Wieża sztuk

Krótka Ballada o Matkach by Marek_Sobczak

Twórczość własna naszych forumowiczów

Krótka Ballada o Matkach by Marek_Sobczak

Postprzez Marek_Sobczak » 4 kwi 2011, o 10:45

Skoro wszyscy się chwalą swoją twórczością to i ja spróbuję :)
To jedno z pierwszych opowiadań z 2005 roku. Głupie niesłychanie, ale mam do niego sentyment.
Zapraszam do lektury.


Frank był moim najlepszym kumplem. Raz nawet pożyczył mi dwa złote na piwo. Dziwne, bo ja przecież nie piję. To świadczyło jednak tylko o jego niesłychanie dobrym sercu. Byłem pewny, że Frank oddałby mi swoje stare nieużywane skarpety, gdybym go tylko ładnie poprosił. Dla mnie najważniejszy był fakt, że mogliśmy pracować razem jako prywatni detektywi. Nasza spółka nazywała się „Frank sp. zoo”. W nazwie Frank to był Frank, a mnie przypadło zoo. I tak byłem z siebie dumny, gdyż te kilka liter było moim wkładem w działalność tego wspaniałego człowieka.
Pewnego dnia, kiedy siedzieliśmy razem w fotelu (Frank lubił brać mnie na kolana i mówić wiele miłych rzeczy) zadzwonił telefon.
-Telefon dzwoni! – stwierdził nieomylnie Frank wstając i zrzucając mnie z kolan. Uwielbiałem tę jego bystrość umysłu i zdolności dedukcyjne.
Frank zdecydowanym ruchem podniósł słuchawkę. Po chwili zorientował się, że trzeba ją trzymać odwrotnie, wykonał precyzyjny zamach i rozpoczął rozmowę. Okazało się, że to pomyłka.
-To pomyłka! – Powiedział Frank i odłożył słuchawkę.
-A kto dzwonił? – zapytałem trochę wścibsko.
-To moja matka – spuścił głowę Frank. Nie wspominał matki zbyt dobrze. Kiedy był jeszcze małym chłopcem wysyłała go na lekcje baletu klasycznego, ubierając w różowe rajstopki. To załamało jego psychikę. Z rozpaczy chciał nawet zapisać się do Samoprzepony – najgłupszej partii w Sejmie. Na szczęście poczuł powołanie i został detektywem.
Frank wtulił się w moje ramiona i zaczął płakać jak dziecko. Kiedy pogłaskałem go po głowie i powiedziałem, że wszystko będzie dobrze puścił mnie, usiadł w fotelu, włożył kciuk do ust, zwinął się w kłębuszek i cichutko kwilił.
Kilka minut później do pokoju weszła niezwykła wprost kobieta. Długie nogi, delikatna cera, ponętny biust, cudowne, głębokie spojrzenie, pełne usta, blond włosy i bijący od niej urok osobisty – niestety nie posiadała ani jednej z tych cech. Za to o jej obecności świadczył zapach taniego wina i zeszłorocznej ryby. Ubrana był skąpo. Nie miała butów, skarpet, spódnicy, swetra, bluzki, beretu, ani niczego innego. Jednym słowem była goła.
-Pani jest naga! – stwierdził nieomylny Frank, który zerwał się z fotela i nie namyślając się długo wyjął z szuflady stare nieużywane skarpety i podał je nieznajomej.
-Co panią do mnie sprowadza? – pytał Frank zastanawiając się która skarpeta jest lewa, a która prawa.
-Zostałam napadnięta. – odparła kobieta głosem podobnym do basu Piworettiego – To musiał być zamach na moje życie.
-Dlaczego pani tak sądzi? – wtrąciłem się do rozmowy.
-Tak napisali w liście porywacze – odpowiedziała kobieta wskazując pomiętą kartkę papieru. Frank zaczął czytać, a ja zastanawiałem się skąd nieznajoma wyciągnęła list.
-Znienacka…- wytrącił mnie z rozmyślań krzyk kobiety – skoczył na mnie i ogłuszył. Kiedy się ocknęłam ugryzłam go w… hmm… rękę i wyrwałam mu się.
