.... hmmm pisałam odpowiedź... chciałam ją uzupełnić .. a tu FJUUUU! - wszystko zniknęło....
Nic to - spróbuję odtworzyć z pamięci:
W kwestii recenzja, której bardzo usilnie chciałaś: dotrwałam prawie do połowy tekstu... (chciałam dłużej, ale brak interpunkcji
[na poziomie uczonej mnie w podstawówce] oraz brak oddechu [
punkty go nie dają. "Zmiana wałka" - tak było w starych maszynach do pisania, w komputerze robi się to enterem, ale nie wiem jak się to nazywa] - może by pomogła.
Wiem, że tekst jest zabawny (znaczy wiem, że ma być), ale nie wywołał u mnie wybuchów śmiechu /może bo - powyżej?

/.
Żebyś mogła odreagować, zapodam mój, nigdzie nie publikowany [chyba, że tu na forum, ale nie pamiętam] i pastw się do woli:
BAJKA ROZWODOWA Spać nie mogę bo Mąż Kochający i Troskliwy tak mnie wkurwił o 3 nad ranem przy karmieniu, że .......wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
A oto scenka z gatunku: "Dziecko integratorem rodziny"
dramatis personae:
[b]Dziecko [/b](skończyło 14 dni i znudziło się rolą aniołka - teraz nam pokaże...)
Matka (hormony poporodowe przestają działać, gorączka nie - wciąż 37,5 mimo paracetamolu, objawy połogowe, budzi się po trzech godzinach snu już nie: gotowa do walki lecz: wykończona i nieprzytomna).
Ojciec - idealny. Przede wszystkim: 1) wie wszystko najlepiej (jeśli się myli - patrz pkt 1).
Noc. Godzina 2.05. Dziecię budzi Matkę. Matka nieprzytomna. Śni jej się, że chce nakarmić dziecko, ale dziecko nie kce, więc musi odciągnąć pokarm, ale jest spocona i boi się, że przeziębi cycki, jak wyjdzie do zimnej kuchni (na polu leje). Budzi się na dobre. Dzwoni po Ojca, żeby zamknął okno i przyniósł przyrządy laktacyjne.
Dziecko łapie cycka, a następnie z siedem razy nim pluje, gryzie go, wypluwa, kopie, wrzeszczy "na czerwono" jak ranny łoś zarzynany tępą piłą tarczową. Nie przysysa się za cholerę.
Matkę coraz bardziej boli nadwerężona i zawiana szyja. Nie daje rady utrzymać swojej głowy tak, żeby po raz kolejny trafić dziecku cyckiem w dziób.
Tata patrzy ze stoickim spokojem i czeka na swoje wielkie entrée.
Dziecko dostaje od Matki swój pierwszy w życiu opierdol.
Cycki pełne to i ciągnąć trza mocno, a dziecku się nie kce (tatusina krew). Na maminy wrzask dziecko na chwilę się uspokaja. I wtedy wkracza tatuś:
Ryczy na Matkę, że nie wolno krzyczeć na dziecko. Wiadomo jak to cudownie kojąco wpływa na przystawianie do piersi, gdy: boli ją krwawiąca ciągle dupa, jest nieprzytomnie śpiąca, mięsień szyi boli jak sukinsyn, cycek boli jak Dziecko zaczyna ciągnąć. A tatuś się po mamusi wydziera - oczywiście żeby się uspokoiła. Wspaniały sposób.
Tatuś zostaje wysłany w cholerę. Całe szczęście się obraża i wreszcie sobie idzie. Mamusia krzyczy na Dziecko, że jest leniem i jak się nie uspokoi to będzie dalej głodne i ....
Dziecko się uspokaja w 15 sekund. Przysysa się grzecznie i wreszcie spokojnie ssie cycka. Po 10 minutach zasypia.
Mamusia idzie do sypialni tatusia i usiłuje wytłumaczyć mu, że wbrew pozorom, ewidentnie Mała nie boi się jej wrzasku, bo słuchała tego wrzasku z brzucha przez co najmniej trzy miesiące i widać on jej się dobrze kojarzy (nie tak, jak tatusiowi) z lepszymi czasami jak jeszcze nie trza było ani ssać, ani oddychać i wszystko było prostsze.
Oczywiście to nieprawda, tatuś wie lepiej. Kiedy mamusia podpiera się zdaniem położnej (cytat prawdziwy), która stwierdziła, że jest bardzo świadomą matką i ma dobre wyczucie czego dziecku trzeba, słyszy, że położna jest głupia baba. Ot i mamy Tatuśka. Przecie to gówno warte, że matka 6 m-cy wsłuchiwała się w swoje zapełnione dzieckiem brzucho, że spędza z dzidziorem aktualnie więcej czasu i więcej dzidziora obserwuje. Tatuś WIE NAJLEPIEJ!
A mamusia..... Ano patrz pierwsze zdanie....
No, ale może teraz wreszcie zaśnie...