wściekłości. Płaszcz stracił blask i rozsypał się w stertę wyblakłych wełnianych strzępków. Zapadła cisza. Wszystko zamarło. Powoli, ostrożnie, żeby nie spłoszyć myśli, która nieśmiało zaczęła kiełkować jej w głowie dziewczyna podniosła ręce do twarzy. Delikatnie dotykała czoła, powiek, przez chwilkę wahała się, ale wiedziała już dokładnie co musi zrobić. Nos był na miejscu, taki sam jak zawsze, duży, lekko garbaty. To wcale nie był zły nos. Barbra Streisand miała większy. No przynajmniej w szerz. Przecież nie mógł wyglądać tak źle. Lena nachyliła się nad lustrem wody i roześmiała się w głos. To była jej twarz, z takim właśnie nosem. Trochę blada i zmęczona, ale jej własna. Dotknęła czubka nosa językiem, zrobiła zeza i rozdęła nozdrza, a potem roześmiała się jeszcze raz, kiedy woda zaczęła opadać. Centymetr po centymetrze pojawiało się coraz więcej suchego lądu. Dawno zatopione dolinki pokazywały swoje zakamarki blademu niebu po raz pierwszy od niepamiętnych czasów. Pojawiały się wcześniej zatopione drzewa i tkwiące w wełnie przedmioty. Lena przyglądała im się uważnie, aż znalazła to, czego szukała. Pod srebrzystym, bezlistnym jesionem kuliła się niewielka włochata postać.
- Witaj ponownie Moo. Patrz, co udało mi się zdziałać. A to wszystko dzięki tobie. – usiadła obok stwora i przeczesała jego mokre futro palcami. – Bo wiesz, gdyby nie ty nie wpadłabym akurat teraz na pomysł, że lubi się naprawdę tylko to, co można zobaczyć całe, z wszystkimi wadami i zaletami.
- To było głębokie. – powiedział Moo i oboje się roześmiali, bo nic innego nie było już do zrobienia oprócz śmiechu.

W barze było duszno i trochę za gorąco, ale za to przytulnie. Dwie koleżanki rozmawiały popijając piwo i sypiąc w koło okruszkami krakersów przy każdym wybuchu wesołości.
- Wiesz, byłam pewna, że nie zadzwonisz. Nie wiem czemu, ale tak to brzmiało, kiedy rozmawiałyśmy wtedy przez telefon. – powiedziała Ewa i skubnęła ciastko, licząc że tym razem uda jej się zjeść całe, zanim parsknie śmiechem.
- Ja też – przyznała Lena – nie miałam wtedy żadnej rozmowy, po prostu głupio mi było przyznać się, że sobie nie radzę. Myślałam, że to nie wiem jaki wstyd skorzystać z pomocy. No dobra, to był trochę wstyd, ale tylko dlatego, że wywaliłam się na progu biegnąc z tym cv, żeby zdążyć zanim wyjdziesz z pracy.
- Przynajmniej zrobiłaś wrażenie na wejściu – obie zarechotały sypiąc krakersowym gradem po stoliku. – O matko. Idę po jeszcze jedno piwo, chcesz też?
- A mam czerwony nos? Bo jak nie, to mogę pić dalej.
- No to możesz, twój nos jest w porządku jak zawsze – Ewa wstała od stolika zostawiając Lenkę samą z jej leniwymi myślami. Wszystko było na swoim miejscu, a przynajmniej tak blisko, jak to akurat możliwe. Przez okno wpadał strumień światła zamieniając drobinki kurzu w błyszczący, złotawy pyłek i rozświetlając beżowy pompon leżącego na pustym krześle szalika. Gdyby ktoś przyjrzał mu się bliżej zobaczyłby, że pompon jest końcówką ogona wydzierganego na szaliku czarnego, włochatego stwora.



