No to lu:
"Prawdopodobnie w ferworze dyskusji z nadprzyrodzonym czynnikiem podnosiłam niekiedy głos.
- Na mózg ci padło? Przekomarzasz się tak sama ze sobą?
- Tu był diabeł - mruknęłam ponuro. - Omawiałam z nim śledztwo.
- Rany boskie, znów ma halucynacje - powiedział L ze zgrozą. - Wymorduje całą pracownię!
- Jaki diabeł? - zainteresował się W.
- Zwyczajny, jak diabeł. Z rogami, ogonem...
- No i co ci powiedział?
- Że K jest niewinny. Za to szkalował parę innych osób.
- No dobrze, ale dlaczego rzucasz w diabła moimi cyrklami?"

