Skoro sam autor tak mówi, to chyba wie najlepiej. Ale okazuje się, że nie on pierwszy tchnął ducha w mebel i wyewoluował mu organy i narządy..
W Dziennikach gwiazdowych S. Lem, poniekąd będący takim Pratchettem science-fiction (czy też raczej Pratchett jest Lemem fantasy), opisuje "łan serwantek i nachtkastlików" na odległej planecie:
"Najbliższy stolik nocny, kiedym próbował go odemknąć, omal mi ręki nie odgryzł zębatą szufladą; [...] a taboret, obok którego przechodziłem, podstawił mi nogę, że rymnąłem jak długi. [...] idąc dalej [...] z palcem na cynglu blastera, trafiłem w płytkim zagłębieniu terenu na gąszcz w stylu Ludwika XV, z którego wypadła na mnie dzika kozetka i może by mnie stratowała złoconymi kopytami, gdybym jej nie położył na miejscu celnym strzałem. [...] a otwarte szeroko i jakby zapraszające do głębokiego wnętrza szafy były chyba drapieżne, sądząc po niedogryzkach, co leżały u ich nóg."
Niezmiernie oczytanym będąc, Pratchett Lema znać musiał. Może coś z tego w podświadomości zostało?..