Za miesiąc lub dwa obiecuję wersję drugą, poprawioną. Na razie tekst idzie leżakować w czeluściach. No to teraz już można komentować. Chociaż wcześniej też było można, nie wiem czemu by nie ;)
"Skoro się raz założy wodór z jego zadziwiającymi właściwościami i doda do tego prawa natury, dalszy przebieg wydaje się wręcz konieczny(...). Cud zawarty jest w warunkach wyjściowych."
Avatar użytkownika
Arvika żeńska
Królowa Ynci
Królowa Ynci
 
Posty: 1748
Reputacja: 1733

Re: Aaaby zmotywować się do regularnego pisania

Postprzez Arvika » 10 kwi 2012, o 19:23

No dobrze, wersja scalona i odrobinę podretuszowana. Dziękuję za wszelkie otrzymane wsparcie. Oczywiście będę przy nim dłubać i zmieniać po jednym wyrazie co miesiąc przez kolejny rok, ale z dokładnością do dwunastu słów, to ostateczna wersja. Endżojcie:


Każdy kto czasem chodzi nocą po mieście wie, że późną jesienią, albo wczesną wiosną drzewa wyglądają inaczej. W dzień nie do końca to widać, przez korony przebija się wyblakły błękit nieba czy kłęby chmur i to one, zamiast liści albo śniegu, otulają i łagodzą szorstkość powyginanych gałęzi. Nocą, w pomarańczowym świetle latarni, drzewo składa się ze skręconych ciasno cieni i dalekiego, tkwiącego głęboko pod ziemią wspomnienia o wielkiej nieprzebytej puszczy, której miejsce zajęły teraz ulice i domy. Można by pomyśleć, że każde drzewo sięga do tego wspomnienia i idąc błyszczącym, mokrym od niedawnego deszczu chodnikiem przemierza się duszę lasu – niewidoczną, ale prawdziwą dzięki obecności swoich ostatnich potomków. Lena na pewno mogła tak pomyśleć. Była właśnie taką osobą, która widząc strzępki mgły pełzające po ziemi opowiada sobie historię o staruszce siedzącej gdzieś daleko, w sercu zapomnianego matecznika, czeszącej siwe, długie włosy. I o tym co dokładnie staruszka mówi przędąc mgłę z tych, które zostały na szczotce:
- Oddaję włosy na wiatr, szepty na wiatr, myśli na wiatr, znajdźcie mi tą dziewczynę, zwiążcie mi tą dziewczynę, sprowadźcie mi tą dziewczynę. I może jeszcze nową szczotkę, ta się już zupełnie do niczego nie nadaje. Ale najpierw dziewczynę. – staruszka schyla się w wyobraźni Leny i może jeszcze gdzieś indziej, powoli, jedną ręką trzymając się kamienia na którym siedzi. Z drugiej wypuszcza na ziemię kłębuszki włosów, które rozplatają się i rozwiewają w smugi mgły, pełzające i ciekawskie jak świeżo wyklute węże.
- Skryj mnie w nocy, z włosów oczy dziś nie znajdą nic. – powiedziała Lena na głos. Bo taką właśnie była osobą. Mówiącą czasem głośno kawałki swoich opowieści. Owszem, miała nieopłacony od dwóch miesięcy czynsz i poobgryzane paznokcie, ale za to czasem, spacerując nocą mówiła sama do siebie.
- To chyba nie brzmi tak dobrze jak mi się wydawało. Nawet w mojej własnej głowie – powiedziała Lena i przyspieszyła. Do samych drzwi mieszkania głowę zaprzątały jej wyłącznie praktyczne rzeczy: dokąd ma jutro pójść ze swoim cv, co zrobić do jedzenia, żeby było tanio i zdrowo, ile szalików i czapek musiałaby sprzedać, żeby opłacić wszystkie zaległe rachunki. Czyli sprawy tak nudne i męczące, że natychmiast kiedy dotknęła klamki wyobraziła sobie jak mgła wraca do lasu, do kamienia, na którym siedzi staruszka, podpełza na kolana, a potem na ramiona i po chwili wrasta w głowę, z powrotem zamieniając się we włosy.
- Jak to nic? Nawet szczotki? – staruszka wzdycha rozczarowana – No dobrze. Trudno. Nic to i tak coś. Znaczy, że gdziekolwiek jesteś, wiesz o mnie, myślisz o mnie. Myślisz teraz o mnie dziewczyno? – pyta staruszka w głowie Leny, co jest wystarczająco dziwne, żeby straciła ochotę na snucie opowieści w myślach na całą resztę wieczoru.
- Myślisz czy nie, nie ważne. I tak do nas przyjdziesz, prędzej czy później. Jestem stara, nauczyłam się czekać cierpliwie jak kamień. Mgła to nie jedyny sposób. Masz drzewa za oknem, prawda? Takie, które mogą spojrzeć na ciebie nocą i opowiedzieć gdzie leży twoje ciało, kiedy śnisz o starym lesie – mówi staruszka i kreśli długim patykiem wzory w ziemi pełnej korzeni.

