pardon,
alez konstruktywnie z przyjemnoscia. hmm wyszlo przypadkiem (bywam tu wielce rzadko i ostatnio zbierajac sie w pospiechu do wyjscia nie zauwazylam ze nieopatrznie w eter poszedl tak haniebnie niekonstruktywny post, shame on me shame on me)
a teraz na poważnie. w ramach kostruktywnego zadoscuczynienia napisze w koncu skad sie tu wzielam, co dotad nie nastapilo. (tu poprosze o fanfary:)
no z googli, skądinąd.. juz od zdaje sie dwoch lat, czy cos kolo tego, błąkam sie po plaskim swiecie, a zaczelo sie od checi sprawdzenia, jaki to znowu nieprawdopodobny szit literacki może byc wydawany w tak koszmarnie pstrokatej okladce. No i wpadlam.. od pierwszego rozdziału:) i nie uznaje pratchettow w innych niz Kirby'ego okladkach.
a byl to Kolor Magii, ktory ktostam kiedystam pozyczyl mojej siostrze. zaiste przypadek rządzi losem ludzkim. obecnie mam juz na koncie okolo 15 juz przeczytanych i zamiar zabrania sie za serie o johnnym m.
poza tym chadzam do liceum plastycznego w zduńskiej woli, slucham rocka wszelakiego (ostatnio indie:) ogladam monty pythona i bawie sie programami do grafiki.
chyba starczy. a tak na sylwestra-niech bog kaca bedzie z wami
