Wieża sztuk

Wieczorne spotkanie

Twórczość własna naszych forumowiczów

Wieczorne spotkanie

Postprzez Wolf Lilly » 12 wrz 2020, o 23:43

Mam taki nawyk częstego pisania stosunkowo krótkich, najczęściej kompletnie (lub prawie kompletnie) wyrwanych z kontekstu fragmentów prozy. Najczęściej są to luźne pomysły na konkretne sceny z życia moich własnych postaci z jakiś moich pisanin czy wymyślonych dawno temu historii.
Robiłam porządek na komputerze, bo przy tej ilości materiałów jakie muszę otworzyć celem nauczenia się na egzamin z fizyki potrzebowałam uwolnić RAM i przypomniałam sobie przez to właśnie o tym fragmencie. Nie mam w zwyczaju pisać fanfiction (głównie dlatego, że znane mi z innych mediów postaci wydają się w moich oczach tracić charakter gdy ja nimi piszę), ale to jest tak trochę z pogranicza mam wrażenie. Mamy tu Młodego Sama, w czasie rozgrywania się tej sceny liczącego sobie już lat kilkanaście (w mojej głowie waha się to między 15 a 18) oraz postać wymyśloną wieczorem po zbyt długiej sesji z naukami ścisłymi. Przedstawiam małą Poziomkę Żelaznywładsson, gdyż mam zbyt duży sentyment do pary Marchewy i Anguy :P



Młody Sam na ułamek sekundy przystanął.
Nie wydawało mu się - z ciemności między budynkami wpatrywały się w niego jaskrawożółte oczy. Mało ludzkie oczy, choć jeszcze nie do końca zwierzęce.
Ojciec zawsze mu powtarzał, że jeśli idziesz w nocy przez miasto i coś na ciebie patrzy z ciemności to najczęściej nalepiej niezbyt nerwowym krokiem oddalić się poza zasięg tego wzroku. Najlepiej szybko, jeśli to możliwe.
Ale te oczy były dziwnie znajome. Nie były przez to tak do końca niepokojące - nie tak jak powinny w normalnych warunkach.
Ale gdzie je już wcześniej widział?
Wbrew zdrowemu rozsądkowi czy poradom ojca stał w miejscu, przyglądając się ślepiom w zamyśleniu.
Stworzenie poruszyło się niemal niezauważalnie, cicho na niego prychając. Spróbowało się chyba wycofać, ale w efekcie dało się dostrzec...
Czerwone włosy.
- Poziomka? - zaryzykował z lekkim zaskoczeniem w głosie.
Stworzenie pufnęło na niego, znowu drepcząc w miejscu. Zdecydowanie cokolwiek to było miało czerwone futro, co raczej było rzadko spotykane u większości lokalnych potworów, przynajmniej na tyle na ile kojarzył.
- Poziomka, to ja, Sam - część niego nadal próbowała zmusić go do odejścia tak na wszelki wypadek, jednak geny jego matki zdawały się być w tej chwili silniejsze niż nauki ojca.
Stwór powęszył przez chwilę w powietrzu, aż w końcu z ciemności powoli wyłonił się wilczy, ogniście czerwony łeb, a spojrzenie żółtych ślepi złagodniało trochę.
Czyli jednak to była faktycznie Poziomka Żelaznywładsson. Młody Sam pogładził wilkołaczkę po głowie uspokajająco, w końcu ostatecznie miał do czynienia z pięciolatką. Jednocześnie rozejrzał się dyskretnie dookoła za drugim wilkiem.
- Uciekłaś swojej mamie? - młoda wilczyca pokręciła głową. - Niani? - tym razem odpowiedziało mu potwierdzające skomlenie.
Samuel zastanowił się.
- Ale co ty tu robisz? Przecież umiesz pewnie wywęszyć drogę do domu.
Znowu zaskomlała, wyraźnie nie pojmując różnicy w sposobach wyrażania się.
- Poziomka, ale musiałabyś zmienić się w człowieka żebym zdołał zrozumieć co mówisz.
Wilkołaczka na moment się nastroszyła, sprawiając że młodzian zrobił zachowawcze pół kroku wstecz, jednak ostatecznie nic się nie stało.
- Nie umiesz jeszcze tego kontrolować? - spróbował zgadnąć. Poziomka pokiwała głową.
Z oddali dało się słyszeć jakieś głosy, co było normalne w mieście nawet o tej porze. Wilczyca jednak położyła uszy po sobie, wycofując się z powrotem do cienia.
Wtedy dopiero zrozumiał.
- Boisz się, że ktoś cię zobaczy?
Żółte ślepia spojrzały na niego, a Poziomka ponownie zaskomlała.
W sumie jakby się zastanowić... Oficjalnie pozwolono tezie o wilkołaku w straży przeistoczyć się w swoistą legendę - mimo ewentualnych świadków sprawa zawsze była ostatecznie subtelnie przyklepana i nikt jakoś chciał być tym, kto osobiście to sprawdzi.
Cóż, oficjalnie też nie wiedział o prawdziwej naturze sierżant Anguy. Lub raczej wiedzieć nie powinien. Nie jego wina, że podobnie jak jego ojciec wolał, kiedy otaczające go tajemnice nie były takie do końca tajemnicze.
Przeczesał w zamyśleniu gęste, zaczesane do tyłu (lecz już niekoniecznie pozostające w tym stanie dobrowolnie) włosy.
Teoretycznie miał się nie włóczyć po nocy. Teoretycznie tym bardziej nie powinien chodzić ciemnymi, wąskimi uliczkami w przeciwnym kierunku do jego domu.
Z drugiej strony jednak jego matka powtarzała zawsze, że nie można zostawiać przyjaciół w potrzebie, więc raczej nie będzie problemu jeśli odprowadzi małą do domu, nie? Przy odrobinie szczęścia trafią po drodze na jej matkę albo kapitana Marchewę, przez co będzie mógł wcześniej wrócić. A jak już będzie sam będzie mógł iść tymi szerszymi, dobrze oświetlonymi ulicami, uznawanymi przez lady Sybil za bezpieczniejsze.
Z tą myślą podszedł bliżej do wilkołaczki.
- Chodź, odprowadzę cię - zaproponował łagodnie.
Na szczęście jesteś jeszcze mała, więc łatwiej będzie wmówić, że jesteś po prostu dziwnym psem, zwłaszcza z tym rudym futrem, dodał już w myślach, gdy Poziomka posłusznie ruszyła tuż przy jego nodze.
"Zdrowy rozsądek to zbiór uprzedzeń zebranych do 18. roku życia" - A. Einstein