Lena zawsze była bardzo ciekawa, co jej się przyśni. Dlatego lubiła spać – w nocy mogła naprawdę żyć w opowieściach. Tej nocy znalazła się na spokojnym bezkresnym morzu. Płynęła po nieruchomej tafli na swoim łóżku. Wszystko było na swoim miejscu – prześcieradło w kwiaty, szydełkowy miś - zielony, poduszka - czarna, kołdra, termofor i kilka koców. Dokładnie tak, jak na jawie. Woda była ciemna i głęboka. Chlupała cicho o deskę wezgłowia. Niebo jasne i wysokie, bez jednej chmurki i bez słońca, a jednak świetliste i błękitne. Co za nudny sen. Lena wychyliła się nad brzegiem materaca i spojrzała w dół. Pod powierzchnią, głęboko, przepływał zatopiony las. Między drzewami, na dnie, coś błyszczało. Lena wychyliła się jeszcze bardziej żeby widzieć dokładniej, wyciągnęła nawet rękę, ale zawahała się. Sama nie wiedziała czemu, ale nie chciała dotykać wody. Błysk pojawił się znowu i tym razem dziewczyna mogła zobaczyć jego źródło. Po dnie przechadzała się kobieta w wielkiej połyskliwej pelerynie. Kiedy tylko Lena ją zobaczyła, sama została zauważona. Postać rozłożyła ręce i uniosła się w stronę powierzchni.
- Witaj, czekałam na ciebie – powiedziała kobieta w pelerynie kiedy wynurzyła się obok łóżka. Była niesamowicie piękna. Na twarzy nosiła porcelanową, białą maskę, a dłonie miała dziwnie długie i szczupłe. Jak to piękna, w masce i cała schowana pod peleryną? Lena spojrzała jeszcze raz na postać kroczącą majestatycznie po wodzie obok łóżka. Ano tak to. Piękna i tyle. Przecież to tylko sen.
- Podoba ci się moja kraina? Patrz jak spokojnie, bezpiecznie, ciepło. Woda jest wszędzie, nie spotkasz niczego złego – powiedziała kobieta w masce.
- Na pewno wszędzie jest tylko woda? – Lena spojrzała w głębinę na zatopiony las. – Bo wiesz, myślę że miło byłoby czasem gdzieś przycumować.

Telefon dzwonił obok łóżka. Lena otrząsnęła się z resztek snu i odebrała.
- Cześć słoneczko, mam wieści. – rozległ się wesoły głos Ewy, koleżanki ze studiów – szukają kogoś u mnie w firmie na zastępstwo, koleżanka na macierzyński poszła.
- Zaczekaj Ewuś chwilę – Lena usiadła na łóżku i zaczęła szukać kapci
- Lenka! Nie mów, że spałaś! Już dwunasta prawie!
- Eeee, tak. Spałam. Wiesz, łatwo się przestawić jak się nie musi wstawać. Ja tam zawsze wolałam kłaść się później i jakoś tak wyszło, że ostatnio nie zasypiam przed trzecią.
- Ja właśnie o tym, że jak chcesz, to możesz musieć wstawać. Wakat. W firmie. Złóż tylko cv, ja zadbam o odpowiedni PR, zresztą i bez mojej pomocy miałabyś duże szanse.
- Dobrze Ewuś złożę. Ale nie dziś, dobrze?
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? Praktycznie proponuję ci pracę, bo wiem że szukasz, a ty mówisz, że nie dziś? Rekrutacja jest tylko do końca tygodnia. Nie ma czasu, decydujesz się, albo nie.
- Zadzwonię do ciebie jutro ok? Mam rozmowę o 13, zobaczymy jak mi pójdzie, jeśli kiepsko to przybiegnę do ciebie z cv.
- Zadzwonisz. Jasne. No to trzymaj się. – Ewa skończyła rozmowę nie czekając aż Lena się pożegna. Telefon zamilkł, jakby się obraził.
- Tak naprawdę nie mam jutro żadnej rozmowy. Po prostu nie wiem, czy chcę przyjąć od ciebie taką pomoc. Nie chcę okazać się niewystarczająco dobra, żeby znaleźć sobie pracę sama. - powiedziała Lena do głuchej słuchawki i położyła się z powrotem.

