Już dawno nie kleiłam. Tym razem nie wymagało to takiej gimnastyki umysłowej jak ostatnio

Coraz lepiej wam idzie.
Klejenie vol. IX
Ciocia zastanowiła się i rzekła:
- Gdzie się podziała ta patelnia? Chciałam wszak wykopać rów dla miłych gości, gdyż upał doskwiera, a niemieckie samochody potrafią wkurzyć. Patelnia się zatem przyda i na upał i na deszcz, a nawet na gradobicie pytań, które padły, padają albo dopiero padną na wznak z przejedzenia wiedzą.
Ciocia westchnęła i usiadła na ziemi po czym stwierdziła:
- Drzewa pochyliły się w prochu przed wschodem księżyca, będzie parno i nie fajnie przez co wszystkie duńskie filmy o fikołkach komary i muchy, a także niezidentyfikowane obiekty latające pochodzące skądinąd, z całkiem innego filmu przyrodniczego o zupełnie czym innym, niż miłość orangutanów która nigdy nie splatonizowana, niczym platan jest wbrew naturze. Otóż te wszystkie rzeczy nazywane w gramatyce rzeczownikami przeszły do historii jako nic nie znaczące małe pomarańczowe obiekty, które dyndały pomiędzy dwiema mikroskopijnymi gałązkami wierzby i cichutko wydzwaniały godziny.
Zadowolona Ciotaka
(?
)uśmiechnęła się i mruknęła pod nosem do swoich wąsów.
- Gdybym tylko mogła zjadłabym kabanosa z musztardą i frytki do tego, i popić oranżadą pomarańczową z mnóstwem chrupiących części niewiadomego pochodzenia i ze świeżymi szczerzujami pokrytymi lepkim cynamonowym i niesłychanie skutecznym w obie strony specyfikiem, będącym zarazem emanacją monarchii Austro-Węgierskiej. piegi i dwa nierówne
Niestety nie mogła, bo przyszedł do niej Enrico Basilice, co ma łysą potylicę, piegi i dwa nierówne włosy w nosie. Żadna z tych wad nie przeszkadzała mu bynajmniej w czarowaniu wszystkich dam i niektórych mężczyzn, zwłaszcza wytworniej ubranych w kalesony z krótkimi powiewającymi frędzelkami w paski potocznie w dawnej Polsce nazywanymi kutasikami. Zrobiło się niebezpiecznie ze względu na wysokie stężenie alkoholu, który pochodził z nielegalnego importu wprost z tajemniczej, prywatnej wyspy pewnego tajemniczego typka, w gruncie rzeczy gotowego na spotkanie z tajemniczym importerem, nawet jak lata na miotle.
W końcu nastąpiła decydująca chwila, w której Enrico Basilic odważył się obrać trzy pomarańcze. (Dorzuciłam własne trzy grosze żeby była kropka:))