przez Dicey Reilly » 24 lip 2014, o 22:44
Klejenie XXVII
Tak właśnie było i będę się tego trzymał, Wysoki Różowy Koniku Polny, stawiający martynowski piec z twarzą Marilyn Monroe zamiast komina czy choćby lufcika.
Natenczas okazało się, że nadeszła pora na skoszenie trawnika, złożonego z wyszczerzonych szczerze szczeżuj przeżuwających szczaw. Szczeżujowy kombajn, napędzany paliwem destylowanym z nutą niebanalnych bananów wciśniętych w niebieski druszlak (pozostałość po bardzo wstydliwej historii z wczesno młodzieńczych lat), ruszył wesoło przez szczeżujowe łany, popijając kawkę z podręcznego dzbanuszka, wykonanego z błyszczące zapaski, na okoliczności wielce radosne i smutne zarazem, czyli na samo wspomnienie pewnego wydarzenia, o którym nie wspomni cnotliwa konkubina.
Tymczasem nieopodal lasku przejechał strażak wkasku odwróconym na lewą, a może i zieloną stronę pełną flanelowych niedźwiedzi z koszulką z hawajskim menu w dłoni. Zaczął cicho recytować Pana Tadeusza od końca po niemiecku. Coś go walnęło nagle , gdy sobie uswiadomił bezcelowość swoich czynów recytatorskich, pędząc monocyklem, nie mylić z monoklem, ku swojej ostatecznej, choć jakże zwodniczej drodze Żelkowego Oświecenia Wichrów Totalnego Wyluzu. Idąc tym tropem zaczął strzelać do przelatujących nieopodal motyli, niosących burze na swoich kręconych ognistych loczkach, schowanych głęboko w plecaku trzymanym na plecach wielkości arbuza pomarszczonego, "bo mogę, tak powiedział i odstawił piwo w bezpieczne macki przepełzającego Cthulhu. Arbuz tymczasem spowodował zakłócenia czasoprzestrzenne powodujące naruszenie osnowy rzeczywistości i pojawienie się czterech kropek, które powoli stawały się nutkami w glanach skropionych wodą świeconą latarką, która należała do pijanego mnicha, który pomimo złożenia i rozłożenia parasola z liści sałaty o odcieniu zachłanności, czyli tak naprawdę. Nie można jednak nie wspomnieć o tym, że ten parasol był w fioletowe kropki. I wtedy to całkiem wzyczajnie i z zapowiedzią wyskoczył różowy smok, ale szybko uciekł, bo jednorożca zwidział również różowego, który popatatajał w dal.
- Zima nadchodzi! - rzekł zielonkawy gnom-koneser, wcinając wołowy parkiet z desek sosnowych - W sumie smakuje jak kurczak z sosem słodko-kwaśnym w torebce z biedronki, w której były

Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.