-Przeczytałem ten list i wnioskuję z tego, że porywacz jest mężczyzną, w średnim wieku, posiadającym nienaganną opinię w społeczeństwie, o ciemnych włosach i niebieskich oczach. Jego znakiem szczególnym jest pieprzyk pod lewą pachą.
-Jak udało ci się do tego dojść mój drogi Franku? – zapytałem jak zwykle zaskoczony i zmieszany zdolnościami mojego partnera.
-Otóż to było prostsze niż myślisz – odparł – ten list to ksero dwóch pierwszych stron dowodu osobistego porywacza. To nam na pewno ułatwi poszukiwania. Mamy już jego dane łącznie z adresem i numerem buta.
-Odpalajmy naszego Mercedesa i ruszajmy na spotkanie z tym złym i brzydkim porywaczem! – wykrzyknąłem podniecony wizją sławy i bogactwa. – Szable w dłoń!!!
W naszym garażu nie znaleźliśmy żadnego Mercedesa. Nawet zwykłego Malucha nie było. Wtedy uświadomiłem sobie, że my przecież nie mamy samochodu.
-Mój drogi słabo opłacany wspólniku – powiedział Frank – przecież my nie mamy samochodu. Byłem zdumiony bystrością jego umysłu.
-Frank mam wrażenie… - zacząłem
-Że czytam w twoich myślach? Nie sądzę. Poza tym co może być ciekawego w książce z nie zapisanymi kartkami?
Nie byłem pewien czy Frank mnie czasem nie obraża, ale przyznałem mu rację. W końcu ruszyliśmy do dzielnicy willowej, gdzie pod numerem 13 miał ukrywać się porywacz. Frank poświecił się i przez całą drogę niósł kobietę na rękach, a ja jak zwykle niosłem Franka na barana. Byłem dumny z jego poświęcenia.
Kiedy dotarliśmy na miejsce powiedziałem do mojego partnera:
-Coś tu nie gra Frank! On natychmiast zorientował się w sytuacji i stwierdził:
-Masz rację przyjacielu. To radio nie gra. – Frank znów wykazał się sokolim wzrokiem.
Wtedy stało się coś strasznego. Nieznajoma kobieta wyciągnęła kuszę (ciekawe skąd?) i wycelowała w mojego partnera.
-Co pani robi?! – krzyknąłem najgłośniej i najokrutniej jak umiem.
-Strzelam baranie! – jej gruby głos rozniósł się echem po pustym domu.
Dopiero wtedy zauważyłem, że to nie dom tylko sala baletowa. Zaczynałem wszystko rozumieć.
Nieznajoma w końcu zdenerwowała się i strzeliła. Na szczęście nie trafiła, bo Frank zrobił błyskawiczny unik. Zawsze podziwiałem jego sprawność fizyczną. On był po prostu gibki. Nieznajoma jednak w końcu dopięła swego. Związała nas razem i przykuła ręce do grzejnika. W innych okolicznościach to byłoby nawet przyjemne, ale nie w tym momencie. Kobieta stanęła przed nami i spojrzała na nas dziko. Frank znal to spojrzenie. Kojarzyło mu się z domem.
- Pokaż nam swoje prawdziwe oblicze wiedźmo! – krzyknął zdenerwowany Frank – No co mamusiu? To porwanie wymyśliłaś jedynie po to, by mnie tu zwabić?
- Masz rację. Ale teraz jest już za późno. – Matka Franka zdjęła maskę. To co ujrzałem było straszne! W końcu zrozumiałem przez co musiał przechodzić mój przyjaciel.
- Teraz będziesz tańczył dla mnie całe noce i dnie. Matka-Monstrum wyjęła (skąd?) różowe rajstopki. To był za duży cios dla Franka…
Następnego dnia w Radiu podano, że w okolicach doków znaleziono zwłoki kobiety nie możliwe do zidentyfikowania. Frank siedział wtulony w moje ramiona. W kącie leżały małe różowe rajstopki…
We’re all stories in the end. Just make it a good one!
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 3122
Lokalizacja: Oxford
Reputacja: 5264