"Don't find fault, find a remedy; anybody can complain" - Henry Ford
Wolf Lilly
Profesor NU
 
Posty: 932
Reputacja: 1559

Reklama

Re: Wieczorne spotkanie

Postprzez Cudo_Tyłeczek » 14 wrz 2020, o 12:35

Fajnie się czta:) daj więcej!:)
Mogget napisał(a):Sonderkommando cudo juz zrobila, co swoje?
Avatar użytkownika
Cudo_Tyłeczek żeńska
Matka Ojca
 
Posty: 10005
Lokalizacja: Joli Bord
Reputacja: 6439

Re: Wieczorne spotkanie

Postprzez Wolf Lilly » 14 wrz 2020, o 14:33

heheh, dziękuję :) Jestem bardzo zadowolona z mojej koncepcji Poziomki (choć tutaj nie pokazałam jej w pełnej krasie, ale idea czerwonego małego wilczka była zbyt kusząca :P).
Jedyne co to przez to że wybiegam tak daleko do przodu mam dwie komplikacje. Pierwsza: nie doczytałam niestety jeszcze całego cyklu, bo tak się zakręciłam ze szkołą że przestałam czytać aż tyle książek :/ Z pogłosek kojarzyłam że podobno Młody Sam jest już kilkulatkiem podczas Pary w Ruch (ale nie chcę czytać Pary w Ruch nie nadrobiwszy cyklu o Lipvigu, którego kojarzę niestety głównie z adaptacji filmowej Piekła Pocztowego)
Druga: Chwilami trochę ciężko mi przewidzieć jak zmieniła się reszta otoczenia... Z takich najprostszych kwestii rozbiłam się o to, czy Vimes z Sybil dorobiliby się większej liczby potomstwa czy Młody Sam był jedynakiem. Próbowałam nawet podpytać resztę domu bo u nas wszyscy lubią tą serię, ale skończyło się na opiniach podzielonych idealnie na pół. Sama nie umiem się zdecydować w którą stronę bardziej się skłaniam - jak już mówiłam mam często wątpliwości co do tego na ile dobrze przewiduję reakcje "cudzych" postaci
"Zdrowy rozsądek to zbiór uprzedzeń zebranych do 18. roku życia" - A. Einstein

"Don't find fault, find a remedy; anybody can complain" - Henry Ford
Wolf Lilly
Profesor NU
 
Posty: 932
Reputacja: 1559

Re: Wieczorne spotkanie

Postprzez reeven » 14 wrz 2020, o 22:12

Dobrą stroną fanfików jest chyba to, że można popłynąć z wyobraźnią, jeśli świat będzie dość wierny i spójne postacie. Ciekawie się czyta więc się nie ograniczaj :D :clap: . Co do Sybil i Sama to jakoś jak o nich pomyślę to nie umiem sobie ich wyobrazić inaczej niż ta dwójka i młody Sam (choć to pewnie przez to, że tak ich historia się kończy, tak zostali stworzeni) ale patrząc na to, że Sybil wychodząc za Sama już młoda nie była to bardzo prawdopodobne, że nie zdążyli by się dorobić gromadki dzieci. Jednak jest wolność, bo tak naprawdę można wymyślić co się chce.
- Ja nie myślę, Vimes.
- Zuch. Właśnie tacy są w mieście potrzebni.


