DISCLAIMER: Niniejszy tekst pełen jest subiektywnych opinii oraz odniesień do archeologicznych znalezisk forumowych, których ogólna moja interpretacja (która nie powinna tu mieć dużego znaczenia, ale nie umiem zagwarantować, że się nie będzie jakoś przebijać, więc wolę się odnieść do niej za wczasu) może być zaburzona przez szczątkową (żeby nie powiedzieć: czasem znikomą) znajomość kontekstu. Żadna część tego co powiem nie ma na celu nikomu dowalić, gdyby jednak kogoś jakoś to uraziło to uprzejmę proszę o ograniczone użycie wideł.
Okazjonalnie mogą się też pojawić jakieś skróty myślowe, ale mam nadzieję, że nie zaburzą przekazu.
Dawno, dawno temu, Marvel wpadł na błyskotliwy pomysł wydania komiksu o nastolatku, którego ugryzł pająk... Nie, chwila, czytajcie do końca! To wszystko ma związek z tym, co chcę powiedzieć! A więc wydali ten komiks i, jak można się w sumie domyślić, fabuła chwyciła. No i tak sobie wydawali zeszyt za zeszytem, aż w końcu zmierzyli się z pewnego rodzaju kryzysem - otóż dzieciaki, które tak się zaczytywały w Spider-Manie gdy go wydali zdążyły dorosnąć i w naturalny sposób część z nich powyrastała z ciągnącego się w nieskończoność tasiemca, normalka. Problem polegał jednak na tym, że seria była na pierdyliartym numerze i przez to przyciągnięcie nowych czytelników graniczyło z cudem, bo mało kto lubi czytać tak totalnie od środka, a pierwsze numery nie dość, że były tak se dostępne, to jeszcze były hen hen fabularnie z tyłu, więc większości potencjalnie zainteresowanych brakowało albo chęci, albo możliwości (albo obu). Co więc zrobił Marvel? Wydał nowy pierwszy numer Spider-Mana, dodatkowo nieco odświeżony, żeby bardziej przystawał do nowego młodego czytelnika (bo w końcu też to było największą siłą Spider-Mana, że nastolatkom łatwiej było się utożsamić z osieroconym nerdem niż jakimś postrzelonym bogaczem jak Ironman).
No i w sumie to trochę o to mi chodzi, choć w naszym przypadku to by bardziej przypominało gruntowny remont mieszkania, taki kiedy skuwa się poprzednie 15 wartw farby, wymienia parkiety i w ogóle.
Nie jest tajemnicą że forum świeci pustkami, ale prawdą jest to, że w obecnej formie forum nie ma praktycznie żadnych szans na przyciągnięcie nowych ludzi. Mogłabym tu rzucić żarty o szansach jednej na milion, ale to już nawet nie jest śmieszne w tym przypadku. Powodów, dla których ta okolica nie jest zachęcająca dla nowych użytkowników jest kilka i najłatwiej będzie je wymienić w formie listy:
1. Jest ZA DUŻO wątków. Jeśli ktoś się wysili żeby przeczytać regulamin (który w większości jest de facto podstawowymi zasadami korzystania powielanymi na wielu forach, więc nawet bez czytania go są tam rzeczy oczywiste) to w sumie będzie się bać cokolwiek nowego uwzględnić. Jeśli żeby założyć z czystym sumieniem nowy temat trzeba przekopać się przez 3-5 stron enigmatycznie opisanych tematów, wytypować te które mogłyby się pokrywać z tym co chce się napisać i najlepiej je przelecieć chociaż wzrokiem, to serio odechciewa się od samego myślenia o tym. Sam układ jest w pewien sposób nieintuicyjny i ok, można się przyzwyczaić, ale nie każdy kto chce porozmawiać o książkach ma wenę żeby odwalić forumowego Indianę Jonesa na aż takim poziomie.