Reklama

Re: Krótka Ballada o Matkach by Marek_Sobczak

Postprzez nanny_ogg » 4 kwi 2011, o 13:19

:lol: Punkty jak zwykle dodam ci jutro :clap: Rozłożyłeś mnie dokumentnie tym opowiadankiem Marku :mrgreen: No to do dzieła zapodaj kolejne...
Everything in life I share, except of course my teddy bear.
Avatar użytkownika
nanny_ogg żeńska
Plantopecha
 
Posty: 2903
Lokalizacja: Albion...
Reputacja: 3912

Re: Krótka Ballada o Matkach by Marek_Sobczak

Postprzez dagmarab » 4 kwi 2011, o 15:06

:clap: ciekawa koncepcja
"Celem całości jest być całością"
Avatar użytkownika
dagmarab żeńska
Profesor NU
 
Posty: 914
Reputacja: 419

Re: Krótka Ballada o Matkach by Marek_Sobczak

Postprzez Anima Vilis » 4 kwi 2011, o 19:44

Nie mam pojęcia co napisać..abstrakcja? groteska? różowe rajstopki? Twoja głowa to naprawdę ciekawe miejsce
Obrazek
- A kiedy zaczyna się sztuka współczesna?
- Od 2 promili
Avatar użytkownika
Anima Vilis żeńska
Jednoosobowy kabaret
 
Posty: 4481
Lokalizacja: nadal Europa
Reputacja: 5103

Re: Krótka Ballada o Matkach by Marek_Sobczak

Postprzez Marek_Sobczak » 4 kwi 2011, o 20:04

nanny_ogg napisał(a)::lol: Punkty jak zwykle dodam ci jutro :clap: Rozłożyłeś mnie dokumentnie tym opowiadankiem Marku :mrgreen: No to do dzieła zapodaj kolejne...

Nianiu jesteś pierwszą kandydatką na groupies, nawet bez punktów. Dziękuję za uznanie. To tylko dzięki temu, że jak już ustaliliśmy mamy podobne poczucie humoru.
dagmarab napisał(a)::clap: ciekawa koncepcja

Zgadza się. Wymyślona przeze mnie parę lat temu i prawie rok kontynuowana na łamach gazety z którą współpracowałem - "Nad Wisłokiem"
Anima Vilis napisał(a):Nie mam pojęcia co napisać..abstrakcja? groteska? różowe rajstopki? Twoja głowa to naprawdę ciekawe miejsce

Dość ciekawe muszę przyznać :)
Ale myślałem, że do tego już się wszyscy przyzwyczaili. Widać jeszcze ciągle nie. Powoli się prostuje moja skrzywiona psyche (dzięki mojej pani). Ale jeszcze przebłyski jej ciemnych zakamarków pozostają.
To jeszcze z innej beczki. To tekst dla zespołu Steal Velvet - "Moneta", z ich najnowszej, tegorocznej płyty, mojego autorstwa. Rytm prosty, niby rymy, ale z muzyką dobrze brzmi.

"Moneta"
Ciężkie powieki, ręce trzęsą się,
Znów muszę uciec, uciec przed dniem.
Nieraz wyprawa bardzo męcząca jest,
I wiem, że jutro nie obudzę się.

Szukam wciąż drogi i nie jeden błąd
Popełniłem, lecz zapamiętałem go.
Ciężka to droga, nie ma przebacz, trzeba iść,
W kieszeni moneta kierunek wskaże mi.

