Motopompa napisał(a):Taka sytuacja, że jadę do Polski na 4 dni. Nie żebym to planował, po prostu nadarzyła się okazja – syn znajomej mamy jedzie ze Stuttgartu prosto do mojej rodzinnej miejscowości* i nazad. No i niby fajnie, tyle że jak nak naprawdę wcale a wcale jechac nie chcę. Z mojej perspektywy to po prostu ogromna strata czasu i energii, lepiej wokorzystałbym ten czas zostając w Stuttgarcie.
Z drugiej strony, to są moi rodzice, a widziałem się z nimi ostatnio w styczniu; następny raz zobaczę się w lipcu na 3-4 dni, a potem to juz chyba tylko Boże Narodzenie. A że oni ogarnęli ten przejazd, jakoś tak głupio było powiedzieć nie. Mogłem natomiast wykręcić się tym, że nie mogę bo praca mnie zatrzymuje – zamiast tego ustawiłem wszystko tak, że no problem.
Z innej strony, spędzamy ze sobą dużo za dużo czasu via skype tak czy owak. I naprawdę, nie mamy sobie już nic do powiedzenia, bo wszystko zostało powiedziane dawno temu (kilka razy). Oczywiście poza tematami, na które nikt nie schodzi i pewnie nigdy nie zejdzie.
Usłyszałem już argument, że powinienem jechac, bo raz że to rodzice, a dwa, z uwagi na to, że nadal po części fundują mi edukację, jestem niejako zobowiązany.**
Jestem prawie pewien, że wyjdzie tak jak zwykle, czyli usiądziemy i przeprowadzimy kolejną rozmowę o ni-czym, po czym dnia kolejnego, kolejna taka rozmowa przeprowadzona również zostanie.
Na koniec wychodzi na to, że bardzo nie chcę, a jadę, znalazłszy się tym samym w jakimś moralno-światopoglądowym martywm punkcie i mnie to męczy wielce.
Drogi mymłonie, co w takiej sytuacji? Należało jechać czy nie jechać? No bo niby w imię czego mam się męczyć? Czy rzeczywiście sytuacja sprowadza się do tego, że mamy niepisaną umowę, z której obie strony się wywiązują, a ja po prostu właśnie dałem ciała w negocjacjach, przystając na coś co mi jest nie na rękę?
*(no prawie, ale 7 km to nie dystans).
**Co implikuje, że po studiach mogę temat olać? Wtedy to już zupełnie się pogubię.
Pewnie musimy się bardzo różnić przemyśleniami i ogółem spojrzeniem na pewne kwestie. Ale jestem w stanie Ci powiedzieć, że jeżeli masz normalnych, niepatologicznych rodziców, którzy się Tobą przejmują to będąc starym dziadem nie powiesz czegoś w stylu: "Zdecydowanie zbyt dużo czasu spędzałem z rodzicami." Raczej będzie na odwrót, ewentualnie twój stosunek będzie neutralny.
Kolejna sprawa, czy każda rozmowa musi dotyczyć ratowania światowej gospodarki? Zawsze można wspólnie pomilczeć i to też jest ok. Możesz pomóc mamie przy zmywaniu lub sprzątaniu po obiedzie albo tacie przy koszeniu trawy i to będzie bardziej wartościowe niż całe godziny spędzone przy Skypie. Jeżeli któryś z rodziców lubi grać w bierki to graj z nimi w bierki, jak w szachy to pograj z nimi w szachy. Jest całe mnóstwo rzeczy, które można zrobić razem i niekoniecznie trzeba przy tym gadać.
Moi rodzice irytują mnie oglądając "Na Wspólnej"(jak ja nie cierpię tego serialu. Kiedyś wypali mi oczy ), ale mimo że mam całe mnóstwo lepszych rzeczy do roboty to po prostu przyjemnie jest przysiąść z kubkiem gorącej herbaty i wspólnie coś obejrzeć. Zwyczajnie doceniam to że mogę przebywać w ich towarzystwie. Zobaczenie uśmiechu matki w rzeczywistości też jest bezcenne, żaden skype tego Ci nie zapewni. Nie wiem też jakie są twoje relacje z nimi, ale ja przykładowo pomimo tego że do mamy mogę się nie odzywać tydzień lub dwa, albo że zetnę się z nią dość poważnie to nadal czuję z nią mocną więź i wiem, że mogę jej o wielu rzeczach powiedzieć.
Nie tęsknisz ani trochę za swoim miastem lub miejscowością? Nic, ani trochę? Gdyby mnie nie było parę miesięcy w kraju to kolejną rzeczą jaką bym zrobił zaraz po spotkaniu z rodzicami byłoby odwiedzenie Gdańska. Gdzie po pierwsze wydałbym swoją ostatnią dychę zamawiając czarną wietnamską w "Kadrze", po drugie zacząłbym się szwendać po Mariackiej(zwłaszcza Mariackiej), Piwnej, Św Ducha i paru innych ulubionych miejscówkach, zjadłbym jakieś ciastka nad Motławą i oglądał Gdańsk nocą na Gradowej. Kolejnego dnia pojechałbym na wieś swojej babci w której są obłędne lasy i jezioro. Nie czujesz takiej potrzeby połażenia po ulicach, które wydeptałeś już tysiąc razy?
Ale tak naprawdę do przyjechania do Polski skłoniłby mnie zapach świeżo pieczonego chleba razowego w moim domu plus ubóstwiane przeze mnie razowe kanapki z dżemem malinowym, który sam zrobiłem z zerwanych leśnych malin.
Piszę to jednak z swojej perspektywy i twoje doświadczenia mogą być zupełnie inne, może jest coś co Cię odpycha od powrotu poza wymienionymi przez Ciebie powodami? Nie wiem jak ty, ale gdybym był na twoim miejscu to przemęczyłbym się by zrobić rodzicom przyjemność i małą niespodziankę. Jeżeli jednak tak bardzo tego nie chcesz to po prostu bym nie wracał.
Śmierć jest łatwa, prosta, życie jest trudniejsze.