Kiedy naprawdę nie miała siły zmierzyć się ze światem wymyślała sobie przyjaciela. Kogoś, kto nigdy nie powie „weź się w garść”. To taka głupia rzecz do powiedzenia, przecież gdyby mogła tak zwyczajnie wziąć się w garść, nie leżałaby w łóżku w południe wymyślając sobie przyjaciela. To proste.
- Niesamowite, że tylu ludzi na to zupełnie nie wpada, prawda? – zapytał Moo idealnym głosem Alana Rickmana. Lena poczuła się mocno zaskoczona. Nie takich dźwięków spodziewała się po niewielkim, skrzydlatym stworze ze świecącą kulką na końcu długiego, ruchliwego ogona. Ale czy ktokolwiek mógłby narzekać na taki głos?
- Niesamowite. Pewnie to dlatego, że większość ludzi uważa, że cokolwiek dzieje się w głowach innych nie jest tak do końca prawdziwe. Śmieszne, że uważają za prawdziwe rzeczy, które mają we własnych, jak wspomnienia czy uczucia.
- To było głębokie. – Moo przymknął okrągłe złociste oczy i oparł się o omszały pniak, jakby zamierzał kontemplować słowa przez następną godzinę.
- Spadaj, nie jesteś tutaj, żeby mi potakiwać. – Lena roześmiała się i poczochrała stwora po kępce dłuższej sierści na czubku głowy. W okolicy rosły stare nagie drzewa. Mimo, że panował półmrok, jakby właśnie zapadał zmierzch zauważyła, że wyrastały z czegoś dziwnego. Całe podłoże składało się ze zszarzałej i wyblakłej wełny. Małych fragmentów robótek, w połowie wykorzystanych motków, niedokończonych rękawów, splątanych i zbitych, ale wciąż bardziej sprężystych niż normalna ziemia. – właściwie to mógłbyś mi powiedzieć gdzie jest tutaj.
- W lesie. To przecież oczywiste. W tym lesie, który wymyśliłaś wczoraj. Chociaż właściwie nie wymyśliłaś, nadałaś mu wygląd, równie dobrze mógł być miastem, albo melodią. Tak, zdecydowanie mógłby być, gdybyś tylko większą wagę przykładała do dźwięków. Widzisz, każdy przedstawia sobie te rzeczy po swojemu, ten las pewnie mógłby być cichą smutną melodią z czającym się gdzieś w tle hałasem, który bardzo powoli narasta. No ale ty rozumiesz świat przez czucie i ruch, więc masz miejsce po którym możesz chodzić. Bez sensu moim zdaniem. Prościej byłoby mieć wszystko na miejscu. – Moo westchnął i poskrobał się po porośniętej czarną szczeciną skroni.
- Co mieć na miejscu, żeby co konkretnie było prostsze? Nie lubię zagadek, sprawiają, że czuję się głupia. – Lena była zrezygnowana, najwyraźniej nawet we własnej głowie nie mogła się czuć tego dnia dobrze.
- Chodźmy. Musisz najpierw wiedzieć co tu się dzieje, żeby to co mam ci do powiedzenia miało jakikolwiek sens. To niedaleko, wystarczy, że wejdziemy na pagórek i zobaczysz. – Moo rozwinął skrzydła i wystartował biegając w kółko i trzepocząc nimi szaleńczo – jak się roześmiejesz, to cię tu zostawię. Wiem jak to wygląda, ale nie jest zabawne. Ani trochę.
- Spokojnie, nie będę się z ciebie śmiać. Właściwie to zachowuję się bardzo podobnie kiedy wstanę zbyt wcześnie, czyli tak przed dziesiątą. – Lenna ruszyła za lecącym stworem. Moo nie poruszał się zbyt szybko, leciał z wysiłkiem, a świecąca kula na jego ogonie chwiała się na wszystkie strony zostawiając za sobą ledwie widoczny króciutki ślad z błyszczącego złotawo pyłku. Po sprężystej wełnie szło się szybko i wygodnie, więc Lena była naprawdę zaskoczona, kiedy natknęła się na coś kanciastego. To była książka. Ze zbitej wełny wystawało na kilka centymetrów opasłe tomiszcze w bardzo twardej oprawie, o którą właśnie rozbiła sobie mały palec u lewej nogi.
- Nie pytaj teraz o nic, chodźmy, to już tylko kilka kroków. I nie przejmuj się, tu ciągle znajdują się takie rzeczy. Dobrze, że to nie tamborek z wpiętymi igłami do haftowania, albo nożyczki. – Moo zatoczył koło nad jej głową i poleciał dalej w górę łagodnego stoku wzgórza. Usiadł na drzewie kilka metrów od miejsca, gdzie Lena nadal masowała obolałą stopę. – No chodź, jeśli wejdziesz na to drzewo zobaczysz już stąd, jesteśmy blisko szczytu.
- Myślisz, że dam radę? Jest bardzo wysokie. – Lena zaczęła szukać uchwytów, drzewo było powyginane, pełne dziupli, do których musiałaby wsunąć rękę, żeby wejść na samą górę, gdzie Moo intensywnie czochrał grzbietem o najwyższą gałąź. W każdej z takich ciemnych dziur mogły się czaić tabuny tamborków z igłami do haftowania.
- Oczywiście, że dasz radę, przecież to twoje własne drzewo. W tej wełnie chyba zalęgły się jakieś pchły, czy coś. Albo linieję. Nie mogłaś wymyślić mnie bez futra? Swoją drogą zanim znowu wpadniesz na pomysł, że twój towarzysz ma latać przeczytaj coś o konstrukcji skrzydeł i aerodynamice, bo te są specjalnie stworzone do uprzykrzania mi życia. Nie widziałaś nigdy nietoperza? Przecież wyglądam bardziej jak latająca wiewiórka, a one tylko szybują z drzewa na drzewo. Nie latają. Nie tak naprawdę. – podczas gdy Moo marudził Lena wspięła się na jego wysokość. Usiadła okrakiem na ostatnim solidnym konarze i podrapała Moo po grzbiecie.
- No to co chciałeś mi pokazać?
- Spójrz w tamtą stronę, tylko nie przestawaj drapać – pokazał lewym skrzydłem kierunek z którego przyszli. Najpierw nie do końca rozumiała o co mu chodzi. Czubki drzew rosnących niżej trochę zasłaniały jej widok, więc zdecydowała, że wstanie. Ostrożnie ustawiła stopy na konarze i złapała się chwiejnej gałęzi ciut wyżej. I bardzo dobrze, bo niezbyt daleko od nich rozpościerało się wielkie czarne jezioro, na którego widok zakręciło jej się w głowie. Las schodził do brzegu, ale nie kończył się na nim. Kolejne drzewa niknęły pod wodą. Miejscami, tam, gdzie były pagórki, z czarnej wody wystawały prawie całe korony, ale im dalej sięgała wzrokiem tym było ich mniej i mniej, aż w końcu, w oddali zobaczyła wielki, płaski przestwór wody. Dokładnie taki jak we śnie, w którym pływała w łóżku po oceanie.
- No więc gdyby las był melodią, to właśnie byłby hałas. – powiedział Moo i wrócił do czochrania się o korę. Słusznie przewidywał, że przez dłuższą chwilę nie ma co liczyć na drapanie.
- Ono rośnie, prawda? Cały czas powoli rośnie. – właściwie nie musiała pytać. Wiedziała, bo pewne rzeczy wie się od razu. Czarne jezioro powoli, ale nieubłaganie zatapiało las.