Nie jedno źródło czerpać będę mógł.
Nie jedną rozkosz jeszcze poznam.
Wiem, że i w ogień przyjdzie skakać mi.
I z wielu jeszcze spadnę skał.

W głowie pustka, zakurzyła cały świat,
Przeklęty zegar wybija rytmy jak kat.
To mnie podpala, to bije raz po raz,
Na podróż do gwiazd, nadszedł już czas.

Nie jedno źródło czerpać będziesz mógł,
Nie jedną rozkosz jeszcze poznasz,
Wiedz, że i w ogień przyjdzie skakać ci,
I z wielu jeszcze spadniesz skał.



We’re all stories in the end. Just make it a good one!
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 3122
Lokalizacja: Oxford
Reputacja: 5264

Re: Krótka Ballada o Matkach by Marek_Sobczak

Postprzez nanny_ogg » 5 kwi 2011, o 11:56

A gdzie kolejne opowiadanko Marku :?: :roll: Jeśli chodzi o tekst, pewnie fajny, ale tu będę patriotką familijno-lokalną i dla mnie najpiękniejsze są lyrics by my son... ;)
Everything in life I share, except of course my teddy bear.
Avatar użytkownika
nanny_ogg żeńska
Plantopecha
 
Posty: 2903
Lokalizacja: Albion...
Reputacja: 3912

Re: Krótka Ballada o Matkach by Marek_Sobczak

Postprzez Marek_Sobczak » 5 kwi 2011, o 12:42

No to teraz coś z zupełnie innej beczki. Opowiadanie to spisałem słuchając opowieści barmana z Siekierezady - Rafała, który opowiadał o stałych bywalcach. Kto był w Bieszczadach wie o co chodzi. W takich miejscach przydaje się moja abstynencja, bo zwykle jako jeden z nielicznych doczekuję końca opowieści. Posłuchajcie.

Honor samuraja

Ileż razy można się wieszać, targać na swe zszargane życie? To zaczyna robić się nudne! Tadek postanowił zmienić metodę. Całą drogę z Cisnej do domu rozmyślał o swoich próbach samobójczych, depresjach potężniejszych od bieszczadzkich nocy. Nawet chłód końca dnia nie ocucił go z amoku złych, natarczywych myśli. Wchodząc po betonowych schodach do domu, na trzecim stopniu sięgnął do kieszeni kurtki i namacał scyzoryk. Na piątym zdarł z siebie całe odzienie, a na siódmym, ostatnim stojąc nagi zaczął ciąć skórę na brzuchu, zapewne z zamiarem uwolnienia wnętrzności na zewnątrz, a co się mają kiszki gnieść, niech też sobie pooglądają piękny świat. Co za styl, na honor samuraja!
Narzędzie było tępe, bo Tadek często otwierał nim wina i piłowanie powłok brzusznych szło kiepsko, za to sprawiało coraz więcej bólu, ponadto ostrze ślizgało się na wypływającej krwi. Tadek spojrzał na swe dzieło i powiedział na głos: „Kurwa, trzeba to obmyć” i ruszył w kierunku szeptu rzeki. Znalazłszy się na jej brzegu ściągnął gumofilce pełne krwi i dokonał ablucji rany, podczas tej czynności wpadł mu do głowy lepszy pomysł, nachylił się nad nurtem Solinki i zaczął podrzynać sobie gardło. Pragnął, by cała jego krew zmieszała się z krystaliczną wodą odbijającą w swym lustrze gniewne oko księżyca.
Kto próbował to wie, że niezręcznie samemu sobie piłuje się gardziel. Scyzoryk wpadł z okrwawionej Tadkowej dłoni, przez długą chwilę nie mógł go znaleźć, macając dno wokół siebie. W ostatnim akcie desperacji chwycił oburącz spory kamień i zaczął tłuc się po głowie. Pech chciał, że trafił na łupek, który rozprysł się na dziesiątki kawałków. Tadek osunął się na kolana i zwrócił się do rzeki: „A chuj z tym zabijaniem, idę do domu”.
Oko księżyca groźnie zmarszczyło swą powiekę w lustrze wody. Tadek wlókł się zniechęcony w górę po skarpie, ale przypomniawszy sobie o winie schowanym pod sianem w stodole ruszył raźniej. Pocieszał się: „Co zrobić, trzeba żyć, inaczej nie będzie”.
We’re all stories in the end. Just make it a good one!
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 3122
Lokalizacja: Oxford
Reputacja: 5264

