Ava Darmazaf napisał(a):Nie są, ale to znów tylko porównanie jako zabieg literacki. W naturę naszą wpisana jest strata. Tracimy dziadków, rodziców, ludzi, których kochamy i wydaje się nam, że bez nich nie można żyć. Ale również w naszą cudownie potworną ludzką naturę wpisane jest powolne godzenie się ze stratą. Czy fakt, że kiedyś (z ogromnym prawdopodobieństwem) pochowam swoją matkę oznacza, że bezpieczniej jest się nie narodzić? W interesie ochrony własnej psychiki zakazać sobie samemu uczuć? Nie kochać? Nie radować się? Nie żyć? Bo mniej zaboli... Bo tak jest mniej skomplikowanie... Bo to przecież wymaga wysiłku...
O nie! To nie jest życie. To wegetacja. Gorzej! To masochizm w czystej postaci. Samemu siebie dręczyć ascezą, by nie cierpieć z innych powodów. Tak naprawdę wybór dajesz między jednym cierpieniem, a drugim. Między tym więzieniem, a innym.
Cieszę się, że ze wszystkich wolności na świecie dano mi wolność wyboru własnego więzienia.
Ale nie zaznajac radosci, przyjemnosci, nie wiesz co tracisz. Jestes nieswiadomy. Nie cierpisz. Co z tego, ze to wegetacja, stagnacja, jak ty tego nie czujesz. Wydaje ci sie, ze zyjesz. Trwasz. Ale wedlug ciebie wszystko jest ok. Co z tego, że taka postawa to tchorzostwo nawet jak wiadomo tchorz za nim umrze ginie wiele razy. Ty o tym nie wiesz. Zyjesz w blogiej nieswiadomosci. Zaznajesz radosci i przyjemnosci, ale na innym poziomie. Po prostu.
Dobrze, że masz wybór.