Skończyłam czytać "Przetrzymać tę miłość" (ach, polskie tłumaczenie nie oddaje ślicznej dwuznaczności tytułu po angielsku) Iana McEwana

Dobra rzecz. Niepokojąca, ale dobra. Katastrofa balonowa + syndrom de Clerambaulta + mocno odmienne postrzeganie i reagowanie na rzeczywistość pomiędzy bohaterami.
Autor robi tak po trosze to, co główny bohater. Takie popularnonaukowe codziennikarstwo. Weź dinozaury i przedstaw je masom. Weź jakieś zagadnienie patologiczne i wkręć je w książkę. Tylko McEwan chyba nie ma w związku z tym żadnych negatywnych emocji

(wszak studiował creative writing, helloł!)