Re: Krótka Ballada o Matkach by Marek_Sobczak

Postprzez nanny_ogg » 5 kwi 2011, o 13:24

To jakiś bieszczadzki emo był :?: ;)

Pewien z kole Cisnej Ta-de-usz
Nogi wyciągnąć chciał no-i-już
By popełnić sepuku
Zrobić chciał sobie kuku
Miał biedak pecha choć śmierć była tuż...
Everything in life I share, except of course my teddy bear.
Avatar użytkownika
nanny_ogg żeńska
Plantopecha
 
Posty: 2903
Lokalizacja: Albion...
Reputacja: 3912

Re: Krótka Ballada o Matkach by Marek_Sobczak

Postprzez Marek_Sobczak » 5 kwi 2011, o 13:44

to Tadek. Pijaczyna jakich mało. Ale z charakterem. Krążą o nim legendy. I nie tylko o nim. Przyjedź do Cisnej i wstąp do Siekierezady.
We’re all stories in the end. Just make it a good one!
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 3122
Lokalizacja: Oxford
Reputacja: 5264

Re: Krótka Ballada o Matkach i inne by Marek_Sobczak

Postprzez Marek_Sobczak » 6 kwi 2011, o 14:26

To z kolei raport jaki napisałem z ostatniego szkolenia TP. Oczywiście wersja trochę różniąca się od tej która poszła jako notatka służbowa do kierownika obiektu :)

Czas akcji: Zupełnie niedaleko.
Miejsce akcji: Bieszczady, gdzieś przy granicy polsko-słowacko-ukraińskiej.
Supernowoczesne , nowopowstałe Centrum Rozwojowo-Raportowe Pionu Kontaktów z UFO TPSA z siedzibą w Tworkach
 
Na 1000-osobowej hali wśród ciszy przerywanej szelestem przewracanych kartek i sporadycznymi pierdnięciami wszystkie 13 osób z naszego pionu czeka w napięciu (przedmiesiączkowym) na Wielki Dzień. Zapowiadany przez serwisy informacyjne, ogłaszany w prasie jako wielki międzynarodowy sukces:
Dzień Wprowadzenia w TP Liczydeł Bezprądowych. I oto nadszedł pod postacią informatyka z firmy ołtsorsingowej niosącego w wielkim , trójkolorowym pudle najnowsze osiągnięcie francuskiej myśli technicznej:
prawdziwe 10-bitowe liczydło bezprądowe. Szkodnik postawił pudło na podłodze, po czym ,zgodnie z obowiązującą formą powitania, przyjaźnie , trzykrotnie popukał się w głowę.
-Zgodnie z daną rok temu obietnicą z dniem dzisiejszym wprowadzam nowy standard pracy!
Pan Ziutek , zawsze ciekaw nowinek technicznych nie wytrzymał:
-Dobre chociaż?
Informatyk z dumą w głosie:
-Muszą być ,skoro francuska firma Je t'aime w d'upaime wygrała przetarg przed firmą szwagra prezesa. Oferował podobne całe milion euro taniej za sztukę. A szwagier prezesa rzadko przegrywa przetargi.
-Oj tak! Zaiste , muszą być zajebiste . Podobno te koraliki na tych drucikach robione są na wzór XVII wiecznych koralików rozdawanych wśród indiańskich ludów przez pierwszych francuskich kolonistów. Iście francuskie połączenie tradycji z nowoczesnością.
-To pokaż pan te urządzenia, panie informer! - zadecydował pryncypał.
-Jakie urządzenia? Jest tylko jedno.
-Jak to jedno ? Przecież od 1-go z naszego pionu zostaje wydzielony Pion Kontaktu z Niedźwiedziami, których po tutejszych lasach się namnożyło. Niektóre nawet jakby ciutkę podobne do pana Ziutka.
Pan Ziutek skromnie spuścił wzrok
-No to będziecie korzystać z jednego?
-Co z jednego? A jak pan sobie wyobraża rozliczanie kosztów po empekach - to liczydło nie ma implementowanych odpowiednich funkcji! To skandal ! Natychmiast dzwonię do Dyrekcji. - Pani Beatko , czerwony telefon, nał!
 
