przez Qurka Wodna » 13 kwi 2010, o 08:12
Właściwie zgadzam się z większością - Pratchett traci na ekranie dużo więcej niż inne książki, ale nie wyobrażam sobie żeby np. P. Jacksona jako reżysera - rozmach owszem powinien być większy, ale w trylogii były zupełnie inne klimaty, piękna zielona trawka, strasznie czarny mordor - no jakoś tak, nie wiem jak to ująć, za mało szaro-burego, niejasnego, niedopowiedzianego, żałosnego klimatu np. Ankh Morpork. No i zdecydowanie brakowało mi syfu i smrodu, który powinien być odczuwalny i wylewać się z ekranu, magowie też jacyś - za mało małostkowi /jakkolwiek głupio to brzmi.../ Tu mistrzami dla mnie jest Monty i ich śmierdzące, zatłoczone miasto np z Terryego Gilliama - Jabberwocky. Może jak by się Terry z Terrym spiknęli?...