No czwartek 14-15, w zależności jak się uwinę, ale raczej na 15 i w zależności gdzie się da zebrać całe lub część towarzystwa to ja dojadę, chociaż osobiście wolałbym gdzieś w jednym miejscu, żeby nie zbierać po całym Wrocławiu
- Vie pan, że innym określeniem ikonografa byłby "fotograf"? Od latacjańskiego słova "photus", które oznacza.. - "Skakać dookoła jak wariat i rozstawiać wszystkich po kątach, jakbyś był właścicielem"? - spytał William.
...jak będzie Cię GPS wiódł przez Powstańców Śl. w Karkonoską, to go posłuchaj, a ja się przyczaję w widocznym miejscu w jakiejś strategicznej zatoczce. Czy cóś. Da radę?
Zbliża się konwent kwietniowy i warto by się policzyć żeby można pomyśleć o zorganizowaniu transportu. Kilka osób, w tym ja zadeklarowało możliwość pojawienia się już w czwartek wieczorem i powrotu w poniedziałek. Ktoś jeszcze z Wrocławia i okolic, ma do zagospodarowania jakiś urlop i inne takie żeby dołączyć?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko?
Ja niestety będę mogła jechać dopiero w piątek pod wieczór (do 16 w pracy), a wracać będę musiała w niedzielę nie za późno (w poniedziałek do pracy na 8).
Fairy tales do not tell children that dragons exist. Children already know that dragons exist. Fairy tales tell children that dragons can be killed. [Chesterton]
"Wszystkie Małe Mi na świecie są praktycznie niezniszczalne"
Ja też jestem chętny na wyjazd od czwartku do poniedziałku
- Vie pan, że innym określeniem ikonografa byłby "fotograf"? Od latacjańskiego słova "photus", które oznacza.. - "Skakać dookoła jak wariat i rozstawiać wszystkich po kątach, jakbyś był właścicielem"? - spytał William.
Fairy tales do not tell children that dragons exist. Children already know that dragons exist. Fairy tales tell children that dragons can be killed. [Chesterton]
"Wszystkie Małe Mi na świecie są praktycznie niezniszczalne"
Każda knajpa w multiversum dysponuje podobnym zestawem: półkami lepkich butelek o dziwacznych kształtach, zawierających nie tylko płyny o egzotycznych nazwach, często zielone albo niebieskie, ale też rozmaite przedmioty, do przechowywania których zwykłe butelki by się nie zniżyły. Na przykład całe owoce, gałązki, a w ekstremalnych przypadkach nawet nieduże utopione jaszczurki. Nikt nie wie, dlaczego barmani trzymają je w takich ilościach, zwłaszcza że wszystkie te napoje smakują jak melasa rozpuszczona w terpentynie. Istnieje hipoteza, że marzą o dniu, kiedy ktoś wejdzie z ulicy, zamówi Brzoskwiniowy Kordiał z Aromatem Mięty i w ciągu jednej nocy lokal stanie się miejscem, gdzie Wypada Bywać.