- Czy można coś z tym zrobić? To nie może się tak po prostu dziać. Czy jest ktoś, kto może to zatrzymać? Przecież jeśli cały ten las utonie, ty też utoniesz, prawda Moo? – To pytanie powstrzymało stwora przed drapaniem się po prawym skrzydle. Westchnął ciężko i przez chwilę milczał, jakby zastanawiał się ile może powiedzieć.
- Bardzo nie chcę zginąć. Chociaż wiem, że i tak prędzej czy później przestaniesz o mnie myśleć i wtedy tak czy inaczej czeka mnie koniec, bo istnieję tylko tu, w twojej głowie. Ale zamierzam zrobić wszystko co tylko się da, żeby go choć trochę odsunąć. Dlatego teraz jesteśmy na drzewie. Wiesz, że wszystkie drzewa w tym lesie należą do pewnej staruszki? – Moo popatrzył na Lenę, tylko przez chwilę, jakby nie był pewien co dalej zrobić. – Ona tu idzie. Kiedy dotknęłaś drzewa dowiedziała się, że gdzie jesteś. Powie ci co zrobić, żeby wzgórza były wystarczająco wysokie. Nie miałem innego pomysłu jak przetrwać trochę dłużej.
- Moo, to nie brzmi za dobrze. To trochę tak, jakbyś zwabił mnie tu podstępem – Lena odsunęła się od stwora na ile tylko pozwalała jej niewygodna pozycja na konarze, ale Moo nie wyglądał groźnie, raczej jakby był bardzo smutny i zawstydzony. – O co zamierza mnie poprosić staruszka?
- Będzie lepiej jeśli sama ci wytłumaczę – powiedziała stojąca na ścieżce pod drzewem starowinka. Ta sama, która splatała mgłę z włosów.
- Ale ja chciałem jeszcze... – Moo nie zdążył skończyć zdania. Staruszka nadęła policzki i dmuchnęła mocno w jego stronę, a przestraszony stwór poleciał w kierunku czarnego jeziora.
- Co robisz! Zostaw go w spokoju! – krzyknęła Lena i zaczęła schodzić z drzewa, żeby stawić czoła dziwnej kobiecie.
- Och nic. Nic co nie działoby się samo. Widzisz, wszyscy tu jesteśmy skazani na zagładę. A to dlatego, że oraz bardziej i bardziej podnosisz poziom wody. – staruszka spokojnie obserwowała, jak po tych słowach Lena straciła kontrolę nad własnym ciałem i spadła z najniższej gałęzi na sprężystą, ubitą wełnę. – Mały tchórzliwy Moo ci nie powiedział? Widzę, że muszę wyjaśnić wszystko od początku. Ale żebyś mi uwierzyła musisz na mnie spojrzeć. Popatrz na mnie, dziewczyno. – staruszka odgarnęła włosy a spod nich wychynęła twarz babci Hani. Lena zaniemówiła. Nawet nie próbowała wstać. Babcia Hania nie żyła od kilku lat.

