A teraz dochodzi do reszty argumentów jeszcze to że może dojść do zbiegu okoliczności typu "zły czas, złe miejsce, zła osoba", ktoś sobie przypadkiem przechodził, zwijają go, do ciupy, na krzesło i siup (uproszczenie [duże]), a dzień po egzekucji znajdują prawdziwego sprawcę "tejtamtejzbrodni" i teraz co tu zrobić z tym poprzednim? Przeprosić, zapłacić za pogrzeb i dać rodzince na piwo? Bo obawiam się że za takie coś nie byłoby odpowiedniego wynagrodzenia, niektórych rzeczy nie można cofnąć, dlatego nie należy ich dokonywać... Generalnie zabicie kogoś to coś czego się po prostu nie robi. Czy osoba z poglądami typu "Dżon" więdząc że dana osoba kogoś zamordowała, podszedłby do niej i zaszlachtował "bo ona zabiła"? I nie ma tu żadnej różnicy egzekucja - zabicie kogoś w odwecie za zabicie kogoś, trup=trup, matematyka. Odnośnie statystyki - pomijając złotą myśl "Na pewno wiesz, że znamy małe kłamstwa, duże kłamstwa i statystykę...", to zakładając że statystyka to na prawdę opinia tylu ludzi co w stanie rzeczywistym - i tak nie ma to znaczenia, to żę nienormalne przyjeło dużo osób nie koniecznie oznacza że stało się normą, to że większość coś mówi nie znaczy że to jest prawda, zwycięzca (większość) może dyktować warunki, ale jeżeli uznaje coś złego za prawidłowe, to to nie staje się dobrym, po prostu wkłada płaszcz prawa.
Kurde ale zamotało mi się...

