"Wnuczka do orzechów", czyli najnowsza Musierowicz. Ech, ech, jakieś ostatnie 10 tomów Jeżycjady zlewa mi się w jedną, mocno średnią całość i po każdym obiecuję sobie, że to już koniec, basta, nie sięgnę po kolejny. No zestarzała się nam pani Małgośka i mimo że pióro nadal lotne, to jakoś i pomysłów brak na fajne fabuły i coraz więcej w jej książkach zgorzkniałej pretensji do świata współczesnego (a coraz mniej pozytywnej energii).
Jeżycjada od początku miała swoje wady (pewna sztuczność, schematyczność, moralizatorski charakter), ale jednak do dziś pamiętam pomysłowe i ujmujące historie z pierwszych kilku części. Potem święci Borejkowie stawali się coraz bardziej oderwani od rzeczywistości. Etos katolickiej, wielodzietnej i prawilnej rodziny autorka zaczęła wciskać czytelnikom do głowy z coraz większą nachalnością. Pewnym powiewem świeżości była niepokorna Laurka-Tygrysek, ale w ostatnich tomach też zkapciała.
Obecnie smrodek dydaktyczny w książkach pani Musierowicz jest już trudny do zniesienia, w dodatku pisarka przeprowadziła się pod Poznań i nagle została wielką zwolenniczką życia wiejskiego. Poparłabym ją, bo sama stałam się ostatnio wrażliwa na walory natury, ale we "Wnuczce" to jest jakieś hardkorowe przegięcie. Autorka wciąż się rozpisuje, jakie to straszne jest życie w mieście, jakie miasta są złe, brudne i przytłaczające (nawet Poznań i Jeżyce, tak urokliwie opisywane w poprzednich tomach!), jaki beznadziejny, płytki i pozbawiony wartości jest człowiek wielkomiejski. Zero subtelności, która może rzeczywiście zachęciłaby czytelnika do wyrwania się z miejskiego pędu. Do tego oczywiście narzekanie na dzisiejsze czasy, na rozwój techniki, na to że książek się nie czyta, nikt nie mówi po łacinie, nie cytuje Wergiliusza, upadek obyczajów, kultury i sztuki... Może warto przypomnieć pani Musierowicz, że już starożytni Grecy narzekali na młodzież i przepowiadali, iż świat zmierza ku zagładzie :>
No dobra, żeby nie było, że książka jest całkiem fatalna, to przyznam, że czyta się błyskawicznie i z uśmiechem, bo językowo Musierowicz nadal jest w formie. Sporo humoru słownego i sytuacyjnego. Całość ratuje postać Idy, która szczęśliwie nie jest jeszcze całkiem papierowa

Także - jako czytadło do pociągu może być, ale niech się entuzjaści Jeżycjady za wiele nie spodziewają.