"Zbrojni"
Avatar użytkownika
reeven żeńska
Czarodziciel
 
Posty: 5234
Reputacja: 5170

Re: Wieczorne spotkanie

Postprzez Morte » 15 wrz 2020, o 15:10

Całkiem przyjemnie spędzone 5 minut ;-) keep going

Prawdę mówiąc też nie doczytałem całego cyklu, a mijają już lata.
Śmierć jest łatwa, prosta, życie jest trudniejsze.
Avatar użytkownika
Morte męska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1578
Lokalizacja: Cmentarz
Reputacja: 1833

Re: Wieczorne spotkanie

Postprzez Wolf Lilly » 17 wrz 2020, o 13:03

Dzięki :)

Szczerze to mi umknął moment ich ślubu, wydaje mi się że jako dziecko jakoś przeskoczyłam tą część gdzie to było (albo 10 lat robi swoje i skleroza postępuje... :P) więc jakoś mi umknęła kwestia wieku Sybil. Jedna z agitatorów Młodego Sama Jedynaka argumentowała swoją tezę nie tyle wiekiem Sybil co jej podejściem do życia, w końcu było nawet napisane że nie jest to typ żony wycofującej się z frontu na którym jest jej mąż, że tak to ujmę.
Z jednej strony mam trochę to samo co ty, czyli trudno mi sobie wyobrazić Sama z Sybil i kimś więcej niż Młody Sam. Jeśli już to mam wrażenie że może jeszcze jedno by mieli (jakoś nie wyobrażam sobie ich z całą gromadką, co najwyżej z maksymalnie trójką)... Nie wiem sama co jeszcze z tym wątkiem zrobić, fanfiki to dla mnie nadal kompletnie obce wody

Znając życie i mojego wykładowcę może coś sklecę po egzaminie, patrząc na materiały to będę musiała odpocząć od fal i elektromagnetyzmu :P
"Zdrowy rozsądek to zbiór uprzedzeń zebranych do 18. roku życia" - A. Einstein

"Don't find fault, find a remedy; anybody can complain" - Henry Ford
Wolf Lilly
Profesor NU
 
Posty: 932
Reputacja: 1559

Re: Wieczorne spotkanie

Postprzez reeven » 17 wrz 2020, o 14:12

Wolf Lilly napisał(a):Dzięki :)
Jedna z agitatorów Młodego Sama Jedynaka argumentowała swoją tezę nie tyle wiekiem Sybil co jej podejściem do życia, w końcu było nawet napisane że nie jest to typ żony wycofującej się z frontu na którym jest jej mąż, że tak to ujmę.

Jak tak na to spojrzeć to nie mogę się zgodzić, może źle czytałam ale jak Sybil w Łupsie dumnie staje przeciw argumentom,że pole bitwy to nie miejsce dla kobiety z dzieckiem i wspomina o wielopokoleniowej tradycji kobiet rodu Rampkinów, które szły wszędzie gdzie ich mężowie, a jakaś babka czy pababka rodziła w takich okolicznościach, to myślę, że dla niej kolejny potomek nie był by żadnym ograniczeniem, a że starała się być żoną, która nawet ceruje skarpety, choć nie musi (i nie umie ;) ),i uważa że taka jej rola to spełnienie się w byciu żoną we wszystkich aspektach było jednak dla niej najważniejsze, i myślę, że to odnosiło by się też do bycia matką i to nie koniecznie jedynaka.

Pisz, pisz, jesteśmy ciekawi co tam mogło by się wydarzyć.
- Ja nie myślę, Vimes.
- Zuch. Właśnie tacy są w mieście potrzebni.


"Zbrojni"
Avatar użytkownika
reeven żeńska
Czarodziciel
 
Posty: 5234
Reputacja: 5170


Powrót do Wieża sztuk

Nomy są małe, a generalnie rzecz ujmując, małe istoty nie żyją długo. Za to mogą żyć szybko.

Nomów księga wyjścia, dodał(a) Marek_Sobczak

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników