Zacząłem wczoraj wieczorem od "Wolnych Ciut Ludziów", skończyłem jakąś chwilę temu na "Pasterskiej Koronie". Cztery książki jako przygotowanie i wydłużenie przed tą wyczekiwaną, przedłużenie tego momentu, w którym czyta się ostatnie zdanie i we się że to jest koniec.
Cała historia Tiffany za mną, ostatnia książka ze Świata Dysku za mną, smutno mi. Ponad 9 lat minęło odkąd czytam Pratchetta, moment przeczytania finalnej książki z całego cyklu musiał nadejść, ale zawsze jak nowe wychodziły, to była myśl, że przecież za niedługo kolejna będzie, a tu już żadnej nowej nie będzie...
Spoilery występują poniżej - choć jak ktoś wchodzi w taki temat, to musi być przygotowany
Zakończył się cykl o wiedźmach. Zaczęło się, że kobieta została magiem, skończyło się tym, że mężczyzna został kimś takim jak czarownica.
Zakończył się cykl o Tiffany. Zaczęło się od dziewczynki walczącej elfami, skończyło się na kobiecie - czarownicy, która elfy wygnała być może na dobre.
Zakończyła się też seria o Świecie Dysku. Zaczynała się od wycieczki pierwszego turysty po Dysku, a skończyła się na zwycięstwie postępu na tym płaskim świecie i zmianie starego porządku, gdzie tradycje się naginają, a żelazo łączy.
Książka mi się podobała, dobre zakończenie historii o Tiffany, nie ma cukierkowego happy endu, bo nie mogło być, nie tak ta historia się toczyła i nie takie przesłanie było. W wielu miejscach widać, że nie jest wszystko dopracowane jakby mogło być, niektóre wątki wymagałyby rozwinięcia, na które nie starczyło czasu niestety. Nasza mała wielka ciut wiedźma stała się wiedźmą wiedźm, odnalazła siebie, no i uratowała Chiny(chyba coś pomyliłem), a przede wszystkim zaprzyjaźniła się z elfem, coś czego nawet babci się nie udało. Wiem, że to przyjaźni taka lekko jak między nami w czasie grania w agentów molocha, ale jednak. Przemiana królowej średnio mi pasowała to charakteru tej postaci, ale może taki upadek "otworzył jej oczy", może chęć ratowania jednak swojego gatunku przed wyginięciem przewyższyła inne chęci, w końcu była ich Królową. Brakowało mi przy jej śmierci rozmowy ze Śmiercią, która na pewno po nią przyszedł.
Jednak wszystko to nie miałoby miejsca, gdy nie to co na początku książki. Drugi rozdział łamie serce, a trzeci tylko łagodnie dobija. Okładka trochę sugerowała, dedykacja też, wiedziałem, kiedy coś/to nastąpi, ale i tak boli jak odchodzi ulubiona postać, chusteczki zdecydowanie są potrzebne. Najgorsze było to, że nie pojawi się na końcu książki, by wygrać albo doradzić, świat jednak musiał sobie poradzić bez Babci. Podobało mi się przedstawienie jaką reakcje wywołała jej śmierć na całym Dysku, gdzie wszyscy wiedzieli, że umarła największa z przywódczyń wiedźm, których nie miały, nawet Vetinari wiedział kim była(było to do przewidzenia). Opowieść o strasznej wiedźmie, która tyle dobrego zrobiła, dobiegła końca. Odeszła madame Weatherwax. Dobranoc.