- Kot odgryzł ci język dziewczyno? – staruszka trzęsła się lekko ze śmiechu.
- Nie jesteś moją babcią. Ona nigdy nie zrobiłaby tego Moo. – nie umiała wydusić z siebie niczego innego. Pod bezbarwnym jasnym niebem, poznaczona cieniami spoglądała na nią twarz babci, ale nie wyglądała tak ciepło i opiekuńczo jak Lena chciałaby ją pamiętać.
- Nie możesz wiedzieć na pewno. To było tylko kilka lat temu, a i tak zostały ci po niej tylko opowieści o dobrej babuni. Zgubiłaś prawdziwą osobę, żeby opowiadać sobie bajki. No ale czemu się dziwić, przecież prawie nie pamiętasz nawet własnej twarzy. A ja dostaję wszystko co znika w szczelinach pamięci. Kiedy topisz w czarnej wodzie połowę, o której nie chcesz więcej myśleć, reszta dostaje się tutaj. Czemu kiedy wymyślasz historie nigdy nie wiadomo jak wygląda główna bohaterka? – Lena nie potrafiła odpowiedzieć. Myślała, że tak to jest, kiedy wymyśla się historie o sobie. Jak to jak wygląda główna bohaterka? Jak ona, to proste. Czyli właściwie jak? Od czego miałaby zacząć opisywanie siebie? Od ciemnoblond włosów związanych w niedbały kok? Od rozczłapanych tenisówek na ciut za dużych stopach? Co to może mieć wspólnego z lasem pożeranym przez zimną ciemną wodę?
- Bo utopiłaś swój nos. Mieliśmy tu wtedy niezły potop. Za nim odeszła do lasu reszta twojej twarzy. Czasem ją noszę, ale niewygodnie się oddycha przez usta. – siwe włosy staruszki poruszyły się jak węże i wpełzły na twarz, poruszały się tam przez chwilę gwałtownie, jakby odbywały gody, albo pastwiły się nad ofiarą, Lena wiedziała co zobaczy, kiedy się cofną, ale i tak wyrwało jej się ciche westchnienie, kiedy spojrzały na nią ciemnoszare oczy. Dziwna kobieta nie była już stara, po pomarszczonej twarzy babci nie było nawet śladu. Wąska twarz z małymi ustami o wiecznie wygiętych lekko do góry kącikach była gładka i bez wątpienia jej własna. Tylko na miejscu nosa ziała ciemna plama połyskliwej wody. Powinien tam być wielki sępi nochal, którego nie znosiła tak bardzo. Kiedy była dużo młodsza dzieciaki przezywały ją „trąba”. Ale czy nie przezywały każdego trochę bardziej zamyślonego i zamkniętego w sobie dziecka?
- No dobrze, skoro wiesz już co się dzieje, teraz powiem ci co musisz zrobić, żeby uratować wszystkie dobre rzeczy, które zgubiłaś niechcący topiąc wszystko co niewygodne. Widzisz, one zawsze przychodzą parami, jak nos i reszta twarzy, ale te złe zajmują więcej miejsca w twojej głowie, więc woda podnosi się szybciej niż mogę budować wzgórza. To bardzo proste. Gdzieś tutaj wala się podręcznik do fizyki, możesz sprawdzić, im coś większe tym bardziej podnosi poziom wody. A niektóre rzeczy zajmowały bardzo dużo miejsca w twoich myślach. Dlatego musisz dać mi przewagę. Coś co jest tylko dobre, ale zapomnisz o tym i zostawisz tutaj, żebym mogła wyprzedzić przybierającą wodę. Niewiele masz w sobie rzeczy wystarczająco dużych, żeby wyniosły las poza zasięg wody na zawsze. Ale jedną masz na pewno. Zostawisz tu swoją wyobraźnię, a wtedy cały las podniesie się do góry, albo nigdy stąd nie wyjdziesz, więc nie będziesz miała niczego więcej do utopienia. Tak czy inaczej przetrwamy. –

Lena słuchała w milczeniu. Słowa odbijały się od niej nie docierając do środka. Bardzo dużo słów, bo przecież była we własnej głowie a tak bardzo, bardzo lubiła słowa. Dzięki nim można było uniknąć działań. Wstała i ruszyła w stronę wody zostawiając za plecami staruszkę z młodą twarzą, nie dbając czy ma jeszcze coś do powiedzenia. Kok podskakiwał jej na karku kiedy ze złości kopała wystające korzenie. Usta zacisnęła w wąziutką bladą kreskę. Nad brzegiem czekała na nią piękna postać w błyszczącym płaszczu.
- Wiedziałam, że do mnie przy... – Lena wbiła palce w oczy maski i szarpnęła. Daleko za jej plecami, w lesie, rozległ się wrzask bólu i wściekłości. Płaszcz stracił blask i rozsypał się w stertę wyblakłych wełnianych strzępków. Zapadła cisza. Wszystko zamarło. Powoli, ostrożnie, żeby nie spłoszyć myśli, która nieśmiało zaczęła kiełkować jej w głowie dziewczyna podniosła ręce do twarzy. Delikatnie dotykała czoła, powiek, przez chwilkę wahała się, ale wiedziała już dokładnie co musi zrobić. Nos był na miejscu, taki sam jak zawsze, duży, lekko garbaty. To wcale nie był zły nos. Barbra Streisand miała większy. No przynajmniej w szerz. Przecież nie mógł wyglądać tak źle. Lena nachyliła się nad lustrem wody i roześmiała się w głos. To była jej twarz, z takim właśnie nosem. Trochę blada i zmęczona, ale jej własna. Dotknęła czubka nosa językiem, zrobiła zeza i rozdęła nozdrza, a potem roześmiała się jeszcze raz, kiedy woda zaczęła opadać. Centymetr po centymetrze pojawiało się coraz więcej suchego lądu. Dawno zatopione dolinki pokazywały swoje zakamarki blademu niebu po raz pierwszy od niepamiętnych czasów. Wyłaniały się wcześniej zatopione drzewa i tkwiące w wełnie przedmioty. Lena przyglądała im się uważnie, aż znalazła to, czego szukała. Pod srebrzystym, bezlistnym jesionem kuliła się niewielka włochata postać.
- Witaj ponownie Moo. Patrz, co udało mi się zdziałać. A to wszystko dzięki tobie. – usiadła obok stwora i przeczesała jego mokre futro palcami. – Bo wiesz, gdyby nie ty nie wpadłabym akurat teraz na pomysł, że lubi się naprawdę tylko to, co można zobaczyć całe, z wszystkimi wadami i zaletami.
- To było głębokie. – powiedział Moo i oboje się roześmiali, bo nic innego nie było już do zrobienia oprócz śmiechu.

W barze było duszno i trochę za gorąco, ale za to przytulnie. Dwie koleżanki rozmawiały popijając piwo i sypiąc w koło okruszkami krakersów przy każdym wybuchu wesołości.
- Wiesz Lenka, byłam pewna, że nie zadzwonisz. Nie wiem czemu, ale tak to brzmiało, kiedy rozmawiałyśmy wtedy przez telefon. – powiedziała Ewa i skubnęła ciastko, licząc że tym razem uda jej się zjeść całe, zanim parsknie śmiechem.
- Ja też – przyznała Lena – nie miałam wtedy żadnej rozmowy, po prostu głupio mi było przyznać się, że sobie nie radzę. Myślałam, że to nie wiem jaki wstyd skorzystać z pomocy. No dobra, to był trochę wstyd, ale tylko dlatego, że wywaliłam się na progu biegnąc z tym cv, żeby zdążyć zanim wyjdziesz z pracy.
- Przynajmniej zrobiłaś wrażenie na wejściu – obie zarechotały sypiąc krakersowym gradem po stoliku. – O matko. Idę po jeszcze jedno piwo, chcesz też?
- A mam czerwony nos? Bo jak nie, to mogę pić dalej.
- No to możesz, twój nos jest w porządku jak zawsze – Ewa wstała od stolika zostawiając Lenkę samą z jej leniwymi myślami. Wszystko było na swoim miejscu, a przynajmniej tak blisko, jak to akurat możliwe. Przez okno wpadał strumień światła zamieniając drobinki kurzu w błyszczący, złotawy pyłek. Drobinki wirowały dookoła beżowego pompona leżącego na pustym krześle szalika. Gdyby ktoś przyjrzał mu się bliżej zobaczyłby, że pompon jest końcówką ogona starannie wydzierganego czarnego włochatego stwora.
"Skoro się raz założy wodór z jego zadziwiającymi właściwościami i doda do tego prawa natury, dalszy przebieg wydaje się wręcz konieczny(...). Cud zawarty jest w warunkach wyjściowych."
Avatar użytkownika
Arvika żeńska
Królowa Ynci
Królowa Ynci
 
Posty: 1748
Reputacja: 1733

Re: Aaaby zmotywować się do regularnego pisania

Postprzez agadu » 24 kwi 2012, o 18:57

Super:)
Świetne malarskie opisy, no i ta prośba o nową szczotkę...:)
Ale, ponieważ łatwiej mi przyczepić się niż komplementować, masz w PW przegląd zapomnianych przecinków, prawdopodobnie niekompletny.
agadu żeńska
Mag IV stopnia
 
Posty: 553
Reputacja: 1594


Powrót do Wieża sztuk

Vimes przyciągnął Detrytusa do siebie, chociaż w rezultacie okazało się, że przyciągnął siebie do Detrytusa.

Na glinianych nogach, dodał(a) grace

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron