Klejenie nr VII
Tymczasem wśród krzyków wybiegających z przerażeniem z wozu, nadjeżdżającego z wielką prędkością wprost na zszokowanego króla, który miał marmoladę na Koronie, należącej wcześniej do króla Verence'a z Lancre. Marmolada była zgniłozielona, albowiem była to pleśniowa marmolada zrobiona przez sławnego konesera pleśni z zespołu Pieśni i Tańca "Roztocze", mającego swoją siedzibę naprzeciwko domku Casanundy, stojącego na jednej z trzech wysokich wież obserwacyjnych w metafizycznym niewidzialnym jaju - jaju stuletnim, a więc śmierdzącym jak stare skarpety Nobby'ego,nieprane prawdopodobnie nigdy. Przenigdy bowiem wyprane nie stałyby koło łóżka Nobby'ego, inaczej czmychnęły by czym prędzej w jakieś życzliwsze dla wyrobów pończoszniczych miejsce, po czym rozpruły by się szczęśliwe.
Król wrzasnął przeciągle gdyż noga zablokowała mu się w Królowej ulubionej części luksusowego, złotego bidetu a wóz był coraz bliżej. Zdesperowany wziął leżący nieopodal słoik z marynowaną papryką bowiem nie chciał umrzeć na czczo natychmiast zapił obfitym drinkiem, a jego figgin zawisł mu i dyndał smutno. Król uwolnił nogę i ruszył śmiało, lecz daleko nie zaszedł, gdyż kokos uderzył go w odstające zanadto ego, i padł martwy, lecz tylko w metaforycznym sensie, bowiem cały był nieumarły od 2 lat i trzech miesięcy a jakby dobrze policzyć to nawet dłużej gdyż nie od razu zauważył miesiąca spędzonego w trumnie, trzeba dodać, że bardzo wygodnej, bo wyposażonej w jacuzzi, klimę i aneks medyczny, z pełną gamą F-dur oraz krzyżykiem w miejscu, które mało kto nazwałby oazą spokoju i zaprosiłby tam swoją dziewczynę, psa lub teściową, pod warunkiem, że są mili.
Tak więc - pomyślał sobie grzebiąc w rozporku. - Zrobimy tak, jak lubią robić skrzywieni psychicznie pożeracze marchewek. Pójdziemy na pole i skopiemy je tak, że jesień średniowiecza to przy tym pikuś. Właściwie Pan Pikuś.
W tak zwanym międzyczasie nadjechali z południa dziwni ziomkowie o niewyraźnych minach i brzydkim zapachu wydobywającym się z przepastnych kieszeni ich lateksowych mini spódniczek w tygrysie paski, które wcale nie były tak krótkie, jakby mogły być. Zeskoczyli, bo musieli, gdyż zachciało im się pierożków od cioci Gertrudy z owocami w sosie z zaskoczenia grzybowym z grzybów psylocybinowych z własnej hodowli.
Gdy dotarli do cioci okazało się, że jej nie ma, a w …
Jako klejacz mam prośbę: proszę, drodzy Forumowicze, nie wpisujce trzech kropek na początku i końcu swojego wkładu do opowieści. Wiem, w poście wygląda to ładnie, jednak utrudnia mi troszkę robotę. Zamiast sobie machnąć myszką na trzy słowa muszę uważać by nie załapać trzykropka, jeśli go złapię to muszę go szukać w wordzie. Wierzcie mi: po kilkunastu ctrl+c i ctrl+v człowiek chce się by wszystko szło szybko i przyjemnie
Dziękuję i miłego dnia życzę