Dyro łapie za słuchawkę Telefonu Specjalnej Linii Zgłaszania Problemów.
W słuchawce odzywa się miły kobiecy głos: -Witamy w Automatycznym Centrum Zgłaszania Problemów sieci TP i Orange. Wybierz jeden z zaproponowanych tematów rozmowy: 1- Jest dobrze, 2-Jest bardzo dobrze, 3-Jest zajebiście dobrze,4-Jest tak zajebiście dobrze ,że sikam po nogach z radości. 0-Pocałuj nas w dupę i wyjdź z automatycznego menu.
 
Nasz szef, siedemnastoletni mężczyzna, były ideowiec , poczerwieniał.
-No cóż ,życie stawia przed nami nieprzewidywalne problemy. Jednak wieloletnia praktyka na stanowisku głównego konsultanta w dziedzinie WAP (Waselin Anal Penetration) w Orange nauczyła mnie nie zrażać się drobnymi problemami. - Pani Beatko wołać mi tu gołębia pocztowego!
Pani Beatka znikła w drzwiach , z których po chwili - z trójkolorową kokardą na piersi, podciągając do góry fałdy skóry, kołysząc się z boku na bok -wyszedł gołąb wielkości piłki plażowej. Odebrał od dyrektora zawiadomienie, po czy podszedł do ściany naprzeciwko otwartego okna.
Odwrócił się w jego stronę. Krzyknął coś jakby wiwlafrans! lub chwwd !
(słabo znamy język francuskich gołębi pocztowych) i ruszył w kierunku okna.
Z każdym metrem nabierał prędkości, na metr przed oknem wzniósł się trochę do góry , po czym pieprznął łbem w kaloryfer, aż w rurach zabulgotało.
-Co za porażka, pani Beatko, dawać mi tu zaraz polskiego gołębia! - Ależ panie dyrektorze , ostatni zdechł z głodu tydzień temu.
-Jak to, z głodu, przecież siedziały razem w klatce z tłustym francuskim?! No właśnie , wszystko im zeżarł i zdechły.
-Pani Beatko ale chyba mamy jeszcze te sępy pracujące na etacie gołębi , podarowane na otwarcie centrum przez członków zarządu?
-Niestety pani dyrektorze ,sępy zeżarły te zdechłe gołębie i te co jeszcze były ledwo żywe, opyliły resztę karmy wróblom i odeszły na stanowiska konsultantów do Kurniklandu i innych takich. -No cóż , będę musiał przemyśleć przejście z PkzU do PKzN. No to na razie , mam pilną telekonferencję w internecie z prezesem Kłejkiem.
-To co pani Beatko - informatyk przypomniał o swoim istnieniu- może bym tak dostał coś do picia? Kawę jaką albo może coś mocniejszego? O tam na półce, widzę, macie niezły zapas trunków. -A! To... Widać, że pan już nie z naszej firmy. Przecież to nowy wzór wypowiedzeń wprowadzony przez żabojadów na cześć Pikiety. Teraz każdy z nas dostaje wypowiedzenie ze swoim nazwiskiem w butelce po francuskim winie.
- Dobra , dobra , a ta ciecz w butelkach to niby co? Gość oblizał się łakomie.
- Ah! To jest dodatek wprowadzony przez nasz Zarząd: Po prostu szczają do butelek.

Na tym zapis zakończono, bo rozpoczęły się wyzwiska i obelgi uwłaczjące matkom i krewnym oraz niektórym rodzajom zwierząt.
We’re all stories in the end. Just make it a good one!
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 3122
Lokalizacja: Oxford
Reputacja: 5264

Re: Krótka Ballada o Matkach by Marek_Sobczak

Postprzez nanny_ogg » 6 kwi 2011, o 16:38

social fiction / bieszczadzkie fantasy - naprawdę masz wyobraźnię :D
Everything in life I share, except of course my teddy bear.
Avatar użytkownika
nanny_ogg żeńska
Plantopecha
 
Posty: 2903
Lokalizacja: Albion...
Reputacja: 3912

Re: Krótka Ballada o Matkach by Marek_Sobczak

Postprzez Dżon » 6 kwi 2011, o 17:12

Albo po prostu: w siekierce dzieją się dziwne rzeczy :P

Ja rozumię, że się wciąłem, ale żeby mi aż negata dawać? I to z uśmiechem? :)
W taki dzień jak ten, Fryderyk Barbarossa utonął w rzece.
Jakie są Twoje plany na dziś?
Avatar użytkownika
Dżon męska
aka Nie znacie tego?
 
Posty: 4070
Lokalizacja: Pojawiam się, jak otworzysz flaszkę.
Reputacja: 3931

Re: Krótka Ballada o Matkach by Marek_Sobczak

Postprzez Marek_Sobczak » 6 kwi 2011, o 21:38

Dżon miał być plus. Z uśmiechem to się zgodzę za zainteresowanie Siekierezadą. Dałem minus? Oj zaraz spróbuję to wyrównać. A wcinaj się jak najczęściej.
We’re all stories in the end. Just make it a good one!
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 3122
Lokalizacja: Oxford
Reputacja: 5264

Re: Krótka Ballada o Matkach by Marek_Sobczak

Postprzez Dżon » 7 kwi 2011, o 10:39

:) Domyśliłem się :P Spoko, dzięki :D
W taki dzień jak ten, Fryderyk Barbarossa utonął w rzece.
Jakie są Twoje plany na dziś?
Avatar użytkownika
Dżon męska
aka Nie znacie tego?
 
Posty: 4070
Lokalizacja: Pojawiam się, jak otworzysz flaszkę.
Reputacja: 3931

Re: Krótka Ballada o Matkach by Marek_Sobczak

Postprzez Marek_Sobczak » 11 kwi 2011, o 23:10

To jeszcze trochę z tekstów dla Steel Velvet.

Zgasło już słońce, znikną mój cień
Pora już spadać, pora wynosić się.
Zaraz mała zapłacę Ci
Za twe marzenia, uczucia i sny.

Bierzesz zapłatę dotykając mych ust,
Z uśmiechem milczę, nie chcąc kłamać Ci znów.
Wtulasz się we mnie, nie wiedząc że,
Nie chcę Ciebie kochać, ale chce Ciebie mieć.

Nie wierz moim oczom, nie wierz moim słowom.
Nie chcę Ciebie kochać, ale chce Ciebie mieć.
Tak jest nam dobrze, więc po co mam
Niszczyć tą bajkę, którą stworzyłem sam.
We’re all stories in the end. Just make it a good one!
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 3122
Lokalizacja: Oxford
Reputacja: 5264

Następna strona

Powrót do Wieża sztuk

Samotny wśród szarości cienia, Śmierć stepował.

Trzy Wiedźmy, dodał(a) Dżon

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron