Przeczytałem pierwsze 8 tomów - w momencie gdy to robiłem nie było jeszcze w Polsce "Pożogi". Każdy z nich to cegła po 600-800 stron.. Co osobiście uważam za sporą zaletę - nie lubię gdy książki mi się szybko kończą. Ale jest to też i wadą poniekąd. Każda książka jednak kosztuje swoje, więc większość zmuszony byłem czytać na ebookach.
Styl pisania Goodkinda, przypominał mi na początku bardzo Davida Eddingsa, ale z czasem buduje on swój własny i niepowtarzalny.. Do czytania potrzeba trochę samo zaparcia, i jeśli ktoś nie czyta szybko to spora szansa, że się znudzi i do książek już nie wróci.
Teraz zacząłem czytać serie od początku (coby do tej Pożogi dotrzeć) i zabawne, że na początku znowu mam to samo wrażenie jakbym czytał Eddingsa
