przez Dicey Reilly » 9 cze 2011, o 20:55
Klejenie vol. 10
W końcu nastąpiła decydująca chwila, w której Enrico Basilic odważył się obrać trzy pomarańcze. Niestety, ku jego zdziwieniu zaczęło padać pod kątem prostym i znowu nie mógł obrać tych nikczemnych krasnali ogrodowych z odzienia wierzchniego oraz co cenniejszej biżuterii jarmarcznej. Zawziął się aż pot ściekał mu z brzucha, jak tłusta modelka, a woskowina którą się szczycił z powodu konsystencji brano za zaprawę do betonu, lub za tężejący cement, który śmierdział podobnie do otoczenia w jakim zwykli przebywać starsi nieumarli wraz z tymi młodszymi, którzy śmierdzieli nieco mniej rażąco niż stado rozpasłych polityków z jakiegokolwiek sejmu którzy bynajmniej nie odstawali od standardów zapachowych i umysłowych panujących w Lancre.
Tak więc usiadł w kącie i skulił się niby jeż, którego przecież przelecieć się nie da. A nawet gdyby ktoś znalazł sposób byłoby to niezwykle ciekawe i absorbujące przeżycie, którego nikt nigdy z pewnych względów nie powtórzy iż gdyż jeden raz to już cała scena w fikołku czyli o jedną za dużo. Zatem w obliczu sytuacji po rozważeniu wszystkich możliwości nie ogarniając ogromu bagna, z którego wystawał czubek czyjegoś organu, służącego jeżom do pewnych momentami trudnych a wstydliwych akcji związanych z naturalnymi próbami dłubania w rożnych otworach ciała astralnego, zemdlał sobie.
Ciotka wzruszyła ramionami i zemdlała dla towarzystwa. Towarzystwo zaś zadzwoniło z wiadomością że tuż obok planuje niewielki, aczkolwiek efektowny pokaz garnków Zepter.
Nikt nie przyszedł ze względu na fakt

Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.