2. Wątki są starożytne, można je dzielić na ery - bez kitu. Gdyby nadal były konwenty, można by dla żartu napisać książkę o historii forum. Ja wiem, tradycja i w ogóle, sama strona wydaje się być prawie od zarania internetu; hiperbolizuję, ale serio, jak się patrzy na posty z 2011 i uświadamia sobie cżłowiek, że kiedy ja kleiłam makiete na zaliczenie historii w podstawówce to Wy tu przeżywaliście kolejne premiery, to robi to taki vibe. I super, tradycja jest fajna, ale okazuje się że mamy 2024, ktoś by chciał sobie poplotkować o takiej, powiedzmy, Straży Nocnej, która np dla mnie była od zawsze na siostrzanej półeczce (Pratchettem zainteresowałam się jakoś 2012-2013 i pamiętam dopiero Łups! i Niuch! z takich premierowo czytanych książek) to jak widzę, że jedyny temat o niej jest w stylu "Znamy datę premiery nowego tytułu! Czekacie?" (i oczywiście jest martwy od X lat) to trochę skrzydełka opadają. Super, niech będzie archiwum, ale wątki które widać wypadałoby jednak dostosować do czasów. Zwłaszcza że prawda jest taka, że nie dziwię się, jak "starym wróblom" też nie chce się w tych wątkach pisać. Podświadomy odruch psychologiczny (który obserwowałam już na innych forach itp) jest taki, że jak sobie te tematy tak wiszą dekadę czy audytor jeden wie ile to jest klimat że "wszystko już zostało powiedziane". Trudno mi oczekiwać od Was, że przyjdziecie do 12letniego tematu, spojrzycie i nagle poczujecie się, jakbyście o tym to jeszcze nie rozmawiali, widząc jeszcze że to np str 5 całości, a generalnie tego trzeba żeby forum było żywe - że nowi ludzie są wodą na młyn, a nie tylko dosiadają się na ławeczce obok żeby razem patrzeć w przestrzeń.
3. Strona leży - obecnie już totalnie, bo wychodzą błędy w kodzie, pewnie dlatego, że jak znam życie ostatnią aktualizację miało z sześć lub dziesięć (lub dwadzieścia) wersji przeglądarki temu. Skrzywiliśmy się na krzykacza, który trzy lata temu przyszedł mieć pretensje, że o brytyjskich teatrach tam nie piszemy, ale chwilowo joke is kinda on us bo w Polsce zaczęto wracać do tematu Pratchetta ( i nie tylko w tych dziecięcych przedrukach zbiorów opowiadań ale też w formie biografii czy zbiorku pierwszych opowiadań) i szczerze? jak widać też to olaliśmy, mimo że dzieje się tuż za metaforycznym oknem. W takiej sytuacji jak ta, strona główna to wizytówka, a ta zaczyna już nie tylko pylić kurzem jak jakaś książka ze strychu, ale jeszcze zaczyna spadać jakością funkcjonowania do tworów powstających na zaliczenie informatyki w podstawówce. Efekt jest jak tym rymowanym dowcipie, gdzie "chłopowi fujarka nie chciała ten tego": strona leży, forum leży, forumki leżą i tyle.
W dzisiejszych czasach fora same w sobie muszą się nieźle spiąć, żeby mieć jakąkolwiek rację bytu. Bańki informacyjne, fejsbuki, instagramy, tiktoki - to już samo w sobie nie pomaga. Ale ludzie, no nie miejmy pretensji, że jak ktoś nawet by stwierdził "A, nie wiem nic o Pratchetcie a mi się któryś raz nazwisko przewija, wpiszę sobie w google" i trafił na naszą stronę, zobaczyłby że najwcześniejsze rzeczy mają 5+ lat (jeśli nie 10), a do tego na miniaturce forumowej widać jakąś g*wnoburzę albo totalną stypę albo komentarze "Nikogo już i tak nie ma ha ha" to robi w tył zwrot i się ewakuuje. Nie można z resztą oczekiwać, że ktoś będzie odwiedzał dom, w którym od wejścia musi przemykać labiryntem starych szaf i kredensów, które wyglądają jakby miały się na niego wysypać, cokolwiek się ruszy to tylko dostaje kurzem po mordzie (pardon mój klatchiański), a jeszcze podświadomie chodzi na paluszkach, bo się boi Starszyzny z pokoju obok. No bo właśnie, poza regresem forów to konkretne ma pod górkę również z innego powodu: ma starą społeczność sprawiającą wrażenie hermetycznej.
I tu nasuwa się reakcja "Jak hermetycznej? Że co, że niegościnnej? My przecież witamy z otwartymi ramionami!"*. No fajnie, ale większość osób się tego nie domyśli. Widzi grupę, która sobie powidła rowerem podrzuca jak znajdzie chwilę i już się czuje jak piąte koło u wozu. Ja nie jestem tutaj miarodajnym nowym narybkiem, bo na forum o książkach pisałam już w tej tam podstawówce i też weszłam do grupy, która się znała w pewien sposób jak łyse konie i nawet miała jakieś swoje trupy w szafie (było to wtedy znacznie młodsze forum niż to jest obecnie, ale dla dzieciaka skala podobna) i zwyczajnie wiedziałam, że nie ma co się płoszyć bez sensu, ale przyznam z ręką na sercu: poczucie wyalienowania, kiedy rzucacie jakieś teksty w stylu wiecie-rozumiecie, albo wasze żarciki z brodą, które dla mnie są niewiadomego pochodzenia (choćby Mymłon itp) pojawia się mimo wszystko, a ponieważ ruch jest tu mały (+ fakt, że jednak byłam chyba jedynym świeżakiem w ostatnich 4 latach) sprawia że trudno to wszystko przyswoić w jakiś naturalny sposób. Ja działam mimo to, a ile osób speszy się i wycofa?
I nie chodzi o to, żebyście zacżęli pisać, jakbyście się nie znali, jakby tamtych zjazdów nie było albo dodawać adnotację do każdego starego żartu, to byłoby chore, ale po prostu trzeba być tego świadomym i trzeba wziąć na to poprawkę. Równoważyć coś, co może odstraszać czymś, co będzie przyciągać - aż plusów będzie więcej niż minusów.
No i kolejny, duży problem: przestaliśmy pisać o Pratchetcie. Na zasadzie, prawie w ogóle**. Przyznam się tutaj, że czytałam ongiś starą aferę z bodaj grace, gdzie była dyskusja odnośnie pratchettowości forum i czy nie ma za dużego ruchu w tematach niepratchettowych (tak bardzo skracając, a właściwie wycinając tylko ten kawałek, który mi tu jest potrzebny - żeby już tych trupów starych nie wykopywać, bo to jest daleko poza tym, co mogłabym ocenić). Tam padło takie zdanie, że wiele osób tutaj przyszło dla Pratchetta, ale zostało dla pogaduch i ludzi. Ok, fajnie, też tak w sumie miałam. Ale to działa tylko kiedy są ludzie, kiedy to forum żyje, a nie kiedy raz na ruski rok ktoś się odezwie. Kiedy ja się zapisywałam, było tu chyba z 6-7 osób zaglądających co jakiś czas, było poczucie że coś się dzieje, nawet jeśli okazało się, że na forum o Pratchetcie ciężko jest nawijać o jego twórczości. Ale jeśli ktoś na starcie traci na to nadzieję, to po co się zapisywać? Koniec końców szyld jest jaki jest: jeśli znajdziecie słoik po nutelli, a w środku leżałoby parę liści zwiędniętej mięty, też byście byli zawiedzeni, nawet gdyby była to swego czasu najbardziej aromatyczna mięta z autorskiej krzyżówki odmian.
Moim zdaniem warto jest walczyć o to forum. To jest fajne miejsce spotkań - inne niż tryliard grupek na socialach. To są Wasze wspomnienia, to mogą być wspomnienia przyszłych forumowiczów. To jest wspólna praca, to jest miejsce do wymiany opinii, gdzie bezpiecznie mogą rozmawiać ludzie, którzy boją się na żywo ludzi - bo ludzie na żywo potrafią skreślić kogoś za koszulkę, rozmiar spodni czy kolor włosów***, mając w głębokim rynsztoku to, co ma do powiedzenia. Ja kochałam forum, na którym byłam za dzieciaka. Kocham książki Pratchetta, a tutejszą społeczność postrzegam jako grupę inteligentnych, całkiem miłych osób z ciekawymi opiniami, z którymi można sobie fajnie pogadać (tak, nawet mimo afery z Mortem). Czytałam stare posty i widziałam, jak Wy kochaliście to miejsce. Tyle innych osób mogłoby je pokochać; żal mi patrzeć, jak czeźnie przez zwyczajne zaniedbanie, jak stara zabawka z dzieciństwa czyjejś matki czy babci.
Jest tyle nowych nadziei na przyciągnięcie ludzi do Pratchetta: wyszła biografia, wyszły "Pociągnięcia piórem", są te opowiadania. Pratchett jest na plakato-zdrapce ze 100ma najważniejszymi książkami tam bodaj New York Timesa czy czegoś takiego. Możemy nie lubić bookmediów, ale np Dr Book zamierza usiąść do Pratchetta, to zwiększy pewnie liczbę zapytań, bo jej widzowie będą chcieli zobaczyć co to. Rothan czyta Pratchetta - jest może małym kanałem, ale to jakaś furtka. Naprawdę, to MOŻE się udać, ale ktoś musi chcieć; wielu ktosiów, bo forum to nie coś, co się robi samemu. Trzeba tak jak w domu czy kawiarni: sprzątnąć, odkurzyć, ułożyć ładnie krzesła, postawić może jakiś wazon z kwiatami, żeby było milej, a potem zapraszać ludzi do środka. Czynnie.
Mam pomysł, jak można by to realistycznie ogarnąć - oczywiście nie pomysł sztywny, z cyklu "bierzcie lub spadówa", ale szkic, na którym możemy pracować, by stworzyć forum, które będzie miłe starym i nowym użytkownikom. Mam pomysł na usprawnienia i jak je wprowadzić, nawet gdyby udało nam się ugrać tyle tylko łaski admińskiej, żeby to wgrali (lub dali komuś z aktywnych ludzi dostęp). Ale to wymaga współpracy - Waszej decyzji.
To mój ostatni apel w tym stylu; ostatnia próba siania nadziei i optymizmu na reanimację tego miejsca. I tak mam trochę poczucie, że jest to próba niechciana, ale też polubiłam to forum i dla własnego sumienia ją podejmuje. Jeśli nie będzie zainteresowania sprawą - kulturalnie się odpieprzę. Absolutnie szczerze powiem, że zaczyna mnie męczyć i drażnić ta atmosfera czekania na jakiś Dzień Sądu Ostatecznego, kiedy Corvvin by wleciał z hasłem, że zamyka imprezę. Mam już trochę dość tekstów "I tak nikogo nie ma", "Faza agonalna" itp. Sami kręcicie tą stypę, bo łatwiej jest iść po swój żałobny szalik niż szukać rozwiązania. Przepraszam, że tak dosadnie, natomiast moja frustracja tą sprawą już sięga zenitu - może niesłusznie, bo mnie poniekąd najmniej dotyczy.
Osobiście bez względu na werdykt będę tu zaglądać. Nawet gdyby werdyktem było czekanie cierpliwie na śmierć forum - do samego końca.
*w Waszym wydaniu pewnie by było to jednak subtelniejsze i zgrabniejsze, ale jak ostrzegałam - skrót myślowy
**mój perfekcjonizm wytyka i te pojedyncze jakieś napomknięcia, wiec jakby ktoś miał potrzebę ich zauważenia to tak, wiem, jestem świadoma, ale W OGÓLNEJ SKALI to tego nie widać (i nie jest to dość, żeby nakręcić ruch)
***o poważniejszych kwestiach nie wspominając


